Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Wykucie Miecza Mroków
 
Katalog - dodano
 Alyssa i czary
- A.G. Howard
 Prawda i iluzja
- Jennifer Sommersby
 Księżniczka Popiołu
- Laura Sebastian
 Ostatni potomkowie. Przeznaczenie bogów
- Matthew J. Kirby
 Proxima
- Stephen Baxter
 
- skomentowano
 Artefakt
- Maggie Furey
 Zamęt Nocy
- Patricia Briggs
 Toń
- Marta Kisiel
 Sztylet ślubny
- Aleksandra Ruda
 Marzyciel
- Laini Taylor
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

''Pocałunek Demona'' - Lynn Raven



Zrzucił zwłoki w bezpiecznej odległości od corvetty, na żwirowym brzegu rzeki, potem poszedł z powrotem do samochodu i wyciągnął z bagażnika karnister. Oblał benzyną ciało. Ostry zapach etyliny uderzył go w nozdrza. W myślach przeklinał siebie za to, że dał się ponieść złości. Ale nie miał innego wyjścia po tym, jak tamten zaczął mu grozić. Potrząsnął głową. Co by się stało, gdyby Książęta usłyszeli, że on… Nawet nie chciał sobie tego nie wyobrażać. Zagryzł zęby, odstawił na bok karnister, wyłowił z kieszeni spodni zapalniczkę, zapalił ją, a następnie przystawił do nasiąkniętego ubrania. Kilka sekund później języki ognia lizały już łapczywie zwłoki, a płomienie buchnęły wysoko w górę. Jeśli ktoś zobaczy z daleka krwawą łunę, to zapewne pomyśli, że nastolatki zorganizowały sobie tutaj imprezę. Na dodatek po ostatnich, obfitych opadach deszczu ewentualny pożar nie zagrażał pobliskim lasom. Przez kilka minut śledził wzrokiem taniec płomieni, potem podniósł karnister, wrócił do corvetty i usiadł za kierownicą. Trzymając dłoń na otwartych drzwiach, przez dłuższą chwilę obserwował, jak ogień zaciera pozostawione przez noc ślady. Porzucenie jednych zwłok na ulicy – na to można sobie jeszcze pozwolić. Ale drugi trup ściągnąłby mu na głowę już poważne problemy. Ostatnią rzeczą, której potrzebował, było zainteresowanie ze strony jakiegoś Vourdranja.
Upewniwszy się, że ogień dokładnie strawił wszystkie ślady, wsiadł do corvetty i odjechał z powrotem do miasta. Jednak nawet gdyby przekroczył dozwoloną prędkość i tak dotarłby tam dopiero po wschodzie słońca.



Słońce niczym blada piłka wisiało już na szarym niebie, kiedy rankiem gwałtownie zerwałam się z koszmarnego snu, którego nie potrafiłam sobie przypomnieć. Rzuciłam okiem na zegarek – mimo wszystko przespałam pięć godzin. Czułam się zmęczona i rozbita, ale nie wyobrażałam sobie już powrotu pod kołdrę. Ból zębów dokuczał mi bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, na domiar złego światło dnia odsłoniło ślady, których narobiłam w nocy swoimi ubłoconymi, przemokniętymi rzeczami. Klnąc pod nosem, szybko ściągnęłam brudne poszewki i wepchałam je razem z ciuchami do najdalszego kąta w szafie, żeby przypadkiem nie wpadły w ręce Elli, zanim będę miała okazję zrobić pranie. Potem założyłam świerzą pościel. Przez cały czas moje myśli krążyły wokół wydarzeń minionej nocy.
Kiedy wreszcie skończyłam, włożyłam szlafrok i poczłapałam do kuchni zaparzyć sobie filiżankę herbaty. Czekając niecierpliwie, aż nieco wystygnie, próbowałam uporządkować w głowie to, co się wczoraj wydarzyło, oraz informacje, które znalazłam w Internecie na temat Juliena. Nie byłam w stanie, przynajmniej nie tutaj. Musiałam wyjść z domu!
Teraz, natychmiast! Wielkimi haustami opróżniłam filiżankę, pognałam na górę do pokoju i ubrałam się. Następnie złożyłam wydruki i wsadziłam je do kieszeni spodni. Dlaczego – sama nie wiedziałam. Na zostawionej na kredensie, pospiesznie nabazgranej kartce poinformowałam Ellę, że znowu wyjeżdżam z PRZYJACIÓŁMI, po czym wymknęłam się z domu. Simon krzyknął za mną z garażu, gdzie się wybieram i co do diabła wyprawiałam na fotelu pasażera, ale udałam, że go nie słyszę i zbiegłam z podjazdu, zanim wpadł na pomysł, żeby mnie gonić.
Nie miałam odwagi iść na szczyt z obawy, że mogłabym tam spotkać Juliena, a był ostatnią osobą, którą chciałam w tej chwili oglądać. Dlatego bez celu szwendałam się po mieście. Ignorowałam zimne podmuchy wiatru, które co rusz wzbijały w powietrze leżące na chodniku, czerwonozłote liście. Podniosłam tylko kołnierz kurtki, naprężyłam plecy i wcisnęłam ręce głębiej do kieszeni. Od czasu do czasu mijało mnie jakieś auto, jednak większość mieszkańców Ashland Falls w taką pogodę najwyraźniej wolała siedzieć w swoich przytulnych domkach. Na dźwięk dzwonka komórki wzdrygnęłam się. Wyciągnęłam telefon i rzuciłam okiem na wyświetlacz. Rozpoznawszy numer DuCraine’a, wsunęłam aparat z powrotem do kurtki. Nie liczyłam, ile razy dzwonił w ciągu następnej godziny, ale kiedy w końcu definitywnie zamilkł, poczułam wielką ulgę. Nie chciałam rozmawiać z Julienem. Przynajmniej dopóki nie postanowię, co dalej.
Rany boskie! Racjonalna część mojego umysłu wciąż nie dopuszczała do siebie myśli o tym, że faktycznie był wampirem.
Kiedy skręciłam w Chestnut Street, usłyszałam za plecami znajomy ryk, który szybko się zbliżał. Przyspieszyłam kroku, lecz zanim Julien mnie dogonił, zdołałam tylko dotrzeć do następnej ulicy za rogiem. Przystanął obok.
– Nareszcie, szukam cię od paru godzin! Martwiłem się o ciebie.
– Zostaw mnie w spokoju! – krzyknęłam i ruszyłam dalej zdecydowanym krokiem.
– Co… – jęknął zaskoczony, potem silnik ścigacza zamarł.
Słyszałam, jak kopnięciem zsunął nóżkę i postawił motocykl.
– Dawn, poczekaj! – zawołał, biegnąc za mną.
Przyspieszyłam kroku, ale dogonił mnie i chwycił za ramię.
– Co się dzieje?
– Masz mnie zostawić w spokoju! – gwałtownie wyrwałam się i zamierzałam przejść na drugą stronę ulicy. Powietrze przeszył głośny klakson, zapiszczały hamulce, a ja wbiłam wzrok w vana, który właśnie nadjeżdżał z naprzeciwka. Ujrzałam przerażoną twarz kierowcy za szybą, a potem coś mnie gwałtownie porwało, przeturlałam się po ziemi i zanim zdążyłam rozsądnie pomyśleć, Julien znowu postawił mnie na nogi.
– Pogięło cię? – fuknął. Wyglądał na przestraszonego.
Trzasnęły drzwi samochodu. Kierowca hondy zjechał na prawo i szedł teraz w naszą stronę.
– Zwariowałaś, dziewczyno? Żeby tak po prostu wbiec na ulicę! Wszystko w porządku? – zapytał rozgniewany, a zarazem z ulgą w głosie.
– Zostaw mnie w spokoju! – ponownie wyrwałam się Julienowi.
Mężczyzna doszedł do nas. Zmierzył chłopaka nieufnym wzrokiem.
– Potrzebujesz pomocy? – zapytał.
– Proszę powiedzieć temu dupkowi, żeby dał mi spokój – burknęłam wściekła, robiąc krok do tyłu. Julien chciał iść za mną, lecz nieznajomy położył mu dłoń na piersi.
– Koleżko, słyszałeś, co mówi ta mała. Zostaw ją w spokoju albo zadzwonię po gliny.
DuCraine na chwilę wbił w niego spojrzenie. Mężczyzna był wysoki, silny i wyglądał na takiego, który raz dwa poradzi sobie z moim „przyjacielem”. Po dzisiejszej nocy już to wiedziałam. Potem Julien wrócił wzrokiem na mnie.
– Dawn, co…
– Po prostu zostaw mnie w spokoju, OK? – zażądałam jeszcze raz, obróciłam się na pięcie i wzięłam nogi za pas.
– Co ja ci zrobiłem!? – krzyknął.
Nie spojrzałam za siebie. Uciekałam przez dłuższą chwilę. A ponieważ w mieście nie czułam się już bezpieczna, czmychnęłam do lasu. Włóczyłam się bez celu pomiędzy drzewami, aż w końcu opadłam półżywa na jakiś przewrócony pień.
W głowie wciąż kołatało mi pytanie Juliena: „Co ja ci zrobiłem?”. Jeśli miałabym być szczera, to moja odpowiedź musiałaby brzmieć: Nic.
Wręcz przeciwnie, dzięki niemu w Bohemie nie zostałam przywalona przez pomost, a przed chwilą niemal wyciągnął mnie spod kół nadjeżdżającego samochodu, no i uratował przed wampirem. Nigdy nie wyrządził mi krzywdy, a miał po temu wiele okazji. W dodatku zawsze nalegał, żebym zachowała wobec niego dystans i nie przebierał w środkach, usiłując swoją gruboskórnością zniechęcić mnie do siebie. Dopiero, kiedy zauważył, że nie pozwolę się tak łatwo spławić, dał nam szansę. A ponieważ był wampirem, przez ten cały czas nie mogłam o nic pytać – teraz nabrałam co do tego pewności.
Najbardziej szalone w tym wszystkim było jednak to, że wciąż go kochałam.
Wciąż chciałam z nim być. Ale nie wiedziałam, jak.
Czy mam udawać, że faktycznie nie pamiętam, co zaszło? Czy mam zachowywać się tak, jakbym nie poznała jego tajemnicy? Okłamywanie Juliena w ten sposób wydawało mi się podłe. Oczywiście, on też nie grał w otwarte karty, lecz zawsze zdawałam sobie sprawę z tego, że jest coś, o czym nie powiedział.
Z drugiej strony nie mogłam zwyczajnie pójść i powiedzieć: „A tak na marginesie, wiem, że jesteś wampirem”.
Przesunęłam dłońmi po twarzy i wzdrygnęłam się, przypomniawszy sobie o otarciach. Dlaczego nie mogłam zakochać się w jakimś normalnym chłopaku z sąsiedztwa? Z Nealem wszystko byłoby cudownie proste. Ale nie, ja musiałam wybrać sobie takiego DuCraine’a!
Im dłużej rozmyślałam o tej całej sprawie, tym bardziej dochodziłam do wniosku, że muszę porozmawiać z Julienem. Powinnam przynajmniej dać mu szansę ustosunkowania się do tego wszystkiego. To, że mógłby mnie skrzywdzić, kiedy zostanie skonfrontowany z wiedzą, jaką zdobyłam, nawet nie przeszło mi przez myśl. Ponownie przesunęłam dłońmi po twarzy, poderwałam się z miejsca i ruszyłam z powrotem do Ashland Falls, a dokładnie rzecz biorąc do starej posiadłości.
Dopiero teraz dotarło do mnie, jak daleko zawędrowałam. Nawet jeśli początkowo szłam stosunkowo szybko, to jednak im bardziej zbliżałam się do starej posiadłości, tym wolniejsze stawały się moje kroki. Kiedy w końcu wyszłam z lasu i ujrzałam przed sobą polanę, na której stała, serce podeszło mi do gardła. Wręcz zmusiłam się do tego, żeby pokonać ostatnie metry. W końcu stanęłam u podnóża schodów. Ostania chwila wahania i weszłam na górę. Moje ręce były mokre od potu. Wytarłam je o dżinsy. Poranione dłonie zaprotestowały bólem. Po drodze rozważałam niezliczone scenariusze i różne kwestie, jednak teraz, stojąc przed drzwiami, nie mogłam sobie przypomnieć żadnej z nich. Wciągnęłam głęboko powietrze w płuca i zapukałam. Żadnego poruszenia. Powoli policzyłam do dwudziestu i ponownie zapukałam. Znowu cisza. Dopiero po trzecim pukaniu rozległy się kroki, chwilę potem Julien otworzył drzwi. Uniósł brwi na mój widok.
– Czy to znaczy, że już nie chcesz, abym zostawił cię w spokoju? – zapytał cynicznie.
Uniosłam ramiona, unikając jego wzroku.
– Muszę z tobą porozmawiać. Mogę wejść?
Przez moment lustrował mnie spojrzeniem, potem odsunął się na bok i gestem zaprosił do środka. Minęłam go i weszłam na korytarz. Kiedy zamknął drzwi, złożyłam dłonie, mocno przyciskając je do siebie, ale zmusiłam się do tego, żeby pójść dalej. W salonie po raz ostatni zawahałam się i ostatecznie usiadłam na sofie. Julien, który szedł za mną, niezdecydowany przystanął w progu. Zamiast usiąść obok i objąć mnie, jak to zwykle czynił, zajął miejsce naprzeciwko w fotelu. Poniekąd byłam mu za to wdzięczna. Zapadło milczenie. Unikałam jego wzroku, aczkolwiek czułam, że nie spuszcza ze mnie oczu.
– A zatem, o czym chcesz porozmawiać po tym show, które odstawiłaś rano? – zapytał w końcu, przerywając ciszę.
Po tonie głosu wyraźnie poznałam, że jest na mnie zły. Wprawdzie życzyłabym sobie, aby było inaczej, lecz rozumiałam tę irytację. Niepewna, od czego zacząć, zagryzłam wargi. W mojej głowie nagle zapanowała totalna pustka. W końcu wyciągnęłam z torby wydruki i podałam mu je. Z pytającym wzrokiem rozwinął kartki, a potem zamarł w bezruchu. Po jego twarzy przemknął cały kalejdoskop uczuć: przerażenie, ból i złość, kiedy jednak podniósł na mnie wzrok, była ona już kompletnie pozbawiona wyrazu. Opuścił kartki.
– Co to ma być? – zapytał zatrważająco spokojnym głosem.
– Dokładnie pamiętam wydarzenia ostatniej nocy – wydukałam, głośno przełknąwszy ślinę.
Oczy Juliena zwężyły się.
– Co mianowicie?
– Że wczoraj w nocy byłeś na gruzowisku i uratowałeś mnie przed tym typem – miałam nadzieję, że nie słyszy drżenia w moim głosie.
– Jeśli przypominasz sobie, że cię wczoraj uratowałem, w takim razie rozumiem, dlaczego wcześniej nie chciałaś ze mną rozmawiać, a co to ma wspólnego z tym tutaj – pomachał wydrukami.
Powoli wciągnęłam powietrze w płuca.
– Widziałam, że ugryzłeś tego mężczyznę w szyję i piłeś jego krew. Potem skręciłeś mu kark. Twoje kły były… za długie jak na człowieka.
Zerwał się z miejsca i stanął za krzesłem, mocno ściskając oparcie dłońmi.
– Pleciesz bzdury!
– Proszę, nie graj ze mną w żadne gierki, Julienie! Powiedziałeś: „Wszystko zapomnisz!” i: „Nic niezwykłego się nie wydarzyło!”. Ale twoje magiczne formułki najwyraźniej nie zadziałały.
Wbił we mnie zdumione spojrzenie i faktycznie na moment zdębiał. Szybko jednak doszedł do siebie i zakomunikował chłodnym tonem:
– Nie mam pojęcia, o czym mówisz.
– O tym, że rosną ci kły i pijesz krew. Myślę, że zmarłeś w 1901 roku – ścisk w żołądku powoli ustępował miejsca złości.
Zagryzł usta, tak że przypominały teraz wąską kreskę. Skierował wzrok na trzymane w dłoni wydruki. Najwyraźniej nie wiedział, że artykuł i zdjęcie są dostępne w sieci.
– Kim jesteś, Julienie?
Spojrzał na mnie, mijały sekunda za sekundą. W końcu gwałtownym ruchem przejechał dłonią po włosach.
– Jeszcze raz powtarzam: nie mam pojęcia, czego ode mnie chcesz.
Nagle zbrzydła mi ta gierka.
– W takim razie ja powiem tobie, kim jesteś: wampirem!









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2011-04-06 (1149 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej