Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Bezzmienna
 
Katalog - dodano
 Alyssa i czary
- A.G. Howard
 Prawda i iluzja
- Jennifer Sommersby
 Księżniczka Popiołu
- Laura Sebastian
 Ostatni potomkowie. Przeznaczenie bogów
- Matthew J. Kirby
 Proxima
- Stephen Baxter
 
- skomentowano
 Artefakt
- Maggie Furey
 Zamęt Nocy
- Patricia Briggs
 Toń
- Marta Kisiel
 Sztylet ślubny
- Aleksandra Ruda
 Marzyciel
- Laini Taylor
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

''Battlefield 3: Rosjanin'' - Andy McNab



Moskwa, 2014

Część 1


Dima otworzył oczy. Przez chwilę nie wiedział, gdzie się znajduje, ani z jakiego powodu. Powiedzieli, że telefon może zadzwonić w każdej chwili. Było tuż po trzeciej. Głos Bułganowa był ochrypły ze zmęczenia. Poinformował Dimę, gdzie i kiedy. Zaczął objaśniać drogę, ale Dima mu przerwał.
– Wiem, gdzie to jest.
– Tylko nie spierdol sprawy, dobrze?
– Nie mam w zwyczaju. Dlatego mnie wynajęliście.
Rozłączył się.
Czwarta trzydzieści, głupia pora na wymianę dziewczyny na walizkę pieniędzy, ale to nie on tu decyduje. Pamiętaj: jesteś tylko kurierem – poinstruował go Bułganow, siląc się na spokój.
Dima zadzwonił do Krolla, powiedział mu, że za dwadzieścia minut. Wziął zimny prysznic; zmusił się, żeby nie wyskoczyć spod wody, dopóki nie spłucze z siebie ostatnich resztek snu. Wytarł się, ubrał, wypił red bulla. Ostatni raz sprawdził walizkę. Pieniądze wyglądały w porządku: amerykańskie dolary, pięć milionów, zawinięte w folię. Ceny za córki oligarchów poszły w górę. Bułganow chciał użyć fałszywek, ale Dima się sprzeciwił – żadnych sztuczek albo nici z układu. Przy jego majątku to były drobne, co nie powstrzymało go od próby wykiwania porywaczy. Jak się przekonał Dima, bogacze potrafą być bardzo wredni – zwłaszcza ci starzy, dawni Sowieci. Ale Czeczeni podali cenę. Kiedy pocztą przyszedł palec, Bułganow zmiękł.
Dima założył puchową kurtkę. Nie miał kamizelki kuloodpornej, nie widział sensu. Była dodatkowym ciężarem, a jeśli chcieliby go zabić, celowaliby w głowę. Nie brał też broni palnej ani noży. Przy takich wymianach najważniejsze było zaufanie.
Oddał w recepcji kartę-klucz. Ładna brunetka za biurkiem nie uśmiechnęła się, zerknęła tylko na torbę.
– Daleko pan jedzie?
– Mam nadzieję, że nie.
– Zapraszamy ponownie – powiedziała zupełnie bez przekonania.
Ulica, wciąż ciemna, była pusta, nie licząc zasp starego śniegu. Dima lubił śnieg w Moskwie, ale świeży, który wygładzał ostre krawędzie, zakrywał brud i śmieci, czasami pijaków. Ale teraz był kwiecień i zamarznięte resztki zalegały na chodnikach jak długie, kręte umocnienia; podobne uczono go sypać w szkole wojskowej. Wysokie, szare gmachy niknęły w nisko wiszących chmurach. Może zima wcale się jeszcze nie skończyła?
Zobaczył poobijane bmw, słabe światło reflektorów odbijało się od tafli lodu. Samochód z lekkim poślizgiem zatrzymał się przed Dimą. Wyglądał, jakby sklecono go z kawałków kilku niechętnych dawców – auto-frankenstein.
Kroll wyszczerzył wesoło zęby.
– Pomyślałem, że przypomni ci utraconą młodość.
– Którą jej część?
Dimie nie trzeba było niczego przypominać: gdy nie miał nic do roboty, zalewały go falami wspomnienia o dawnych czasach; dlatego właśnie robił, co w swojej mocy, żeby unikać bezczynnych chwil. Kroll wysiadł, otworzył bagażnik i wrzucił do niego torbę, a Dima usiadł za kierownicą. W środku zalatywało kiszoną kapustą i dymem. Trojki. Kroll nigdy nie zapaliłby marlboro, lubił ekstraporcję karcynogenów w rosyjskim tytoniu. Dima obejrzał się na podartą tylną kanapę: karimata, pudełka po fast foodzie i kałasznikow; wszystko, co niezbędne do życia.
Kroll wsiadł, zobaczył jego minę.
– Mieszkasz w tym pudle?
Kroll wzruszył ramionami.
– Wyrzuciła mnie.
– Znów? Myślałem, że dotarło to do ciebie już za pierwszym razem.
– Moi przodkowie żyli w jurtach; widzisz, robimy postępy.
Dima mówił, że to nomadzka, mongolska krew Krolla niszczyła jego życie rodzinne, ale obaj wiedzieli, że chodziło o coś więcej – o to, że Kroll przeżył zbyt wiele: za dużo widział, zbyt wielu zabił. Szkolenie Specnazu przygotowało ich do wszystkiego – poza normalnością.
Ruchem głowy wskazał tylny fotel.
– Wiesz, Katia ma swoje wymagania. Jak to zobaczy, to może postanowić zostać u porywaczy.
Wrzucił bieg i ruszyli; samochodem zarzuciło na lodowej brei.
Katia Bułganowa została wyciągnięta w biały dzień ze swojego cytrynowego maserati metalik, samochodu, który równie dobrze mógł mieć wytłoczone na masce: „Bierzcie mnie, mój tata jest bogaty!”. Ochroniarz dostał kulkę w łeb, zanim zdążył się zorientować, co się dzieje. Jeden ze świadków twierdził, że widział nastoletnią dziewczynę z kałasznikowem. Inny opisał dwóch mężczyzn w czerni. Tyle w temacie świadków. Dima nie współczuł przesadnie ani Katii, ani jej ojcu, ale Bułganow nie potrzebował współczucia, nie chciał też wyłącznie odzyskać córki. Chciał odzyskać córkę oraz zemścić się: „Wiadomość dla półświatka: ja się w tańcu nie pierdolę. A kto potrafi ją przekazać lepiej niż Dima Majakowski?”.
Bułganow też był w Specnazie, należał do pokolenia ludzi, którzy odsłużyli już swoje, a potem, w czasach prywatnej inicjatywy Jelcyna, poszli na własne. Dima nimi gardził, ale nie aż tak, jak tymi, którzy przyszli potem: szarymi, nudnymi mikromenadżerami. Kuszczen, jego ostatni szef, powiedział mu: „Źle to rozegrałeś, Dima. Trzeba było bardziej nad sobą panować”.
Dima nad sobą nie panował: podczas pierwszego przydziału, w Paryżu, jako student-szpieg w osiemdziesiątym pierwszym, odkrył, że dyrektor jego placówki zamierza przejść na stronę Brytyjczyków. Dima wziął sprawy w swoje ręce i dyrektora wyłowiono z Sekwany. Policja stwierdziła samobójstwo. Ale branie spraw w swoje ręce nie zawsze spotykało się z aprobatą. Wiele osób na górze uznało, że przedobrzył, i Dima trafił do Iranu, gdzie szkolił Gwardię Rewolucyjną. W Tebryzie, blisko azerskiej granicy, na jego zmianie dwaj rekruci zgwałcili córkę kazachskiego robotnika, wędrującego za pracą. Mieli zaledwie po siedemnaście lat, ale ich ofiara – o cztery mniej. Dima wyciągnął z łóżek cały oddział, żeby wszyscy zobaczyli, co się stanie; kazał im stanąć tak blisko, by widzieli twarze chłopaków. Każdemu po dwa strzały w skroń. Od tamtej pory jego oddział przodował w dyscyplinie. Później, w Afganistanie, w ostatnich miesiącach okupacji, był świadkiem, jak rosyjski żołnierz otworzył ogień do samochodu pełnego francuskich pielęgniarek. Bez powodu – spił się do nieprzytomności miejscowym świństwem. Dima wpakował kapralowi kulę w szyję, kiedy ten jeszcze strzelał; gdy upadał, pociski smugowe trafiały już tylko w niebo.
Może gdyby okazał większą powściągliwość, byłby jeszcze przynajmniej w Specnazie, w nagrodę za lata poświęcenia i bezwzględności trafiłby na jakąś cywilizowaną placówkę, gdzie mógłby wykorzystać swoją znajomość języków. Nie wspominając już o możliwości odzyskania odrobiny człowieczeństwa. Ale zdrada Salomona w dziewięćdziesiątym czwartym zniszczyła reputację Dimy. Ktoś musiał wziąć winę na siebie. Czy mógł to przewidzieć? Wtedy – nie. Teraz, patrząc z perspektywy czasu, być może. Jedyna pociecha – skończył z piciem, a to była jego najtrudniejsza misja.
Ulice o tej porze były prawie puste, tak jak całymi dniami w czasach jego dzieciństwa. W zalewie importowanych SUV-ów moskiewskie szerokie aleje straciły swój splendor. Na moście Krymskim zrobił się korek – buick staranował poobijaną ładę. Drzwi otwarte, dwóch krzyczących mężczyzn, jeden z łomem w ręku. W zasięgu wzroku ani jednego policjanta. Dwaj pijacy zataczali się po chodniku, zetknięci głowami jak syjamskie bliźnięta, nad nimi w mroźnym powietrzu unosiły się opary alkoholu. Kiedy dotarli do bmw, przystanęli i zaczęli się gapić. To byli ludzie z przeszłości; mieli pewnie najwyżej po pięćdziesiąt lat, ale ich twarze były tak zniszczone wódką i nędzną dietą, że wyglądali o wiele starzej. Sowieckie twarze. Dimę ogarnęło nagle nieprzyjemne poczucie braterstwa – nie żeby tamci o tym wiedzieli. Jeden z nich coś powiedział. Nie było go słychać przez szybę, ale Dima odczytał z ruchu ust: „Imigranci”.
Kroll postukał go w ramię; właśnie zmieniło się światło.
– A właściwie dokąd jedziemy?
Dima odpowiedział. Kroll prychnął.
– Nieźle. Mieszkańcy sprzedali szyby z okien, więc zarządca zabił je sklejką.
– Kapitalizm. Sami przedsiębiorcy.
Kroll go nie słuchał.
– Fakt, w Moskwie jest więcej miliarderów, niż w jakimkolwiek innym mieście na świecie. A dwadzieścia lat temu nie było tu nawet jednego milionera.
– Dziś może i jest ich wielu, ale raczej nie w tej okolicy.
Mijali rzędy identycznych bloków, pomników robotniczego raju, teraz zamieszkałych przez zaćpanych i umierających.
– Nagrobki na cmentarzu olbrzymów – powiedział Kroll.
– Daj sobie spokój z tą poezją, dla mnie to nieco za wcześnie.
Zaparkowali między wywróconą do góry kołami wołgą, leżącą na dachu niczym chrząszcz na grzbiecie, a mercedesem z wypalonym przedziałem pasażera. Bmw wpasowało się idealnie.
Wysiedli. Kroll otworzył bagażnik i sięgnął do środka. Dima go odsunął.
– Uważaj na kręgosłup.
Wyjął walizkę i postawił ją na kółkach.
– Spora waliza.
– Spora forsa.
Dima podał Krollowi telefon. Kroll klepnął się w ramię, gdzie w kaburze tkwiła baghira.
– Na pewno chcesz tam iść goły?
– Najprawdopodobniej mnie przeszukają. Poza tym im zaimponuję.
– Aha, chcesz zagrać twardziela. Trzeba było tak mówić od razu.
Popatrzyli po sobie spojrzeniem, które mówiło, że może być tym ostatnim.
– Dwadzieścia minut – powiedział Dima. – Jeśli dłużej, idziesz po mnie. (…)

CDN


------------------------------------------------------------------------------------------

Andy McNab & Peter Grimsdale

Battlefield 3. ROSJANIN

Przekład: Przemysław Bieliński
978-83-61428-67-1
© 2012 Insignis Media. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Fragmenty (wersja sprzed redakcji i korekty)
Zakaz publikacji bez wcześniejszej zgody wydawnictwa / materiał tajny
Kontakt: biuro@insignis.pl









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2012-04-05 (928 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej