Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Kartomancja
 
Katalog - dodano
 Dystrykt Warszawa
- Rafał Babraj
 Vice versa
- Milena Wójtowicz
 Diabeł wcielony
- Donald Ray Pollock
 Ale z naszymi umarłymi
- Jacek Dehnel
 Jednookie walety
- antologia
 
- skomentowano
 Cress
- Marissa Meyer
 Kroniki Belorskie
- Olga Gromyko
 Dzikie dziecko miłości
- Aneta Jadowska
 Magia niszczy
- Ilona Andrews
 Harda horda
- antologia
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

Robot - Adam Wiśniewski-Snerg

Mechanizm


Była noc. Była jedna z szeregu tych zwyczajnych nocy, gdy budziłem się między pancernymi ścianami, uwięziony od wielu miesięcy w komorze bez wyjścia, w ciemności rozświetlonej blaskami ekranów i w ciszy przerywanej piskami głośników, gdy drętwiałem na myśl o nieznanym losie pod niskim marmurowym stropem, z którego nawet we śnie śledziły mnie nieczułe mechaniczne oczy, i kiedy – wciąż jednakowo zdumiony prawami zamkniętego świata – pytałem maszyny, co to wszystko znaczy, i zaraz traciłem świadomość w kolejnym ciężkim śnie.
Tej nocy nikogo już o nic nie zdążyłem spytać. Zbudzony ostrym zgrzytem unoszonej grodzi, jak strzałem armatnim, ukryłem się pod kołdrą, by tam zamknąć usta, szeroko otwarte grozą bliskiej śmierci, zaś brutalna siła, która przy tym chciała mi wyważyć szczękę, w czasie trwania krzyku wyrwanego z piersi obdzierała mnie z ostatnich złudzeń, tłocząc do mózgu mroźną myśl o widmie wszechobecnego Mechanizmu.
– Egzemplarz sześćdziesiąt sześć…! – cisza. – Biegiem do czwartej komory! – padł rozkaz z głębi rozwartego luku.
Skoczyłem tam, skąd dobiegł głos, posłusznie jak pies do nogi swego pana. Nagi i porażony gwałtownością wezwania zanurzyłem się w nieznanej czeluści. W środku nikogo nie znalazłem. Masywny blok stali z hukiem zatrzasnął się za mną. Stałem w sześciennej ciasnej komorze o gładkich ścianach – z wyjątkiem lodowatego mroku nie czułem i nie widziałem nic.
Komora jednostajnym ruchem windy opuszczała się w głąb nieokreślonej konstrukcji. Gdy dotarła do celu, jedna z jej ścian zjechała w bok, odsłaniając widok na obszerną salę. Zobaczyłem w niej kilkunastu nagich ludzi. Mężczyźni i kobiety, napiętnowani widocznymi z daleka czarnymi numerami, które żłobiły im blade czoła, stali w szeregu pod cylindrycznymi kloszami z grubego szkła.
Ściana wróciła na poprzednie miejsce. Przysłoniła zagadkowy obraz tak pośpiesznie, jakby siła – operująca nią zdalnie – zmieniła w tej chwili swój pierwotny plan. Podłoga komory zwinęła się w śliski lej. Z jego gardła wykipiała smolista czerń i zalała wszystko. Gdzieś w górze błysnęło światło. Nim zgasło, ujrzałem w jego pomarańczowym blasku prześwietloną na wskroś spienioną falę, która wypchnęła błonę stropu i z rykiem wtargnęła do komory, wciągając mnie w głąb.
Prąd wyrwał mnie z leja i zawiłą drogą, w masie zbitej kremowej piany, niósł coraz wyżej – ku czarnej źrenicy. Ślizgałem się na wstęgach ruchomych czujników we wnętrzu długiej przeźroczystej rury, opasanej konwulsyjnie pulsującym wężem – niczym pierwszy przełknięty kęs w trzewiach głodzonego olbrzyma. Raz jeszcze podrzucony elastycznym ścięgnem wtoczyłem się wreszcie na wzniesiony ponad wszystkim srebrny szczyt. Skamieniałem u celu: głęboka źrenica jak wylot groźnej broni w świetlnej smudze zatoczyła wkoło mnie szeroki krąg. Kiedy się zwarła, pochwycony przez mięsiste cęgi, zakreśliłem łuk nad przepaścią i wróciłem nad krawędź leja.
Znowu stałem między ścianami komory. Zalewał ją błękitny płyn. W piersi biło mi miarowe tętno. Uniosłem się w chłodnej przestrzeni i spocząłem na dnie. Przywarłem do powierzchni szerokiego lustra. Z daleka płynął cichy monotonny głos:
– Po wykonaniu głównego zadania…
Zagłuszyło go krótkie wezwanie i ostry rozkaz:
– Selekcja!
– Na stanowisku!
– Odchylenie od normy przekroczyło wartość krytyczną. Zlikwidować!
Jak z ciemności wyłania się przysłonięty dotąd innymi, bardziej natarczywymi obrazami ukryty wśród nich delikatny kształt, tak z ciszy, która zapanowała po tamtym zgiełku, wypłynął i przybliżył się, zagłuszony na początku, pierwszy monotonny i cichy głos:
– Nieustanna – choć przytłumiona licznymi kłopotami o drugorzędnym znaczeniu – myśl o niej mobilizować cię będzie do trwożnego wysiłku; nie wyobrażaj sobie jednak, że nieprzytomny pośpiech jest tym, co winieneś najwyżej cenić. W nielicznych sytuacjach, które by wymagały posługiwania się naszym imieniem, nie analizując precyzji tego terminu – nazywaj nas Mechanizmem. To już wszystko, czego się mogłeś od nas dowiedzieć – tyle ci wystarczy. Instrukcja nie przewiduje głębszego poznania. Poddaj się naszej woli! Na swobodnej powierzchni cieczy, w której byłem całkowicie zatopiony, kołysał się miarowo duży biały pęcherz. Wielkość jego ulegała okresowym zmianom: pęczniał i kurczył się na przemian zgodnie z rytmem mych oddechów. Dalej w górze – w ośrodku objętym kolejną metamorfozą – ujrzałem dwie pary roziskrzonych oczu. Jedną z nich rozpoznałem od razu: to były moje własne oczy. Okalał je obraz odbitej jak w zwierciadle znanej mi doskonale twarzy. Druga twarz – jaśniejsza i bardziej ostra – przesunęła się poza krawędź srebrnego kwadratu i zniknęła. Lecz zanim wypadła z pola mego widzenia, zdążyłem odczytać widniejący na jej czole wyraźny czarny napis: BER–64.
Wpatrywałem się w swój wizerunek z ciekawością, która wkrótce nabrała mocy zdumienia: na własnym czole również odczytałem duże czarne litery i cyfry. To piętno różniło się od poprzedniego pewnym drobnym, choć bardzo istotnym szczegółem. Nosiłem na czole nie wiadomo kiedy wyryty tam napis: BER–66.


Fragment udostępniło Wydawnictwo słowo/obraz terytoria








Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2007-06-26 (1609 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej