Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Patronujemy
 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Przemytnik cudu
 
Katalog - dodano
 Wyprawa Błazna (wyd.M)
- Robin Hobb
 Roar
- Cory Carmack
 Wybawienie
- Jussi Adler-Olsen
 Zabójcy bażantów
- Jussi Adler-Olsen
 Battlefront: Oddział Inferno
- Christie Golden
 
- skomentowano
 Zapisane w kartach
- Anne Bishop
 Ciężko być najmłodszym
- Ksenia Basztowa, Wiktoria Iwanowa
 Sopel cz.1
- Paweł Kornew
 HEL 3
- Jarosław Grzędowicz
 Evna
- Siri Pettersen
 

''Za cudze winy'' - Kresley Cole



Prolog
Dwór Blachmount,
Estonia
Wrzesień 1709


Dwóch z moich braci nie żyje, pomyślał Sebastian. Leżał na podłodze i patrzył na nich w górę, usiłując nie skręcać się z bólu. Albo są na wpół martwi.
Wiedział jedynie, że wrócili z frontu… inni.
Każdy żołnierz wracał odmieniony przez okrucieństwa wojny – on również – ale jego bracia naprawdę się zmienili.
Nikolai, najstarszy, i Murdoch, drugi w kolejności, nareszcie wrócili z granicy rosyjsko-estońskiej. Chociaż Sebastianowi trudno było w to uwierzyć, najwyraźniej opuścili wojsko, mimo że wojenna pożoga wciąż niszczyła te dwa kraje.
Na zewnątrz szalała nawałnica, która nadciągnęła znad Morza Bałtyckiego, i dwaj bracia wjechali do dworu Blachmount w strugach deszczu. Nie zdjęli przemoczonych płaszczy i kapeluszy. Nie zamknęli za sobą drzwi.
Stali bez ruchu, jakby ogłuszeni.
Patrzyli na rzeź; w głównym holu konali członkowie ich rodziny. Ojciec i cztery siostry umierali z powodu zarazy. Sebastian i ich najmłodszy brat Conrad, którzy zostali pokonani w walce i wykrwawiali się z powodu zadanych im ran, także tu leżeli. Sebastian ciągle jeszcze był przytomny. Pozostali, dzięki niebiosom, stracili już świadomość, chociaż Conrad wciąż pojękiwał z bólu.
Nikolai odesłał dwóch najmłodszych braci do domu zaledwie kilka tygodni temu. Chciał ich chronić. A teraz umierali.
Rodowa siedziba Wrothów, dwór Blachmount, okazała się zbyt dużą pokusą dla dezerterów z rosyjskiego wojska, by nie próbowali go złupić. Poprzedniej nocy żołdacy zaatakowali dwór w poszukiwaniu bogactw, które podobno się tu znajdowały, oraz żywności. Sebastian i Conrad, którzy dzielnie bronili domostwa przed tuzinami napastników, zostali pokonani i odnieśli poważne rany… ale nie zostali zabici. Reszta rodziny nie ucierpiała z ręki żołdaków. Bracia powstrzymywali ich na tyle długo, aby żołnierze zorientowali się, że w domu panuje zaraza.
Uciekli, porzucając miecze…
Nikolai stanął nad Sebastianem, a woda kapiąca z jego płaszcza mieszała się z krwią brata, krzepnącą na podłodze. Spojrzał na Sebastina tak surowo, że ten przez chwilę miał wrażenie, iż Nicolai jest zdegustowany porażką młodszego rodzeństwa… tak jak on sam był zdegustowany.
A Nikolai nie rozumiał nawet połowy.
Sebastian za to wiedział lepiej, wiedział, że Nikolai poradzi sobie z tym ciężarem, tak jak z innymi, które dźwiga na swoich barkach. Sebastian zawsze był bardzo blisko ze swoim najstarszym bratem i mógł niemal usłyszeć jego myśli, tak jakby były jego własnymi: Jak mogę mieć nadzieję obronić swój kraj, jeżeli nie potrafię ustrzec krwi z mojej krwi i kości z moich kości?
Niestety ich ojczyzna, Estonia, była w równie rozpaczliwej sytuacji, co jego rodzina. Rosyjscy żołnierze kradli zapasy na przednówku, a potem palili zasiewy i posypywali solą ziemię. Na polach nie rosły nawet chwasty i wieś głodowała. Słabych i podatnych na choroby ludzi zaraza szybko pokonywała.
Gdy otrząsnęli się z szoku, Nikolai i Murdoch odstąpili na bok i zaczęli rozmawiać ściszonymi, chrapliwymi głosami, pokazując to na ojca, to na siostry, wyraźnie o czymś dyskutując.
Najwidoczniej nie brali pod uwagę nieprzytomnego Conrada ani Sebastiana. Czy los młodszych braci został już przypieczętowany?
Nawet trawiony bólem i gorączką, Sebastian rozumiał, że najstarsi bracia zostali w jakiś sposób odmienieni… zmienieni w coś, czego jego osłabiony cierpieniem umysł nie mógł pojąć. Ich zęby były inne… kły stały się dłuższe. Bracia odsłaniali je, w gniewie lub strachu. Ich oczy były czarne, a jednak lśniły w półmroku pomieszczenia.
Jako chłopiec, Sebastian słuchał opowieści dziadka o diabłach, które miały długie kły i mieszkały na blisko położonych bagnach.
Wampiry.
Potrafiły rozpłynąć się w powietrzu, a potem zmaterializować, kiedy tylko zechciały. Przemieszczały się w ten sposób z łatwością. Sebastian zorientował się, że za otwartymi drzwiami, nie widać dyszących ciężko koni o spienionych pyskach.
Porywały dzieci i wysysały krew. Karmiły się ludźmi jak bydłem. A nawet gorzej – zmieniały ludzi w sobie podobnych.
Sebastian wiedział, że jego bracia należą teraz do tych przeklętych demonów… i obawiał się, że zamierzają niebawem splugawić w ten sam sposób całą ich rodzinę.
– Nie róbcie tego – szepnął.
Nikolai usłyszał go, mimo że stał w odległym kącie holu, i natychmiast do niego podszedł. Klęknął przy nim i zapytał:
– Wiesz, czym teraz jesteśmy?
Sebastian pokiwał słabo głową, patrząc z niedowierzaniem w czarne źrenice brata.
– I podejrzewam, że… – wyszeptał urywanym głosem. – Wiem, co zamierzacie.
– Zmienimy cię i całą rodzinę, tak samo jak my się zmieniliśmy.
– Ja tego nie chcę – powiedział Sebastian. – Nie zgodzę się na to.
– Musisz, bracie – mruknął Nikolai. Czy jego niesamowite oczy naprawdę się jarzyły? – W przeciwnym razie umrzesz tej nocy.
– W porządku – sapnął Sebastian. – Od dawna życie już mnie nuży. A teraz, kiedy dziewczynki umierają…
– Je też spróbujemy przemienić.
– Nie ośmielicie się! – krzyknął Sebastian. Murdoch spojrzał na Nikolaia z ukosa, ale starszy brat pokręcił głową.
– Podnieś go – powiedział głosem twardym niczym stal, takim samym, jakiego używał jako generał w armii. – Będzie pił. Chociaż Sebastian walczył, cały czas klnąc, Murdoch zdołał go posadzić. Z rany na brzuchu trysnęła krew. Nikolai skrzywił się, widząc to, ale jednym ruchem rozerwał sobie żyły na nadgarstku.
– Uszanuj moją wolę, Nikolai – jęknął Sebastian z desperacją w głosie. Użył ostatnich zapasów sił i złapał brata za ramię, aby odsunąć jego nadgarstek. – Nie zmuszaj nas do tego. Życie to nie wszystko. – Często się o to spierali w przeszłości. Nikolai zawsze uważał, że najważniejsze jest przetrwanie; Sebastian wierzył, że lepiej zginąć niż żyć bez honoru.
Nikolai milczał, wpatrując się w twarz Sebastiana, kiedy rozważał jego słowa. W końcu się odezwał:
– Nie mogę… nie chcę patrzeć, jak umierasz. – Jego głos był niski i chrapliwy; zdawało się, że ledwie panuje nad emocjami.
– Robisz to dla siebie – powiedział Sebastian słabym głosem, tracąc ostatki sił. – Nie dla nas. Skazujesz nas na piekło, aby ukoić własne sumienie. Nie mógł pozwolić, aby krew Nikolaia dotknęła jego ust.
– Nie… niech cię diabli, nie! Ale zmusili go do otwarcia ust, wlali do wnętrza gorącą krew i siłą zacisnęli wargi tak, że musiał w końcu przełknąć. Ciągle go trzymali, kiedy odetchnął po raz ostatni i stracił przytomność.



1



Zamek Gornyj, Rosja Teraźniejszość Po raz drugi w swoim życiu Kaderin Zimne Serce zawahała się, zabijając wampira. W ostatnim momencie, kiedy ciche, śmiertelne ostrze miało uderzyć w szyję ofiary, powstrzymała miecz… ponieważ wampir ukrył twarz w dłoniach. Zobaczyła, jak jego potężne ciało sztywnieje. Jako wampir mógł z łatwością przenieść się, zniknąć z jej zasięgu. Zamiast tego uniósł głowę i spojrzał na nią ciemnoszarymi oczyma o barwie rozpętującej się nawałnicy. Co dziwne, nie miały w sobie ani krzty czerwieni, która była znakiem wiecznego łaknienia krwi. To oznaczało, że wampir nigdy jeszcze nikogo nie zabił, wysysając całą krew. Jeszcze nie.
Spojrzał na nią błagalnie i nagle zdała sobie sprawę, że on pragnie śmierci. Pragnie, aby zakończyła jego żywot, zrealizowała zamiar, z jakim przybyła do tego walącego się zamczyska.
Podążała za nim bezszelestnie, pragnęła walki z bezdusznym drapieżnikiem. Kaderin była w Szkocji, wraz z innymi walkiriami, kiedy otrzymała wiadomość o „wampirze, który zajął zamek i terroryzuje miasteczko w Rosji”. Z rozkoszą zgłosiła się na ochotnika, by zabić tę pijawkę. Wśród walkirii tworzących jej kowen, cieszyła się sławą najzręczniejszego zabójcy. Poświęciła życie tropieniu i zabijaniu wampirów.
W Szkocji, zanim wezwano ją do Rosji, zabiła trzy.
A więc dlaczego teraz się waha? Dlaczego nie zadała ciosu? Przecież ten wampir to zaledwie jedna spośród tysięcy jej ofiar, jego kły zawisną na sznurze wraz z resztą bogatej kolekcji.
Kiedy ostatnim razem się zawahała, skończyło się to wielką tragedią, która na zawsze złamała jej serce.
– Na co czekasz? – zapytał wampir głębokim, grobowym tonem. Zdawał się być zaskoczony własnymi słowami.
Nie wiem dlaczego. Niezwykłe, fizyczne doznanie wytrąciło ją z równowagi. Żołądek zacisnął się w supeł. Z trudem łapała oddech, jakby wokół jej klatki piersiowej zacisnęła się żelazna obręcz. Nie mam pojęcia dlaczego. Na zewnątrz wył wiatr, szalejąc na zboczach gór. Zawodził jękliwie w wysokiej, mrocznej komnacie wampirzego zamku. Niewidoczne szpary w murach wpuszczały do wnętrza chłód poranka. Potwór wstał i wyprostował się, był niezwykle wysoki. Ostrze jej miecza odbiło blask płomieni stojących nieopodal świec, oświetlając jego oblicze.
Wampir miał poważną, pociągłą twarz o surowych rysach, z pewnością inne kobiety uznałyby ją za atrakcyjną. Jego czarna koszula, teraz rozdarta i pozbawiona guzików, odsłaniała umięśniony tors. Znoszone dżinsy opadły nisko na wąskiej talii. Wiatr poruszał połami koszuli, mierzwił jego gęste, czarne włosy. Bardzo przystojny. Jak wielu innych z jego rodzaju, których zabiłam.
Zogniskował wzrok na końcu jej miecza. A potem, jakby zapomniał o grożącym mu niebezpieczeństwie, popatrzył jej w twarz; długo wodził po niej wzrokiem. Wyraźnie mu się spodobała, co wprawiło Kaderin w lekkie zakłopotanie. Ścisnęła mocniej rękojeść miecza. Nigdy wcześniej jej się to nie przydarzyło.
Jej miecz, perfekcyjnie naostrzony diamentowym pilnikiem, przecinał mięśnie i kości niemal bez wysiłku. Ostrze idealnie podążało za ruchami jej rozluźnionego nadgarstka, jakby broń stanowiła przedłużenie jej ręki. Nigdy nie musiała poprawiać uchwytu.
Zetnij mu łeb. Jednego wampira mniej. Jeden krok bliżej do eksterminacji całej wynaturzonej rasy.
– Jak się nazywasz? – starannie wymawiał słowa, jak arystokrata, ale akcent był znajomy. Estoński. Chociaż Estonia graniczyła z Rosją na zachodzie i jej mieszkańcy uważani byli za nordycki odłam Rosjan, Kaderin poznała różnicę i zastanowiła się przelotnie, co on robi tutaj, tak daleko od własnego kraju.
Przechyliła głowę na bok.
– Po co chcesz to wiedzieć?
– Chciałbym poznać imię kobiety, która uwolni mnie od tego.
On chciał umrzeć. Przez całe swoje życie od jego pobratymców zaznała tylko cierpienia i ostatnią rzeczą, na jaką miała ochotę, było wyświadczanie przysługi wampirowi.
– Zakładasz więc, że cię zabiję?
– A nie? – Jego usta skrzywiły się w lekkim, ale smutnym uśmiechu.
Znów zacisnęła dłoń na rękojeści. Zrobi to. Oczywiście, że tak. Żyła tylko po to, aby zabijać. Nie obchodzi jej, że jego oczy nie są czerwone. W końcu napije się krwi od kogoś, kto z tego powodu umrze i jego oczy się zmienią. Zawsze tak było.
Wampir obszedł stos oprawionych w skórę książek – w pomieszczeniu znajdowały się ich setki; miały rosyjskie i, tak, estońskie tytuły – i oparł swoje potężne ciało o popękaną ścianę. Naprawdę nie zamierzał się bronić.
– Zanim mnie zabijesz, powiedz coś jeszcze. Twój głos jest piękny. Tak samo jak twoja twarz.
Przełknęła głośno i poczuła, że jej policzki zaczynają płonąć.
– Kto jest twoim sprzymierzeńcem…? – Jej głos zamarł, kiedy zobaczyła, że wampir zamyka oczy, jakby słuchanie jej sprawiało mu niewysłowioną rozkosz. – Wyrozumiali?
Na te słowa otworzył oczy. Były pełne gniewu.
– Nie trzymam z nikim. A już na pewno nie z nimi.
– Ale przecież kiedyś byłeś człowiekiem, prawda? – Wyrozumiali byli armią, czy też zakonem, zmienionych ludzi. Nie uznawali picia krwi bezpośrednio od żywej istoty, ponieważ sądzili, że to właśnie rozbudza w wampirze żądzę krwi. Postępując w ten sposób, pragnęli ustrzec się przed upodobnieniem do szalonych wampirów należących do Hordy. Walkirie jednakże nie do końca wierzyły, że im się uda.
– Tak, ale Wyrozumiali mnie nie interesują. A ty? Ty też nie jesteś człowiekiem, prawda?
Zignorowała jego pytanie.
– Czego szukasz w tej okolicy? – zapytała. – Wieśniacy są przerażeni twoją obecnością.
– Zdobyłem to domostwo jako łup wojenny i jestem jego prawnym właścicielem, a więc tu mieszkam. I nigdy nie zrobiłem im żadnej krzywdy. – Odwrócił się i mruknął pod nosem: – Chciałbym, żeby się mnie tak strasznie nie bali. Kaderin powinna szybko zakończyć tę sprawę. Zaledwie trzy dni dzieliły ją od Talisman’s Hie, rajdu nieśmiertelnych, w którym miała brać udział. Była to bardzo niebezpieczna, przeznaczona dla istot Tradycji wersja „Niesamowitego wyścigu”. Poza polowaniem na wampiry, rajd był jedyną rzeczą, dla której warto było żyć. Kaderin musiała zająć się sprawami transportu i uzupełnić zapasy. A jednak mimo to kontynuowała rozmowę.
– Powiedzieli mi, że mieszkasz tu sam.
Spojrzał na nią i nieznacznie skinął głową. Wyczuła, że wprawiła go tym pytaniem w zakłopotanie, tak jakby żałował, że nie ma z nim jego rodziny.
– Jak długo?
Wzruszył umięśnionymi ramionami, udając obojętność.
– Kilkaset lat.
Żył sam przez tak długi czas?
– Mieszkańcy doliny posłali po mnie – powiedziała, jakby musiała mu się tłumaczyć. W małej wiosce zamieszkiwały istoty należące do Tradycji. Była to populacja nieśmiertelnych i mitycznych istot kryjących się tu przed zwykłymi ludźmi. Wielu z nich ciągle oddawało cześć walkiriom i płaciło trybut, ale Kaderin nie dlatego postanowiła wysłuchać ich prośby i udać się w to zapomniane miejsce.
Trawiła ją żądza mordu; zamordowanie nawet jednego wampira warte było podróży.
– Prosili mnie, żebym cię zabiła.
– A więc czekam.
– Dlaczego sam się nie zabijesz, skoro tego pragniesz? – zapytała.
– To… skomplikowane. Ale dzięki tobie nie będę musiał się tym martwić. Wiem, że jesteś doskonałą wojowniczką…
– Skąd wiesz, kim jestem?
Ruchem głowy wskazał jej miecz.
– Byłem kiedyś żołnierzem, a twoja niesamowita broń mówi sama za siebie. Miecz był jedyną rzeczą w jej życiu, z której była dumna… Jedyną, jaka jej została… Jedyną, której nie mogła stracić. A on dostrzegł wyjątkowość tej broni. Podszedł bliżej i zniżył głos.
– Zadaj cios, kimkolwiek jesteś. Wiedz, że zabicie mnie nie obciąży twego sumienia. Nie ma powodu czekać dłużej. Tak jakby to była kwestia sumienia! Ale nie o to chodziło. To nie mógł być powód... Ona nie miała sumienia. Żadnych uczuć, żadnych emocji. Jej serce było zimne. Po tragedii, która ją dotknęła, modliła się o wybawienie od uczuć, błagała o to, aby żal i poczucie winy nigdy już jej nie nękały. Jakaś tajemnicza siła odpowiedziała na jej błagania i sprawiła, że jej serce zamieniło się w kamień. Kaderin już więcej nie cierpiała, ale nie czuła także pożądania, złości ani radości. Nic nie stało pomiędzy nią a ofiarą. Była doskonałym zabójcą. Była nim przez tysiąc lat, przez połowę swego nieśmiertelnego życia.
– Słyszałaś to? – zapytał nagle. Oczy, które przed chwilą błagały o śmierć, zwęziły się w dwie szparki. – Jesteś tu sama?
Uniosła brew.
– Nie potrzebuję niczyjej pomocy. A już szczególnie nie wtedy, kiedy muszę sobie poradzić z jednym wampirem – dodała nieobecnym głosem. Dziwne, ale znów zapatrzyła się na jego piękne ciało… Wyrzeźbiona klatka piersiowa, twardy i płaski brzuch, kępka włosów znikających pod paskiem spodni. Wyobraziła sobie, jak przeciąga palcem zakończonym ostrym szponem po gładkiej skórze, a jego umięśnione ciało napręża się i drży w odpowiedzi.
Te myśli sprawiły, że poczuła się nieswojo. Zapragnęła odgarnąć włosy z karku i pozwolić zimnej bryzie nieco go ochłodzić…
Wampir odchrząknął. Kiedy szybko wróciła spojrzeniem na jego twarz, uniósł brwi. Złapana na pożądliwym gapieniu się na ofiarę! Cóż za wstyd! Co się ze mną dzieje? Jej seksualne potrzeby były zapewne jeszcze mniejsze niż tego żywego trupa, który stał przed nią. Otrząsnęła się i zmusiła do przypomnienia sobie, co się stało, kiedy ostatni raz się zawahała.
Na polu walki, wieki temu, oszczędziła i wypuściła jednego z jego ziomków. Młodego wampira, który błagał o życie.
Jednakże młodzieniec najwyraźniej wzgardził jej miłosierdziem. Natychmiast odnalazł jej dwie siostry walczące na nizinie poniżej. Zaalarmowana wrzaskiem innej walkirii, Kaderin pobiegła w dół zbocza, potykając się o ciała zarówno żywych, jak i martwych. Kiedy dotarła do swoich sióstr, wampir właśnie zadawał śmiertelny cios.
Młodsza z nich, Rika, została wzięta przez zaskoczenie, ponieważ skupiła się na nadbiegającej w panice Kaderin. Wampir uśmiechał się, kiedy ta, zrozpaczona, upadła na kolana.
Zabił jej siostry z brutalnością i dużą wprawą, które od tamtej pory cechowały także działania Kaderin. Chciałaby móc powiedzieć, że zabiła go od razu, ale nie, przez jakiś czas utrzymywała go przy życiu.
A więc dlaczego teraz zamierza popełnić ten sam błąd? Nie, nie popełni go. Nie zignoruje lekcji, jakiej udzieliło jej życie. Zbyt wiele za nią zapłaciła. Im szybciej się z tym uporam, tym prędzej będę mogła zająć się przygotowaniami do wyścigu.
Skrzyżowała ramiona na piersi, utwierdzając się w tej decyzji. Wszystko tkwi w głowie. Kaderin oczyma duszy widziała błysk miecza, wiedziała, jak uderzyć, by ściąć głowę jednym ruchem, ale nie zrzucić jej z barków od razu. Tak było czyściej. Co było istotne.
Nie miała zbyt wielu rzeczy na zmianę w swojej walizce. 2 Jako młody mężczyzna, Sebastian Wroth pożądał wielu rzeczy, a ponieważ dorastał otoczony dużą, wspierającą go i zamożną rodziną, uważał, że to wszystko po prostu mu się należy. W przyszłości pragnął także założyć rodzinę, dom pełen radości i miłości. A ponad wszystko tęsknił za żoną, za kobietą, która będzie należała tylko do niego. I wstydził się przyznać przed Kaderin, że niczego z tego nie udało mu się zdobyć.
Ale w tej chwili Sebastian pragnął tylko jednego – chociaż przez jedną jeszcze chwilę patrzeć na tę fascynującą istotę.
Na początku myślał, że to anioł zesłany po to, aby go uwolnić. Wyglądała jak anioł. Jej długie, skręcone w grube loki włosy były tak jasne, że w świetle świec wydawały się prawie białe. Jej oczy, ciemne niczym ziarna kawy, okolone gęstymi, czarnymi rzęsami, kontrastowały z jasnymi włosami i czerwonymi jak wino wargami. Jej skóra o złotawym odcieniu była bez skazy, a rysy delikatne, ale wyraziste.
Wyglądała tak subtelnie i krucho, a jednak z wprawą dzierżyła w dłoniach zabójczą broń. Obosieczny miecz z podkrzyżem, nienaostrzoną strefą tuż powyżej gardy. Ktoś biegły w posługiwaniu się tą bronią mógł owinąć palec wokół gardy, aby lepiej kontrolować miecz. Najwyraźniej kobieta nosiła tę broń nie dla ozdoby. Ponadto nie był to miecz do walki w bitwie.
Ta istota miała w ręku ostrze służące do zadawania szybkiej, cichej śmierci.
Fascynujące. Anioł śmierci.
To, że właśnie jej twarz zobaczy jako ostatnią rzecz na tej ziemi, uważał za niezasłużone błogosławieństwo.
Tak, myślał, że pochodzi od bogów… do chwili, kiedy jej gorące spojrzenie nie przesunęło się niżej i zdał sobie sprawę, że jest kobietą z krwi i kości. Przeklął swoje bezużyteczne, martwe ciało. Jako przemieniony człowiek nie oddychał, jego serce nie biło, nie czuł pożądania. Nie mógł jej posiąść, nawet jeżeli czuł… myślał raczej, że jej piękno mogłoby go rozbudzić.
Brak przyjemności z fizycznego zbliżenia nigdy wcześniej go nie martwił. Jako człowiek nie miał zbyt wielkiego doświadczenia w tej materii – była wojna, panował głód, myślał tylko o tym, żeby przeżyć. Nie miał czasu ani chęci, aby spoglądać na kobietę w ten sposób. Aż do teraz.
Nigdy nie pociągały go drobne kobiety, ponieważ wiedział, że jeżeli nawet zdołałby jakąś zaciągnąć do łóżka, mógłby sprawić jej ból. Ale teraz było inaczej. Patrzył na tę eteryczną, najdelikatniejszą jaką kiedykolwiek widział istotę, i zastanawiał się, jakby to było, gdyby złapał ją na ręce, zaniósł do łóżka i zaczął powoli rozbierać. Oczami wyobraźni widział, jak jego wielkie dłonie głaszczą i pieszczą jej drobne ciało.
Spojrzał na jej smukłą szyję, a potem zjechał niżej na sterczące, pełne piersi niemal rozsadzające ciemną bluzę. No, ta część jej ciała nie była drobna i eteryczna. Zapragnął całować te piersi, zanurzyć w nich twarz…
– Dlaczego patrzysz na mnie w ten sposób? – zapytała urywanym, lekko zadyszanym głosem, cofając się o krok.
– Czyż nie mogę cię podziwiać? – On, co zdumiewające, postąpił krok naprzód. Skąd się to brało? Zawsze był nieśmiały i niepewny w kobiecym towarzystwie. W przeszłości, gdyby złapał się na takim zachowaniu, szybko odwróciłby głowę i opuścił pomieszczenie, mamrocząc przeprosiny. Może w końcu odnalazł wolność w obliczu nieuchronnej i bliskiej śmierci.
Ale przecież nigdy tak się nie gapił, nigdy nie pragnął niczego tak bardzo, jak tej drobnej kobiety z pełnymi piersiami.
– Czy mogę mieć ostatnie życzenie przed śmiercią?









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2011-12-25 (793 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej