Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Cherem
 
Katalog - dodano
 Dystrykt Warszawa
- Rafał Babraj
 Vice versa
- Milena Wójtowicz
 Diabeł wcielony
- Donald Ray Pollock
 Ale z naszymi umarłymi
- Jacek Dehnel
 Jednookie walety
- antologia
 
- skomentowano
 Cress
- Marissa Meyer
 Kroniki Belorskie
- Olga Gromyko
 Dzikie dziecko miłości
- Aneta Jadowska
 Magia niszczy
- Ilona Andrews
 Harda horda
- antologia
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

Statek przeznczenia, cz.2 - Robin Hobb

Rozdział 19: Strategie


Mgła i opary nie ustępowały. Nawet w dni, kiedy nie padało, wszystko ociekało wodą. Ubrania, rozwieszone w kambuzie do wyschnięcia, pozostawały wilgotne. Rzeczy w jej worku marynarskim były tak samo wilgotne, jak wełniany koc, który zdjęła z koi. Wszystko kwaśno pachniało zielenią. Niemal się spodziewała, że rano wyczesze z włosów mech. Przynajmniej będą teraz mieli trochę więcej miejsca. Wyniosła rzeczy Lawona z kajuty pierwszego oficera i dzisiaj sama się tam wprowadzała. Taki awans był tradycyjny i miała do niego prawo.
Na stanowisko drugiego oficera Arogant mianował Hafa, który sprawiał wrażenie bardzo zadowolonego ze swojej nowej pozycji, a jeszcze lepszą oznaką było to, że załoga ogólnie popierała jego awans.
– Czy na tych nieszczęsnych wyspach zawsze pada i są mgły? – zapytała Amber, wchodząc do maleńkiej kajuty. Na włosach i rzęsach cieśli skropliła się wilgoć, a z mankietów koszuli skapywała woda.
– W lecie nie – odparła Althea. – Teraz taka jest tu pogoda. Chyba że spadnie na tyle rzęsisty deszcz, że oczyści powietrze.
– Chybabym go wolała od tego ciągłego kapania. Wspięłam się na maszt, żeby się rozejrzeć. Zobaczyłabym tyle samo, gdybym wsadziła głowę do mojego worka marynarskiego. Jak w takie dni poruszają się piraci? Nie ma ani słońca, ani gwiazd, według których można by sterować.
– Miejmy nadzieję, że się nie poruszają w ogóle. Nie chciałabym, żeby któryś z nich wytropił nas we mgle. Staraj się o niej myśleć jako o zasłonie kryjącej nas przed wzrokiem wroga.
– Ale ona kryje ich przed nami równie skutecznie. Skąd będziemy wiedzieli, kiedy Bystry wróci do Łupigrodu, jeśli nawet nie widzimy wyspy?
Przez ostatni dzień i noc kotwiczyli w niewielkiej, osłoniętej zatoczce. Althea wiedziała o czymś, o czym nie wiedzieli inni. Zakotwiczyli tu nie w oczekiwaniu na Bystrego, ale by spróbować uratować coś w rodzaju planu. Zeszłego wieczoru zamknęli się w kajucie Aroganta i zastanawiali się nad różnymi możliwościami. Arogant nie tryskał optymizmem.
– Wszystko poszło na dno – powiedział wtedy ponuro. Patrzył w sufit nad koją. – Powinienem był przewidzieć, że Lawon zrobi coś takiego. Zniszczył całą naszą nadzieję na zaskoczenie. Ktoś zawiadomi Bystrego, który zaatakuje, gdy tylko nas dostrzeże. Niech licho Lawona. Powinienem przeciągnąć go pod kilem, kiedy tylko zacząłem go podejrzewać o podżeganie do buntu.
– To byłoby dobre dla morale – mruknęła Althea z zacisza jego ramienia.
Leżała obok Aroganta na jego koi. Czuła ciepło jego nagiego ciała obok swojego. Łagodne światło latarni tworzyło ruchome cienie na ścianie, kusząc Altheę, by po prostu przytuliła się mocno do Aroganta i zasnęła. Powiodła leniwie palcami po długiej bliźnie wzdłuż jego żeber, jaką mu zostawiła piracka szabla.
– Przestań – mruknął z irytacją, odsuwając się od niej. – Przestań mnie rozpraszać i pomóż mi myśleć.
Odetchnęła głęboko.
– Powinieneś to powiedzieć, zanim się ze mną przespałeś. Wiem, że powinnam wszystkie myśli skupić na odzyskaniu „Vivacii” od Bystrego, ale jakoś, tu z tobą...
Przeciągnęła dłonią po jego torsie do brzucha i pozwoliła, by jego myśli podążyły za jej dłonią.
Odwrócił się do Althei.
– A więc chcesz ze wszystkiego zrezygnować? Wrócić do Miasta Wolnego Handlu i niczego nie zmieniać?
– Myślałam o tym – przyznała. – Ale nie mogę. Zawsze sądziłam, że „Vivacia” będzie naszym głównym sprzymierzeńcem w odebraniu jej Bystremu. Liczyłam, że statek mu się przeciwstawi i zmieni wynik bitwy na naszą korzyść. Teraz, skoro wiemy, że Prawy żyje i ma się dobrze na jej pokładzie i że oboje wydają się zadowoleni z Bystrego, nie wiem, co myśleć. Ale nie mogę tak jej po prostu zostawić, Aro. To moja rodzina. „Vivacia” jest moim statkiem w sposób, w jaki nigdy nie będzie należeć do nikogo innego. Oddanie jej Bystremu byłoby jak oddanie mu dziecka. Być może jest teraz z niego zadowolona, ale w końcu będzie chciała wrócić do Miasta Wolnego Handlu. Podobnie jak Prawy. I kim wtedy będą? Wyrzutkami i piratami. Będą mieli zniszczone życie.
– Skąd możesz to wiedzieć? – zapytał Arogant. – Czy Keffria powiedziałaby, że to jest twoje miejsce? – dodał z uśmiechem, unosząc brwi. – Nie mówiłaby tego samego, że w końcu zechcesz wrócić do domu i że ja cię niszczę? Czy chciałabyś, żeby cię przede mną ratowała?
Pocałowała go w kącik ust.
– Może to ja niszczę ciebie. Nie zamierzam cię wypuścić z rąk, nawet kiedy wrócimy do domu. Ale oboje jesteśmy dorośli i świadomi, ile może nas kosztować taka decyzja. – Dodała już nieco ciszej: – Oboje jesteśmy gotowi zapłacić tę cenę i nadal uważać to za dobry interes. Ale Prawy ledwie przestał być chłopcem, a kiedy statek wypłynął z Miasta Wolnego Handlu, ledwie przebudził się do życia. Nie mogę ich opuścić. Muszę się przynajmniej z nimi zobaczyć, porozmawiać, dowiedzieć, jak się mają.
– Tak, jestem pewien, że kapitan Bystry znajdzie czas, by umożliwić nam odwiedziny – odparł oschle Arogant. – Może powinniśmy wrócić do Łupigrodu, zostawić wizytówki i zapytać, kiedy będzie w domu?
– Wiem, że to brzmi idiotycznie.
– A gdybyśmy rzeczywiście wrócili do Miasta Wolnego Handlu?
– zapytał Arogant, poważniejąc. – Mamy „Niezrównanego”, a to dobry statek. Vestritowie nadal mieliby żywostatek, i to spłacony.
Ty i ja stanęlibyśmy ramię w ramię i nie dalibyśmy się rozdzielić. Wzięlibyśmy porządny ślub w Kupieckiej Sali Zgromadzeń. A jeśli Kupcy nie chcieliby się na to zgodzić, to na dno z nimi, a my popłynęlibyśmy do Królestwa Sześciu Księstw i złożyli nasze obietnice któremuś z ich czarnych kamieni.
Musiała się uśmiechnąć. Pocałował ją i mówił dalej:
– Razem żeglowalibyśmy na „Niezrównanym”, i po Rzece Deszczowej, i daleko na południe za Jamaillię do wysp, które tak dobrze znał twój ojciec, i handlowalibyśmy tam, gdzie on. Szłoby nam dobrze, zarobilibyśmy mnóstwo pieniędzy i spłacilibyśmy dług twojej rodziny wobec Kupców z Deszczowych Ostępów. Słodka nie musiałaby wychodzić za mąż za kogoś, kto byłby jej niemiły. Wiemy, że Kaj nie żyje, więc nie możemy go uratować. Prawy i „Vivacia” chyba nie chcą dać się uratować. Nie rozumiesz, Altheo? Moglibyśmy po prostu prowadzić własne życie. Nie potrzebujemy wiele, a już to mamy. Dobry statek i dobrą załogę. Ty obok mnie. Więcej od życia nie chcę. Los mi to wszystko dał i niech mnie, chcę to zatrzymać.
– Objął ją nagle. – Tylko powiedz „tak” – poprosił słodko, chuchając ciepłem na jej ucho i szyję. – Tylko powiedz „tak”, a ja cię nigdy nie puszczę.
Strzaskane szkło w jej sercu.
– Nie – powiedziała cicho. – Muszę spróbować, Arogancie. Muszę.
– Wiedziałem, że tak powiesz – jęknął. Rozluźnił uścisk, odsunął się od Althei i uśmiechnął do niej ze znużeniem. – A więc, moja ukochana, co proponujesz? Mamy podpłynąć do Bystrego i zaproponować mu rozejm? Podkraść się do niego w nocy? Rzucić mu wyzwanie na otwartym morzu? A może po prostu wrócić do Łupigrodu i tam czekać na niego?
– Nie wiem – przyznała. – Wszystkie te propozycje są samobójcze. Wszystkie oprócz próby rozejmu. Nie, nie patrz tak na mnie. Nie oszalałam. Posłuchaj. Pomyśl o wszystkim, co usłyszeliśmy w Łupigrodzie. Ludzie nie mówią o nim jak o tyranie, którego się boją. Jest ukochanym władcą, który przede wszystkim ma na względzie dobro swojego ludu. Uwalnia niewolników, których równie dobrze mógłby sprzedać. Hojnie dzieli się łupami. Sprawia wrażenie inteligentnego, rozsądnego człowieka. Gdybyśmy się udali do niego z propozycją rozejmu, wiedziałby, że najrozsądniejszym wyjściem jest nas wysłuchać. Co mógłby osiągnąć, atakując nas przed podjęciem rozmów? Moglibyśmy zaproponować mu okup, a, co więcej, moglibyśmy zaproponować mu przychylność przynajmniej jednej kupieckiej rodziny z Miasta Wolnego Handlu. Jeśli naprawdę chce uczynić z Wysp Pirackich królestwo, to w końcu będzie musiał prowadzić uczciwy handel. Dlaczego nie z Miastem Wolnego Handlu? Dlaczego nie z Vestritami?
Arogant ułożył się wygodniej.
– Żeby to było przekonujące, będziesz musiała to wszystko spisać.
To nie ma być żadna słowna umowa, lecz wiążący kontrakt. Ten niewielki okup, który mu teraz proponujemy, byłby tylko początkiem.
Prawdziwą przynętę stanowiłyby umowy handlowe. – Przekręcił głowę na poduszce, by spojrzeć Althei w oczy. – Wiesz, że niektórzy ludzie w Mieście Wolnego Handlu nazwą cię zdrajczynią.
Czy możesz wiązać swoją rodzinę umową z takimi banitami?
Milczała przez chwilę.
– Staram się myśleć tak, jak ojciec – powiedziała w końcu cicho.
– Mówił, że cechą dobrego kupca jest zdolność wybiegania wzrokiem w przyszłość. Kładzenia podwalin pod handel jutra przez podpisywanie umów dziś. Mówił, że wyciskanie z handlu zysku do ostatka jest krótkowzroczne. Mądry kupiec nigdy nie pozwala temu drugiemu odejść z kwaśną miną. Myślę, że ten Bystry odniesie sukces. A kiedy tak się stanie, Wyspy Pirackie będą albo barierą między Miastem Wolnego Handlu i całym handlem na południu, albo kolejnym przystankiem handlowym. Myślę, że drogi Miasta Wolnego Handlu i Jamaillii wkrótce się rozejdą. Bystry mógłby się stać potężnym sprzymierzeńcem Miasta Wolnego Handlu oraz cennym partnerem handlowym.
Westchnęła. Nie ze smutkiem, lecz z poczuciem nieodwracalności.
– Chyba chciałabym zaryzykować. Złożę mu propozycję, ale wyraźnie powiem, że nie występuję w imieniu całego Miasta Wolnego Handlu. Dam mu jednak do zrozumienia, że gdzie się pojawia jeden Kupiec, tam wkrótce podążają jego śladem inni. Powiem mu, że występuję w imieniu rodziny Vestritów. Muszę dokładnie przemyśleć, co mu mogę uczciwie zaproponować. To mi się może udać, Arogancie. Wiem o tym. – Zaśmiała się smutno. – Matka i Keffria będą wściekłe, kiedy im powiem. Z początku. Ale muszę zrobić to, co uważam za najlepsze.
_Arogant leniwie zatoczył palcami krąg wokół piersi Althei; jego ogorzała dłoń kontrastowała z bladą. Pochylił głowę, by ją pocałować, i zapytał z powagą:
– Mogę nadal działać, póki będziesz myślała?
– Arogancie, ja mówię poważnie – zaprotestowała.
– Ja też – zapewnił ją wtedy i przesunął rękami w dół jej ciała.
– Bardzo poważnie.
– Dlaczego się uśmiechasz? – Amber przerwała jej zadumę z fi- glarnym uśmiechem.
Althea wzdrygnęla się.
– Bez powodu.
– Bez powodu – zgodziła się cierpko Yek ze swojej koi. Rękę miała przerzuconą przez twarz i Althea założyła, że ich towarzyszka śpi. Teraz się wyprostowała. – Bez powodu poza tym, że dostaje nieco więcej niż my.
Amber spoważniała. Althea przygryzła język, by nic nie powiedzieć. Najlepiej żeby rozmowa skończyła się w tym miejscu. Popatrzyła Yek prosto w oczy.
Yek miała inne zdanie.
– No, przynajmniej nie zaprzeczasz – zauważyła z goryczą i usiadła.
– Oczywiście byłoby to dość trudne, skoro przychodzisz późno, mrucząc jak kocię, które dorwało się do śmietanki, albo siedzisz i uśmiechasz się do siebie z policzkami różowymi jak u panny młodej.
– Spojrzała na Altheę i przekrzywiła głowę. – Powinnaś kazać mu się golić, żeby nie drapał cię tak szczeciną po szyi. Althea mimowolnie uniosła rękę z poczuciem winy, ale zaraz ją opuściła i spojrzała w beznamiętnie patrzące oczy Yek. Nie da się tego uniknąć.
– Co cię to obchodzi? – zapytała cicho.
– Poza tym, że jest to całkowicie niesprawiedliwe? – odpowiedziała pytaniem Yek. – Poza tym, że awansujesz na stanowisko pierwszego oficera w tym samym czasie, kiedy wpadasz kapitanowi do łóżka? – Yek wstała z koi, stanęła przed Altheą i spojrzała na nią z góry. – Niektórzy ludzie mogliby sobie pomyśleć, że nie zasługujesz ani na jedno, ani na drugie.
Jej usta tworzyły płaską linię. Althea zaczerpnęła tchu i przygotowała się. Yek pochodzi z Królestwa Sześciu Księstw. Na tamtejszym statku spór o awans rozstrzyga się na pokładzie za pomocą pięści. Czy Yek spodziewa się czegoś takiego tutaj? Że jeśli zdoła pobić Altheę na pokładzie, to będzie mogła zostać pierwszym oficerem?
Wtedy Yek odsłoniła zęby w znajomym uśmiechu i dała Althei przyjaznego kuksańca w ramię.
– Ale ja uważam, że zasługujesz i na jedno, i na drugie, i życzę ci wszystkiego najlepszego. – Uśmiechnęła się jeszcze szerzej i, unosząc brew, zapytała: – No to jak, nadaje się do czegokolwiek?
Altheę zalała fala otępiającej ulgi. Mina Amber pocieszyła ją, że nie tylko ona dała się nabrać.
– Jest dość dobry – mruknęła, zmieszana.
– No to się cieszę. Ale nie daj mu tego poznać. Najlepiej, żeby mężczyzna myślał, że jeszcze się od niego czegoś chce. To pobudza ich wyobraźnię. Teraz ja zajmuję górną koję. Yek spojrzała na Amber, jakby się spodziewała sprzeciwu.
– Proszę cię bardzo – odparła cieśla. – Wezmę narzędzia i rozmontuję tamtą koję. Jak myślisz, co wolimy, Yek? Składany stolik czy trochę wolnego miejsca?
– Czy do pustej koi nie wprowadza się Haf? – zapytała niewinnie Yek. – Zajmuje stanowisko Althei jako drugi oficer. Powinien razem ze stanowiskiem otrzymać tę koję. – Przykro mi cię rozczarować. – Althea uśmiechnęła się, pokazując zęby. – Zostaje w dziobówce z resztą załogi. Uważa, że trzeba tam zaprowadzić porządek. Lawon i jego dezerterzy trochę go naruszyli. Haf twierdzi, że ci, którzy odeszli razem z nim, zrobili to ze strachu; Lawon przekonał go, że powinni stanąć po jego stronie przeciwko Arogantowi, ponieważ walka z Bystrym to samobójstwo.
Yek parsknęła śmiechem.
– Jakbyśmy wszyscy tego nie wiedzieli. – Na widok miny Althei spoważniała. – Przepraszam. Ale jeśli od początku nie wiedzieli, że mamy małe szanse, to byli idiotami, i dobrze, żeśmy się ich pozbyli.
– Z łatwością podciągnęła się na koję zwolnioną przez Altheę i ułożyła się wygodnie. – Przytulnie. I o wiele wyżej. Lubię spać wysoko. – Westchnęła z zadowoleniem. – Dobrze. Więc jaki sekret ukrywa Arogant?
– W związku z czym? – zapytała Althea.
– W związku z Bystrym. Jaki ma wobec niego plan. Założę się, że jest dobry.
– Och. O to chodzi. Tak. Jest dobry.
Althea zarzuciła worek na ramię. Próbowała się nie zastanawiać, jaki wyrok przewiduje Są dla tych, którzy prowadzą innych na śmierć.


.
Fragment udostępniło Wydawnictwo MAG








Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2007-06-28 (1569 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej