Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Patronujemy
 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Troje
 
Katalog - dodano
 Przeklęci święci
- Magie Stiefvater
 Wyczarowanie światła
- V.E. Schwab
 Fandom
- Anna Day
 Przebudzenie Lewiatana
- James S. A. Corey
 Przepaść
- Michelle Paver
 
- skomentowano
 Sztylet ślubny
- Aleksandra Ruda
 Marzyciel
- Laini Taylor
 Idiota skończony
- Antologia
 Plus/minus
- Olga Gromyko
 Plus/minus
- Olga Gromyko
 

''Zaklęcie dla Cameleon'' - Piers Anthony



Doszli do Skały Widni. Nie było to jakieś szczególnie wysokie wzniesienie, lecz jego magiczne właściwości sprawiały, że wydawało się wyższe niż w rzeczywistości, dzięki czemu mogli zobaczyć z tego miejsca jedną czwartą część Xanthu. Była to kraina wielobarwnej roślinności, urokliwych jeziorek i złudnie spokojnych pól, porośniętych kwiatami, paprociami i zbożami. Bink spojrzał w dół i stwierdził, że jedno z jeziorek rozszerza się nieco, przez co wydaje się chłodniejsze i głębsze, bardziej nadające się do pływania.
Bink zamyślił się przez chwilę. Jego niespokojny umysł często dręczył go pytaniami, na które nie znał odpowiedzi. Jako dziecko wielokrotnie irytował rodziców i przyjaciół swą dociekliwością, próbując dowiedzieć się „dlaczego słońce jest żółte”, „w jaki sposób ogry miażdżą zębami kości” lub „dlaczego morskie potwory nie potrafią rzucać zaklęć”, tego rodzaju infantylny jazgot. Nic dziwnego, że szybko posłano go do szkoły centaura. Tam nauczył się panować nad językiem, ale nie nad umysłem, któremu pozwalał na nieme tyrady.
Rozumiał zaklęcia ożywione, jak to prezentowane przez pechowego kameleona, które były użyteczne, pozwalały niekiedy przeżyć albo poprawiały wygląd żywych stworzeń. Ale po co magia przedmiotom nieożywionym? Czy dla jeziora ma jakieś znaczenie to, kto w nim pływa? A może to jednak miało jakiś sens: jezioro, ekologiczne królestwo i zamieszkujące je żywe istoty z jakichś powodów uatrakcyjniały swoje środowisko. Być może leżało to w interesie jakiegoś słodkowodnego smoka, który w ten sposób wabił swoje ofiary. Smoki to najbardziej zróżnicowane i niebezpieczne stworzenia Xanthu; żyły w powietrzu, na ziemi i w wodzie, niektóre z nich ziały ogniem. Wszystkie miały jedną wspólną cechę: ogromny apetyt, który trudno było zaspokoić.
A sama Widnia? Naga, pozbawiona nawet porostów, niezbyt piękna. Po co jej towarzystwo? Gdyby go pragnęła, upiększyłaby się, a nie pozostała szara i bura. Ludzie nie przychodzili tam, by podziwiać skałę, lecz by zachwycać się pozostałą częścią Xanthu. Jej zaklęcie wydawało się całkowicie nieprzydatne.
I w tym momencie Bink wbił sobie w palec stopy ostry kawałek kamienia. Stał na skalistym tarasie, który powstał wiele lat temu na skutek rozkruszenia barwnego otoczaka i… Tak! Ten drugi kamień, niegdyś znajdujący się blisko Widni i dorównujący jej rozmiarami, został pokruszony w celu utworzenia ścieżki i tarasu, niestety stracił przy tym swój rzeczywisty wygląd. Widnia przetrwała. Nikt jej nie rozłupie, ponieważ byłaby z niej brzydka ścieżka; tak więc jej pozbawiona egoizmu magia uczyniła ją przydatną w zachowanej postaci. Kolejna pomniejsza tajemnica rozwiązana.
Jego nienasycony umysł podpowiadał mu, że istnieje wiele podobnych filozoficznych zagadnień. Na przykład w jaki sposób nieożywione przedmioty myślą albo czują? Czym jest przetrwanie dla kamienia? Otoczak stanowił zaledwie kawałek wcześniejszej skalnej warstwy; dlaczego więc miałby posiadać tożsamość, skoro pozbawiona go była skała macierzysta? Z drugiej strony to samo pytanie można zadać w odniesieniu do człowieka: powstał z tkanek roślin i zwierząt, którymi się żywił, a mimo to posiadał własne…
– O czym chciałeś ze mną porozmawiać, Bink? – spytała poważnie Sabrina.
Jakby nie wiedziała. Lecz zanim umysł znalazł właściwe słowa, jego usta się zbuntowały. Wiedział, co mu odpowie. Nikt, kto ukończył dwadzieścia pięć lat, nie mógł pozostać w Xancie, jeśli nie zaprezentował swojego magicznego talentu. Urodziny Binka wypadały za miesiąc. Nie był już dzieckiem. Jakżeby więc miała poślubić mężczyznę, który lada chwila zostanie skazany na wygnanie? Dlaczego nie pomyślał o tym, zanim ją tu przyprowadził? Tylko pogrąży się w jej oczach! Teraz musi jej coś odpowiedzieć albo sytuacja stanie się kłopotliwa dla nich obojga.
– Po prostu chciałem zobaczyć twój…
– Moje c o ? – zapytała, unosząc brwi.
Poczuł ogarniającą go falę gorąca.
– Twój hologram – bąknął.
W rzeczywistości pragnął zobaczyć i dotknąć dużo więcej, ale to mogło nastąpić dopiero po ślubie. Była dziewczyną z zasadami, co jeszcze dodawało jej uroku. Dziewczyny, które go miały, nie musiały sprawdzać swojej siły przy każdej okazji. No, może niezupełnie była to prawda. Pomyślał o Aurorze, która z pewnością miała wiele uroku, a jednak…
– Bink, istnieje sposób – powiedziała Sabrina.
Zerknął na nią i zaraz odwrócił wzrok speszony. Chyba nie sugerowała, żeby…
– Dobry Czarodziej Humfrey – mówiła dalej niczego nieświadoma.
– Co? – Jego myśli uparcie krążyły gdzie indziej.
– Humfrey zna mnóstwo zaklęć. Może dzięki któremuś z nich zdoła odkryć twój talent. A wtedy wszystko skończy się dobrze.
– Ale on za jedno zaklęcie żąda zapłaty w postaci rocznej służby – zaprotestował Bink. – A mnie pozostał tylko miesiąc.
Nie do końca było to prawdą, bo gdyby czarodziej ustalił jego talent, Bink nie zostałby wygnany i mógłby zostać u niego na służbie. Bardzo go wzruszyło to, że Sabrina tak bardzo wierzyła w niego. Ona nie mówiła tak jak inni, że nie ma żadnego talentu magicznego. Uprzejmie pozwalała mu wierzyć, że po prostu jeszcze go nie odkrył.
Może właśnie dzięki temu zwrócił na nią uwagę. Oczywiście była piękna, inteligentna i utalentowana, wyjątkowa pod każdym względem. Ale nie musiałaby posiadać aż tylu zalet, żeby być jego…
– Rok to nie tak długo – mruknęła. – Poczekałabym.
Bink wpatrywał się w swoje dłonie w zamyśleniu. Jego prawa ręka wyglądała normalnie, ale w lewej nie miał środkowego palca, który stracił na skutek wypadku w dzieciństwie. Nie stało się to nawet za sprawą wrogiej magii; bawił się tasakiem i nagiął źdźbło splotrawy, by je przeciąć, udając, że to ogon smoka. Nigdy nie jest za wcześnie dla chłopaka, żeby przymierzyć się do prawdziwego życia. Źdźbło wyśliznęło mu się z rąk, a kiedy on próbował uchwycić je ponownie, wtedy tasak spadł wprost na palec.
Bolało, ale wiedział, że nie powinien bawić się tasakiem, dlatego nie pobiegł do nikogo szukać pocieszenia. Z wielkim trudem starał się zapanować nad sobą i cierpiał w milczeniu. Palec zakopał, a ranę ukrywał przez kilka dni, trzymając dłoń zaciśniętą. Kiedy wreszcie prawda wyszła na jaw, było już za późno na zastosowanie zaklęcia leczącego, ponieważ palec zgnił i nie dało się go ponownie przytwierdzić do dłoni w jego dawnej postaci. Za pomocą odpowiednio silnego zaklęcia mógł zostać wyposażony jedynie w palec zombi.
Nie został ukarany. Jego matka, Bianca, uznała, że dostał wystarczającą nauczkę – a jakże! Kiedy znowu sięgnie po tasak, będzie patrzył, gdzie ma palce. Ojciec wydawał się zadowolony z tego, że Bink okazał tyle odwagi i wytrwałości, popadając w tarapaty; odkupił tym swoje nieposłuszeństwo. – Chłopak ma charakter – powiedział wtedy Roland. – Gdyby tylko jeszcze posiadał magiczny talent…
Bink oderwał wzrok od ręki. To zdarzenie miało miejsce przed piętnastoma laty. Nagle rok rzeczywiście wydał mu się krótki. Rok służby – w zamian za całe życie z Sabriną. Dobry interes. Tak – a gdyby jednak okazało się, że nie ma żadnego talentu? Czy był gotów oddać rok życia, by upewnić się, że zostanie wtrącony do mrocznego królestwa, gdzie trafiają ci, którzy nic nie potrafią? A może już lepiej pogodzić się z wygnaniem, zachowując bezużyteczną nadzieję, że ma jakiś magiczny talent?
Sabrina, respektując jego medytacyjny nastrój, zaczęła tworzyć swój hologram. Ukazała się przed nią niebieska mgiełka, która zawisła nad zboczem. Po chwili rozciągnęła się, intensywniejsza w środku i rzadsza na krawędziach, aż osiągnęła średnicę ponad pół metra. Przypominała gęsty dym, ale nie rozpraszała się ani nie przesuwała.
Teraz Sabrina zaczęła nucić. Miała ładny głos – nie jakiś wyjątkowy, ale pasujący do jej magii. Na ten dźwięk błękitny obłoczek zadrżał i skrystalizował się, przybierając mniej więcej kulisty kształt. Sabrina zmieniła ton, a wtedy zewnętrzna krawędź obłoku przybrała żółty odcień. Zaśpiewała tylko jedno słowo: „dziewczyna”, i kolory przybrały postać młodej dziewczyny w niebieskiej sukience z żółtymi falbankami. Trójwymiarowa postać była widoczna ze wszystkich stron, podlegała regułom perspektywy. Sabrina posiadała wspaniały talent. Potrafiła, posługując się swoją magią, wyrzeźbić wszystko, ale obrazy znikały, gdy tylko traciła koncentrację, i nigdy nie miały fizycznego wymiaru. Tak więc, mówiąc szczerze, jej magia pozostawała bezużyteczna. W żaden sposób nie mogła ułatwić życia, zwłaszcza jego materialnej strony.
Tak naprawdę to niewiele talentów pomagało ludziom, którzy je posiadali. Jeden potrafił sprawić, że liść wiądł, kiedy na niego spojrzał. Inny umiał wyczarować zapach zsiadłego mleka. Jeszcze inny sprawić, że z ziemi wydobywa się obłąkańczy śmiech. Wszystko to za sprawą magicznych talentów, co do tego nie miał wątpliwości – ale jaki był z nich pożytek? Dlaczego takim ludziom pozwalano pozostać w Xancie, podczas gdy Binkowi, rezolutnemu, silnemu i przystojnemu, chciano odebrać to prawo? Ale taka obowiązywała tam zasada: żadna niemagiczna osoba nie mogła mieszkać w Xancie po ukończeniu dwudziestego piątego roku życia.
Sabrina miała rację: musi odkryć swój talent. Nie potrafił zrobić tego samodzielnie, dlatego powinien zapłacić żądaną cenę Dobremu Czarodziejowi. W ten sposób nie tylko obroni się przed wygnaniem – co mogło być gorsze niż śmierć, bo po co komu życie bez magii – ale i zdobędzie Sabrinę. Zyskałby też szacunek dla samego siebie. Nie miał wyboru.
– Och! – zawołała Sabrina i przyłożyła dłonie do swoich jędrnych pośladków. Dzierlatka w niebieskiej sukni z hologramu wykrzywiła się mocno, zanim znikła. – Palę się!
Bink przysunął się do niej zaniepokojony. W tym samym momencie usłyszał śmiech kogoś młodego. Sabrina odwróciła się wściekła.
– Numbo, przestań! – zawołała. Należała do tych dziewcząt, które wyglądały równie powabnie w chwilach radości, jak i gniewu. – To nie jest zabawne.
Oczywiście to Numbo wyczarował „gorący tyłek”, co się objawiało pieczeniem pośladków. Tyle jeśli chodzi o bezużyteczne talenty! Bink, zaciskając dłonie tak mocno, że kciuk wbił się w kikut brakującego palca, podszedł do uśmiechającego się młodzieńca, który stał za Widnią. Numbo miał piętnaście lat, był pewny siebie i irytujący; przydałaby mu się nauczka. Ale Bink potknął się o kamień, przez co stracił równowagę i poleciał do przodu. Nie poczuł żadnego bólu. Wysunął rękę przed siebie i jego palce dotknęły niewidzialnej ściany. Usłyszał kolejną salwę śmiechu. Bink nie wpadł na ścianę, dzięki kamieniowi, o który się potknął, ale najwyraźniej ktoś to tak wymyślił.
– I ty, Chilk, tutaj – powiedziała Sabrina.
Taki był jego talent: potrafił wyczarować niewidzialną ścianę. Umiejętności jego i Sabriny niejako się uzupełniały; podczas gdy ona tworzyła niematerialne, ale widzialne obiekty, on wyczarowywał istniejące, choć niewidoczne przeszkody. Ściana miała wysokość niespełna dwóch metrów i, jak w przypadku wielu innych wytworów magicznych talentów, była tylko tymczasowa, ale twarda jak stal. Bink mógłby ją ominąć i dopaść chłopaka, lecz wiedział, że wpadnie na kolejne ściany i nawet jeśli uda mu się złapać i skarcić chłopaka, sam ucierpi bardziej. Szkoda zachodu. Gdyby posiadał własny talent, taki jak choćby „gorący tyłek” Numbo, bez trudu ukarałby żartownisia, nie zważając na ścianę.
Ale nie miał talentu i Chilk dobrze o tym wiedział. Na tym polegał problem Binka. Stanowił łatwy obiekt żartów, ponieważ nie mógł odpowiedzieć ani atakiem magicznym, ani wymierzonym fizycznie, bo taki uważano za prostacki. W tej chwili gotów był okazać się prostakiem.
– Chodźmy stąd, Bink – rzekła Sabrina z wyrazem niesmaku na twarzy. Bink podejrzewał, że mierziły ją nie tylko wygłupy żartownisiów, lecz także jego zachowanie. Poczuł wzbierającą w sobie bezsilną wściekłość, która wcześniej wielokrotnie go przepełniała, a mimo to nie zdołał się do tego przyzwyczaić. Brak magicznego talentu już nieraz uniemożliwił mu oświadczyny i z tego samego powodu nie mógł pozostać tam, gdzie pragnął. Ani przy Widni, ani w Xancie. Po prostu nie pasował do tego świata.
Poszli z powrotem ścieżką. Dowcipnisie, nie doczekawszy się dalszej reakcji swojej ofiary, wyruszyli na poszukiwania kolejnych obiektów swoich żartów. Krajobraz już nie wydawał się taki ładny. Może powinien opuścić to miejsce? Odejść, zanim zostanie oficjalnie wygnany. Jeśli Sabrina naprawdę go kocha, to pójdzie z nim – nawet do Przyziemia.
Nie, wiedział to na pewno. Sabrina kochała go, ale kochała też Xanth. Miała takie ponętne kształty, takie zmysłowe usta, że mogła z łatwością znaleźć sobie kogoś innego, zamiast próbować przystosować się do życia wśród osób niemagicznych. On też z łatwością znajdzie sobie inną dziewczynę. Tak więc obiektywnie rzecz biorąc, lepiej zrobi, odchodząc samotnie. Dlaczego więc nie zgadzało się z tym jego serce?
Kiedy mijali brązowy kamień, na którym niedawno przycupnął kameleon, Bink zadrżał.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2012-03-04 (820 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej