Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Zguba elfów
 
Katalog - dodano
 Ziemia złych uroków. Tom I
- Jacek Kloss
 Lucyfer
- Jennifer L. Armentrout
 Heroina
- Mons Kallentoft
 Czarownica
- Małgorzata Lisińska
 Tropiciel
- Małgorzata Lisińska
 
- skomentowano
 Diabelski Młyn
- Aneta Jadowska
 Artefakt
- Maggie Furey
 Zamęt Nocy
- Patricia Briggs
 Toń
- Marta Kisiel
 Sztylet ślubny
- Aleksandra Ruda
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

Czego się boją autorzy Oficynki?



Kazimierz Kyrcz, współautor książki „Efemeryda”

Zdaje się, że nie byłem zbyt odważnym dzieciakiem, bo pamiętam, że kiedy puszczano na dobranockę bajkę, w której występowała Baba Jaga, chowałem się za drzwiami i tylko od czasu do czasu zerkałem, czy ta zła baba już sobie poszła. Nieco później trafiłem na film „Kobieta Wąż” Johna Gillinga i tak mocno pobudziło to moją wyobraźnię, że odtąd zamiast bawić się w chowanego czy berka bawiliśmy się z kuzynostwem właśnie w... Kobietę Węża, czyli grę, której reguły sami wymyśliliśmy... Minęły lata. Któregoś deszczowego lata czytałem „Dziecko na niebie” Jonathana Carrolla. Siedziałem w rozpadającym się domu moich dziadków, wieczór zmienił się w noc, na zewnątrz rozpętała się straszna burza z piorunami, które uderzały coraz bliżej... Po zakończonej lekturze po prostu bałem się pójść do łazienki.


Ewa Ostrowska, autorka książki „Kamuflaż”

Nie cierpię horrorów, za to przepadam za dobrymi thrillerami. Nie będę oryginalna, preferuję Kinga (nie całego jednak). Czytając jego powieści, jednak się absolutnie nie boję. Nie wzbudzają we mnie strachu. Podziwiam mistrzostwo tak formy, jak i treści. Natomiast filmy, to zupełnie coś innego. Straszliwie się bałam, oglądając „Lśnienie” czy „Misery”, ale po za strachem nie odczuwam innych emocji, ot, obejrzałam, bałam się i to wszystko. Za absolutnego mistrza tego gatunku zwanego thrillerem uważam Romana Polańskiego. Nie dosyć, że jego filmy wzbudzają we mnie ogromne napięcie (co dalej?), to są one mądre, prowokują refleksję, każą o sobie długo myśleć, nie pozwalają się zapomnieć. Inaczej jest z filmami z gatunku: „Uwaga, seryjny morderca grasuje”. Na przykład chyba już kultowy film „Psychopata” czy mu podobne powodują, że staram się jakby od początku sama wykryć, kto to ten seryjny, i przeważnie strzelam w dziesiątkę.
Podobnie jest ze wszelkim „kryminałami”. Moja uwaga skupia się, żeby odkryć sprawcę.


Robert Cichowlas, współautor książki „Efemeryda”

U mnie wszystko zaczęło się od książek Grahama Mastertona, które pewnego razu pożyczył mi wujek. To, jak bardzo przeraził mnie „Wyklęty” tego autora, nie da się opisać. Obgryzałem paznokcie w trakcie lektury, czułem, jakby ktoś mnie obserwował, stał za mną i karmił się moim lękiem. Bo „Wyklęty” to książka, która sprawia, że ciarki przebiegają po plecach. To samo „Rytuał”, „Podpalacze ludzi”, „Zwierciadło piekieł” i kilkadziesiąt innych książek Mastertona. Do dziś czytam wszystko, co wychodzi spod pióra tego autora.


Piotr Rowicki, autor książki „Fatum”

Ogólnie rzecz ujmując, bardziej niż strzyg, duchów i upiorów bałem się zwierząt. Tych zmutowanych oczywiście, które rzucały się na ludzi i ich pożerały, jak na przykład ślimaki z filmu o takim samym tytule. Najstraszniejsze były sceny ataku, na przykład z sałaty. Po czymś takim zwykły obiad jest koszmarem. A przecież horrory o zwierzętach to cała kolekcja, muchy, pająki, mrówki, pszczoły. Każdy może okazać się mordercą czyhającym na twoje życie a co ci może zrobić taki zdechlak w prześcieradle robiący: uuuuu.
Na drugim miejscu po owadach stawiam ptaki. Film Alfreda Hitchcocka potrafi przerazić nawet dziś. I potem trudno, idąc po parku, nie zadzierać głowy w stronę kołujących stad czarnych bestii. To klasyczny thriller, w którym od pierwszych sekund wyczuwa się atmosferę wszechobecnej niepewności, niesamowitości i grozy.
Przypominam też sobie straszny pod każdym względem horror produkcji czechosłowackiej pod tytułem „Upiór z Feratu”. Skoda poruszająca się za pomocą krwi wysysanej z nogi kierowców. Zważając na wysokie ceny paliw, może warto by ten pomysł reaktywować.
Po głowie chodzi mi też kilka polskich horrorów wyświetlanych w tak zwanym kinie nocnym. To był prawdziwie „zakazany owoc” a jednocześnie bzdura na resorach, koszmarna fabuła i aktorskie drewna przemieszczające się po ekranie! Nie raz rozsmakowując się w tym przerażającym widowisku, udało mi się smacznie i spokojnie zasnąć.
Jedną z najbardziej przerażających postaci w literaturze był dla mnie pies Baskerville'ów, sam opis wystarczał, żeby się spocić: „czarny jak węgiel, olbrzymi – taki, jakiego dotąd nie widziały oczy żadnego śmiertelnika. Z jego otwartej paszczy buchał ogień, ślepia żarzyły się jak węgle, a po całym jego ciele pełzały migotliwe płomyki. Nigdy nawet w majaczeniach chorego umysłu nie mogło powstać nic równie dzikiego, przerażającego, szatańskiego, jak ten czarny potwór, który padł na nas z tumanów mgły".
Parę chwil grozy i autentycznego przerażenia zawdzięczam Edgarowi Allanowi Poe. Jego opowieści są niejednoznaczne, nic nie jest w nich pewne, czy to duch, czy wytwór chorej wyobraźni. O autorze też krążą różne tajemnicze i niewyjaśnione historie. Do dziś toczone są spory dotyczące jego śmierci. Mówi się też, że trzymanie w domu jego książek przynosi pecha, ciekawe jak to sprawdzić.


Katarzyna Rogińska, autorka książki „Wieża Sokoła”

Jako dziecko czytałam bardzo dużo całkowicie nieodpowiednich lektur. Gdy miałam jakieś 9—10 lat u babci znalazłam książkę z serii „Stanisław Lem poleca”. Były to opowiadania Stefana Grabińskiego, wybór ze wszystkich jego zbiorów. Bardzo duże wrażenie zrobiło na mnie opowiadanie „Dziedzina”, szczególnie fragment, gdy pisarz wchodzi do opuszczonego domu i jego wyobrażenia pożerają go, by nabrać większej realności. I później ta ironia - potworek wychodzący z beczki na deszczówkę, oto kwintesencja sławy, znaczenia, poczucia ważności... Ale najbardziej przeraziło mnie inne opowiadanie, bodajże „Po stycznej”, w sumie nie wiem, dlaczego. Śnił mi się obrazowo moment, kiedy narrator wyciąga z pieca swoje ubranie, poplamione krwią kobiety, którą zamordował kompletnie nieświadomie, pozostając pod wpływem autohipnozy. Budziłam się z krzykiem, w końcu się przyznałam do grzechu „czytania strasznego”. Do dziś wracam do Grabińskiego i nadal uważam, że jest świetny.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2011-10-28 (1057 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej