Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Księżyc na wodzie
 
Katalog - dodano
 Kroniki Jaaru. Megapolis
- Adam Faber
 Syrena
- John Everson
 Siedem śmierci Evelyn Hardcastle
- Stuart Turton
 Gamedec. Czas silnych istot
- Marcin Przybyłek
 Europa w zimie
- Dave Hutchinson
 
- skomentowano
 Dynia i jemioła. Nietypowe historie świąteczne
- Aneta Jadowska
 Wiedźmie opowieści
- Olga Gromyko
 Pierwsze słowo
- Marta Kisiel
 Diabelski Młyn
- Aneta Jadowska
 Artefakt
- Maggie Furey
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

''Rozkosz nieujarzmiona'' - Larissa Ione



Tayla otworzyła gwałtownie oczy. Przerażenie ogarnęło ją serią wstrząsów. Pot spłynął jej z czoła we włosy, gdy dygotała na szpitalnym łóżku w pogrążonym w półmroku pokoju. Była bezpieczna.
Nie. Wcale nie. Po tym jak Cruentus zabił Janet, zaatakował ją, przez co wylądowała w jakimś dziwacznym ośrodku prowadzonym przez demony. Została opatrzona. Wykąpana. I w dodatku… O Boże.
Uprawiała seks z demonem.
Tayla z trudem przełknęła nagromadzoną w ustach żółć i próbowała uspokoić swój kołyszący się niebezpiecznie żołądek. Musiała wziąć prysznic. I koniecznie zrobić irygację. A może nawet wysterylizować swoją skórę przez podpalenie jej.
Nie mogła jednak zrobić żadnej z tych rzeczy ze względu na pasy przytrzymujące ją w miejscu. Z tego co wiedziała, mogła tak leżeć od wielu dni.
Zacisnęła dłoń w pięść i zakręciła palcami u stóp. Przynajmniej podstawowe funkcje ruchowe jej ciała powróciły. Tylko na jak długo? Podobne incydenty zdarzały się jej coraz częściej. To przez jeden z nich zginęła Janet, a ona sama prawie dała się zabić.
Następnym razem może nie mieć aż tyle szczęścia.
– Dobry wieczór. – Drobna kobietka o blond włosach w uniformie w okropnym kolorze fuksji znalazła się przy jej łóżku. Tayla nie miała pojęcia jakim cudem jej nie usłyszała. – Wyglądasz lepiej niż kiedy cię tu przywieźli całą zakrwawioną, pogryzioną i w kawałkach Cruentusa na twoim ubraniu. Powinnaś przemyśleć noszenie czerwonej skóry. Gryzie się z twoimi włosami.
– Czerwony maskuje plamy krwi. Kim ty, u diabła, jesteś? Trinny i Suzannah w jednym? – Jej głos był ochrypły jakby nie używała go od dłuższego czasu.
Głupawa blondynka pokręciła głową, jakby Tay mówiła na poważnie.
– Jestem siostra Allen. Przyniosłam ci jedzenie, ale nie możesz nic zjeść dopóki doktor Eidolon nie zdejmie pasów. – Uśmiechnęła się, odsłaniając lśniące kły. – Najwidoczniej są potrzebne, biorąc pod uwagę fakt, że twój gatunek to sami bezlitośni mordercy.
Tayla spojrzała na nią, osłupiona.
– Dziękuję, Nancy. Zajmę się nią. Możesz iść do domu. Widzimy się jutro. – Męski głos, który zawibrował w uszach Tayli, był jak zakazany owoc. Jak wódka dla alkoholika. Jak sernik dla kogoś na diecie. Jak orgazm dla mnicha. – Witaj, Taylo.
– Witaj, doktorze Zło. – Nie spojrzała na niego. Co jeśli tylko przyśniła sobie jego cudowny wygląd? Co jeśli miał rogi, kopyta i kolce jak jeżozwierz?
Perlisty śmiech Nancy niósł się za nią aż do drzwi. Który wampir chichotał jak pustogłowa cheerleaderka? To wszystko nie miał jednak znaczenia. Wampirzyca umrze, rozpadając się na popiół i zwęglone kawałki tak jak reszta pijawek. Tay wolałaby tylko, żeby ich szczątki nie były takie oślizgłe. Spieranie ich z ubrań było potworną męką.
Jednak z drugiej strony takie było życie każdego członka Aegis, niedocenianych obrońców tego świata. Tajemniczych strażników ludzkości. Zabójców demonów i innych potworów, które szwendały się nocą po mieście.
Cały ten szajs miał sprawić, że Tay poczuje się dobrze, ale przypominał jej jedynie o tym, że nie miała nic lepszego do roboty w swoim życiu prócz przedzierania się przez pełne potworów zaułki, które cuchnęły starym moczem.
Koniec końców, trudno było znaleźć legalną pracę, gdy nad głową wisiał ci nakaz aresztowania za morderstwo.
Nawet gdyby miała idealną przeszłość i cholerny doktorat nic by się nie zmieniło. Nadal spędzałaby noce na patrolowaniu podziemi Nowego Yorku, które znała lepiej niż własną kieszeń, w poszukiwaniu mętów do zabicia.
Mętów takich jak doktor, którego kroki rozbrzmiewały coraz głośniej gdy się zbliżał. Zamknęła oczy, nadal nie mogąc spojrzeć mu w twarz. A przynajmniej do momentu, w którym nie użył podnośnika, by podnieść do góry zagłówek.
Przebiegł ją zimny dreszcz. Ubrany w zielony uniform, wyglądał tak samo jakim go zapamiętała. Góra mięśni i nieregularne rysy twarzy oraz brązowe oczy, w których pobłyskiwały inteligencja i pewność siebie. Dziwny tatuaż na prawym ramieniu zamigotał. Jego ostre, zakrzywione linie rozmazały się gdy bliżej im się przyjrzała.
Osiem ze swoich dwudziestu czterech lat poświęciła na walkę z demonami, ale nigdy nie natknęła się na takiego, którego dominująca obecność napełniała ją trwogą i respektem. Miała wrażenie jakby napotkała czystą seksualną energię zamkniętą w powłoce z gładkiej, opalonej skóry. Cholera, to niesprawiedliwe, że jakiś demon był tak przystojny, że mógł pozować na okładkę magazynu.
Jaka szkoda, że musiała zrujnować mu tą śliczną buźkę swoim prawym sierpowym.
– Zdejmę ci pasy z nadgarstków, żebyś mogła zjeść posiłek. Nie próbuj ze mną walczyć. Szpital ochrania zaklęcie przeciwko przemocy.
Akurat. Odczekała chwilę, aż uwolni jej dłonie. Uśmiechnęła się. A potem zrobiła zamach, celując w jego szczęce.
Ból niemal rozerwał jej czaszkę. Opadła na łóżko, trzymając się za głowę obiema rękami.
– Ostrzegałem cię.
– Niech to szlag – jęknęła. – Specjalnie mnie podpuściłeś.
– Może odrobinę.
Gdy ból zmalał nieco, zmrużyła oczy i spojrzała na niego.
– To dlatego ciągle żyję, prawda? Dzięki zaklęciu. Pewnie sam chcesz mnie zabić tylko nie możesz.
Wzruszył ramionami i zapisał coś w jej karcie pacjenta.
– Z rozkoszą przeleciałbym cię ponownie, więc radzę nie sugerować się za bardzo moimi instynktami.
Tayla niemal udławiła się swoją własną śliną.
– Mogłeś mi tego oszczędzić.
Czy naprawdę miał na myli to co mówił? O tym, że wziąłby ją jeszcze raz? Nie żeby to w ogóle było możliwe, bo zabiłaby go przy pierwszej nadarzającej się okazji.
– Och – odparł głosem, który pobudził te części jej ciała, których wcale nie chciała pobudzać. – Doskonale wszystko pamiętasz. – Odłożył na bok podkładkę do pisania i przyłożył swój długi, smukły palec do nadgarstka, by zbadać jej puls. – Nie miałaś orgazmu, choć bardzo tego pragnęłaś. A ja chciałem żebyś doszła. Chciałem czuć jak zaciskasz się wokół mnie z rozkoszy.
Jego oczy pociemniały gdy objął wzrokiem jej twarz, gardło i piersi falujące pod szpitalną koszulą.
– Nadal czuję zapach tego co zrobiliśmy. – Ścisnął mocniej nadgarstek, gdzie jej puls bił szybciej z każdym wypowiadanym przez niego słowem. – Czuję twoje pożądanie.
Ona również je czuła. Skumulowało się między jej nogami, w wyprężonych sutkach i wilgoci jaka zebrała się u zbiegu jej ud.
– Zastanawiam się – wymruczał – jak smakuje twoje pożądanie.
Dobry Boże. Efekt jaki wywarły na nią jego słowa… Sposób, w jaki kazał jej pożądać rzeczy, których nigdy nie chciała… To w ogóle nie powinno się dziać. Ten mężczyzna był nie tylko jej wrogiem, ale żądza sama w sobie… nie powinna jej odczuwać. Seks zawsze był bronią. Narzędziem. Jedyną walutą, która nigdy nie traciła na znaczeniu. Seks z mężczyzną nigdy nie był przyjemnością samą w sobie. Chwile, w których chciała sprawić by tak było, kończyły się wybuchami wściekłości, frustracji i palącego poczucia pustki. Udawała orgazmy tak jak inni udawali wesołość słysząc głupawe dowcipy.
– Nie dotykaj mnie – powiedziała odrobinę za bardzo zdyszanym głosem – albo jedyną rzeczą jakiej posmakujesz będzie moja pięść. – Bezsensowna groźba, biorąc pod uwagę to durne zaklęcie, ale mimo wszystko sprawiła, że poczuła się lepiej.
Ku jej uldze, puścił ją i odsunął się. Erekcja w widoczny sposób napierała na przód jego spodni. Odwracając wzrok, sięgnęła do pasów unieruchamiających jej kostki, ale on pokręcił głową.
– Zostaw je w spokoju. Masz wolne ręce by swobodnie jeść, ale dałem ci pozwolenia na wstanie z łóżka.
– W porządku, Hellboyu – odparła. – A co jeśli będę musiała iść do łazienki?
– Pielęgniarka będzie ci asystować. – W jego głosie słychać było rozbawienie. – No chyba, że wolisz żebym to ja ci pomógł.
– Dzięki, ale obejdzie się. – Przeczesała palcami splątane włosy i rzuciła tęskne spojrzenie w stronę jedzenia, które przyniosła pielęgniarka wampirzyca. – Co to właściwie jest?
Podał jej tacę, i chociaż jej żołądek zaburczał na sam widok czegoś, co wyglądało jak kanapka z jajkiem i sałatą, zawahała się.
– Czyje to jajka?
– Nie mam pojęcia. Rusałki, harpii albo diabła.
Miała przeczucie, że się z niej naigrawa, ale to nie miało znaczenia. Nie była w stanie przełknąć nawet kęsa. Najpierw musiała zadać niecierpiące zwłoki pytania, które dręczyły ją od momentu, w którym odzyskała przytomność.
– No więc, hmm, gdzie ja właściwie jestem? I co masz zamiar ze mną zrobić?
– Jesteś w Miejskim Szpitalu Podziemnym. Jak się zapewne domyślasz, specjalizujemy się w leczeniu istot paranormalnych nie będących ludźmi. Nasze położenie jest objęte tajemnicą, więc nie pytaj o nie.
– Podziemnym? To ci dopiero.
Doktor Ponurak rzucił jej piorunujące spojrzenie. Westchnęła.
– Jak się tu dostałam?
– Ambulansem. Mamy własny na wyposażeniu.
– Oczywiście, że macie. – Żałowała, że nie pamiętała nawet najmniejszego szczegółu z przyjazdu do tego miejsca. W głowie miała jedną wielką czarną dziurę. – A co z Cruentusem? Nie żyje?
– Wypuścimy go dziś wieczorem.
Taylę natychmiast ogarnęła wściekłość.
– Zabił moją przyjaciółkę.
– A twoi towarzysze zabili wielu moich ludzi
Zacisnęła zęby i zmusiła się, żeby zapanować nad emocjami. Szczerze mówiąc, nigdy nie uważała Janet za swoją przyjaciółkę — dawno temu nauczyła się unikać przywiązywania się do ludzi, którzy na co dzień ryzykowali śmiercią, ale jeśli on chciał mówić o stracie, mogła mu w tym dorównać na każdym kroku. Jednak w tej chwili musiała grać mądrze. A to wymagało informacji. Miała tylko nadzieję, że Strażnicy znaleźli już ciało Janet. Myśl o wojowniczce Aegi gnijącej w ścieku sprawiła, że mdłości podeszły jej do gardła.
– Gdzie przechodzicie przez trening uprawniający was do wykonywania tej pracy? Nie wydaje mi się, żeby większość z was stapiała się z resztą studentów na zajęciach z anatomii.
Jego pager zaczął brzęczeć, ale zignorował go.
– Każdy kto jest człowiekiem lub doskonale się pod niego podszywa, uczy się w ludzkiej szkole medycznej. Ja na przykład jestem absolwentem Harvardu z dyplomem lekarza. Potem sami się szkolimy.
Musnął palcami medyczny symbol na kieszeni swojej koszuli, jak gdyby chciał się upewnić, że to co powiedział to prawda. A przynajmniej sądziła, że to medyczny symbol. Znajomo wyglądający kij otoczony dwoma wężami został zastąpiony groźnie wyglądającym sztyletem. Żmije oplatające ostrze wyglądały na gotowe do ukąszenia. Pierzaste skrzydła zmieniono na takie jakie miał nietoperz, układające się we wzór podobny do tego na jego ramieniu. Zmarszczyła brwi. Widziała go już kiedyś…
Jego naszyjnik. Wisiorek pasował do wzoru na koszuli.
– To nieco zmodyfikowany kaduceusz – wyjaśnił, a Tayla szybko oderwała wzrok od wisiorka, bo obraz srebrnego sztyletu ślizgającego się po jej skórze, gdy doktorek był głęboko w niej, wypalił się w jej umyśle. – Zaprojektował go mój młodszy brat. Nie mogliśmy posłużyć się ludzkim symbolem.
– Nadal nie rozumiem jakim cudem demony mogą uczęszczać do szkół medycznych. Czy nie musicie mieć czasem samych dobrych ocen albo dowieść, że jesteście ludźmi?
– Nie każdy kto wygląda jak człowiek nim jest, Taylo. Przyjaciele na wysoko postawionych miejscach potrafią załatwić wszystko. Wliczając w to wcielenie demonów, które nie dorastały w ludzkim społeczeństwie, do szkół medycznych.
Pomysł, że demony mogły robić razem coś tak zorganizowanego w czym nie było ani krzty zła, kompletnie ją zaskoczył. Niemal tak mocno, że prawie zapomniała o zadaniu drugiego pytania. Prawie.
– A co ze mną? Będziesz mnie tu trzymał przywiązaną do łóżka jak jakąś osobistą sekszabawkę?
– Pozwól, że ci przypomnę, że to ty błagałaś mnie o seks, a nie ja ciebie.
Kolejny raz przypomniał jej kompletnie niepotrzebną rzecz.
– No i co z tego? Nie mogłeś się oprzeć poranionej, osłabionej kobiecie, która miała erotyczny sen?
Coś w jego spojrzeniu sprawiło, że zaczęła topnieć pod jego wpływem. Jej ciało zareagowało odruchowo w całkiem nieodpowiedni sposób.
– Nazwij to osobliwą cechą mojego gatunku. Nie mogłem oprzeć się twojemu zapachowi. Chciałaś zaspokoić swoją potrzebę. Zgłosiłem się na ochotnika.
– Ale nie sprostałeś zadaniu – odcięła się złośliwie, chcąc mu dopiec. On jednak zmarszczył brwi, a na jego twarzy odmalowało się zmartwienie.
– To może mieć coś wspólnego z twoją fizjologią. Mógłbym przeprowadzić testy… albo spróbować ponownie…
– Nie! – Zastanawiała się czy jego najwidoczniej wyostrzony węch wyłapał zapach jej podniecenia. Doskonale wiedziała dlaczego nie dotarła na szczyt, ale nie miała zamiaru podzielić się z nim tą wiedzą. – Po prostu odpowiedz na moje pytanie. Co masz zamiar ze mną zrobić?
Spojrzał w końcu na swój pager, a potem na nią.
– Część moich kolegów chce zabrać cię w inne miejsce i torturować dopóki nie zaczniesz mówić. – Sposób w jaki to powiedział — chłodnym, rzeczowym tonem — przeraził ją bardziej niż same słowa. – Wolałbym, żeby tego nie robili. Zbyt ciężko pracowałem by cię uratować.
Tay szturchnęła palcem tajemniczą kanapkę z jajkiem, wiedząc, że nie przełknie ani kęsa.
– Uhm. Domyślam się, że torturowanie i zabicie mnie po tym, jak włożyłeś wiele wysiłku by ocalić mi życie, byłoby prawdziwym pechem.
– W takim razie powiedz mi coś innego, zabójczyni.
– I co potem? Pozwolisz mi wyjść stąd tanecznym krokiem?
– Dopilnuję tego by nikt cię nie torturował.
– Jeśli wydaje ci się, że powiem choć słowo o Aegis, to chyba się czegoś naćpałeś. – Spojrzała w dół na swoją dłoń. – Gdzie jest mój pierścień?
– Uważaj go za częściową spłatę swojego szpitalnego rachunku.
– Ty… draniu – wykrztusiła. – Ten pierścień ma dla mnie sentymentalną wartość.
Po dołączeniu do szeregów Aegis, każdy Strażnik wybierał sobie element biżuterii — pierścień, zegarek, naszyjnik, cokolwiek osobistego — do tego, by nasycić go magicznymi wspomagaczami. Poza tym, pierścień należał kiedyś do jej matki.
– Większość z tego co odebrali mi Aegi miało wartość sentymentalną.
Cudownie. Po prostu cudownie. Jeśli wróg odkryje jak działała magia zaklęta w pierścieniu i jakie umiejętności zapewniała jego ludzkiemu właścicielowi, demony mogły znaleźć sposób na zneutralizowanie magii Aegi.
Zaciskając dłonie w pięści, przeklęła w duchu zaklęcie przeciw przemocy.
– Niczego ci nie powiem.
– Opowiedz mi o swoich rodzicach.
Zamrugała, zaskoczona nagłą zmianą tematu.
– Dlaczego?
– Skoro nie chcesz zdradzić mi ani słowa o Aegis, to może powiesz mi coś o sobie? Korona ci z głowy nie spadnie.
Z pewnością tkwił w tym jakiś haczyk, ale nie widziała niczego złego w rozmawianiu o ludziach, którzy już nie istnieli.
– Nigdy nie znałam swojego ojca. Moja matka umarła zaś kiedy miałam szesnaście lat.
– Czy miałaś kiedykolwiek okazję go zobaczyć? Na przykład na jakimś zdjęciu?
– A cóż to, u diabła, za pytanie? To nie twoja sprawa, ale nie. Moja mama nie zdradziła mi nigdy jego nazwiska.
Tayla wątpiła by matka w ogóle je znała. Urodziła się z uzależnieniem od heroiny, więc jej staruszek mógł być jednym z nieudaczników, z którymi jej matka pieprzyła się kiedy akurat nie dawała sobie w żyłę.
Doktorek wyglądał na zamyślonego, jak gdyby to co powiedziała był niezwykle fascynujące. Najwidoczniej nie miał żadnego życia poza łataniem innych złych demonów i grzmoceniem ludzkich pacjentów.
– Jak umarła twoja mama?
Wspomnienia, z którymi walczyła od lat, zawirowały w jej głowie jak żywa istota. Nie przejmowała się tłumieniem gniewu. Jego gorzki posmak na języku był aż nazbyt dobry. Poza tym potrzebowała przypomnienia dlaczego tak bardzo nienawidziła tego mężczyzny.
- Została zabita – powiedziała. – Przez demona.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2012-05-20 (956 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej