Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Patronujemy
 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Porta Coeli. Początek końca
 
Katalog - dodano
 Immersja
- Erick Pol
 Jadowity miecz
- Rafał Dębski
 Zabójcze maszyny
- Philip Reeve
 Ostatnie konklawe
- Marcin Wolski
 Strażnik rzeczy zagubionych
- Ruth Hogan
 
- skomentowano
 Artefakt
- Maggie Furey
 Zamęt Nocy
- Patricia Briggs
 Toń
- Marta Kisiel
 Sztylet ślubny
- Aleksandra Ruda
 Marzyciel
- Laini Taylor
 

''Fałszywa nuta'' - Gordon Korman



Jakieś dwie godziny drogi na wschód od Paryża zaatakował pierwszy głód. Saladin powąchał otwartą puszkę z kocim jedzeniem i zniesmaczony odwrócił pyszczek. br>– No dalej, Saladinie – powiedziała czule czternastoletnia Amy Cahill. – To twój obiad. Przed nami długa droga do Wiednia. – Egipski mau prychnął wyniośle, jakby chciał powiedzieć: „Ty chyba żartujesz!”. – Najwyraźniej przyzwyczaił się do lucjana czerwonego. – Dziewczyna popatrzyła wymownie na Nellie Gomez, opiekunka była jednak niewzruszona.
– Masz pojęcie, ile kosztuje świeża ryba? – zapytała. – Musimy oszczędzać. Kto wie, ile jeszcze czasu zajmie nam poszukiwanie tych waszych wskazówek.
Saladin, nie zważając na toczącą się wokół niego dyskusję, mruknął z irytacją. Brat Amy, jedenastoletni Dan, podniósł wzrok znad zapisanego nutami arkusza, patrząc na kota z empatią.
– Masz rację, stary. Ja też nie mogę uwierzyć, że wybraliśmy najwolniejszy pociąg w całej Europie. Musimy wreszcie się ruszyć! Nasi konkurenci mają do dyspozycji prywatne odrzutowce, a my tracimy czas w Oferma Expresie. Czy naprawdę musimy zatrzymywać się w każdej zabitej deskami dziurze we Francji?
– Nie, wkrótce zaczniemy zatrzymywać się w każdej zabitej deskami dziurze w Niemczech – odparła z rozbrajającą szczerością Nellie. – A później w Austrii. Nie narzekaj, przynajmniej bilety były tanie. Nie po to zgodziłam się wami opiekować podczas tej wyprawy…
– Towarzyszyć nam – poprawił ją Dan.
– …żebyśmy w połowie zrezygnowali z powodu braku pieniędzy, które roztrwonicie na świeżą rybę dla kota i bilety na drogie pociągi – dokończyła.
– Naprawdę doceniamy twoją pomoc, Nellie – zapewniła żarliwie Amy. – Nie poradzilibyśmy sobie bez ciebie.
– Dobrze, już dobrze – mruknęła opiekunka.
Amy ciągle była pod wrażeniem wydarzeń ostatnich dwóch tygodni. W jednej chwili jesteś sierotą, a w drugiej dowiadujesz się, że należysz do najpotężniejszego rodu w dziejach ludzkości! – ta myśl wracała do niej każdego dnia niczym rozpędzony bumerang. W życiu dwójki osieroconych dzieciaków, oddanych pod wątpliwą pieczę ciotki Beatrice, która podrzucała je kolejnym opiekunkom – nastąpił ogromny zwrot. Wreszcie poznali prawdę – byli krewnymi Benjamina Franklina, Wolfganga Amadeusza Mozarta i innych słynnych ludzi: geniuszy, wizjonerów i światowych przywódców. Byliśmy nikim, a teraz możemy zmienić losy świata…
A wszystko to dzięki konkursowi babci Grace, który ustanowiła w swoim testamencie. Sekret długowiecznej potęgi Cahillów jednak przepadł i można go było odtworzyć tylko w jeden sposób: łącząc ze sobą trzydzieści dziewięć wskazówek rozrzuconych po całym świecie. Wyruszyli więc w poszukiwaniu skarbu, i to nie byle jakiego. Po przemierzeniu lądów i oceanów miała ich czekać nagroda – przejęcie władzy nad światem. Jednak im wyższa stawka, tym większe ryzyko. W wyścigu po zwycięstwo mieli licznych i zdesperowanych rywali, których nic nie mogło powstrzymać. Były już pierwsze ofiary i prawdopodobnie pojawią się kolejne. Amy spojrzała na siedzącego naprzeciwko niej Dana. I pomyśleć, że jeszcze dwa tygodnie temu walczyliśmy o pilota do telewizora…
Odnosiła wrażenie, że jej brat nie do końca zdaje sobie sprawę z zawiłości sytuacji. Fakt, że należą do najpotężniejszej, najbardziej wpływowej rodziny w historii dziejów, przyjął do wiadomości bez mrugnięcia okiem. Nie dostrzegał żadnych minusów bycia jedną z najważniejszych figur w tej grze.
Przez całe to zamieszanie związane z konkursem nie mieli nawet chwili, by porządnie opłakać śmierć babci. Nie dawało to Amy spokoju. Były sobie takie bliskie. Chociaż to właśnie za sprawą Grace znaleźli się na tym rozpędzonym roller coasterze.
Amy nic już z tego nie rozumiała. Pokręciła głową, by odpędzić od siebie natrętne myśli, i skoncentrowała uwagę na swoim bracie, który przyglądał się fragmentowi partytury, szukając ukrytych w niej informacji.
– Znalazłeś coś? – zapytała.
– Nic – odparł Dan. – Jesteś pewna, że ten cały Mozart był Cahillem? Ben Franklin nie potrafił wydmuchać nosa, nie zostawiając na chusteczce zakodowanej wiadomości, a tu nie ma zupełnie nic poza nudną muzyką.
Amy przewróciła oczami.
– „Ten cały Mozart”? Urodziłeś się lamusem czy może masz na to jakieś papiery? Wolfgang Amadeusz Mozart jest uznawany za największego kompozytora w historii muzyki klasycznej.
– Właśnie, muzyki klasycznej. Flaki z olejem!
– Dźwięki są oznaczone literami od C do H – wtrąciła Nellie, zerkając na partyturę. – Może w ten sposób coś nimi zapisano?
– Już tego próbowałem – odparł Dan. – Nawet przestawiałem litery, na wypadek gdyby był to kolejny anagram. Musimy spojrzeć prawdzie w oczy: niemal straciliśmy życie za wskazówkę, która tak naprawdę nie jest wskazówką.
– To jest wskazówka – upierała się Amy. – Musi być.
Trzydzieści dziewięć wskazówek. Żaden konkurs nie niósł za sobą tak wielkiej obietnicy – i jednocześnie wielkiego ryzyka. W grze o tak potężną stawkę śmierć dwójki sierot przeszłaby niemal bez echa.
Jednak oni wciąż żyli, mało tego – podążając śladami Benjamina Franklina, choć była to wędrówka pełna zasadzek i niebezpieczeństw, odnaleźli pierwszą wskazówkę. Amy była przekonana, że Mozart stanowił klucz do drugiej wskazówki. Odpowiedź znajdowała się na końcu tych torów, w Wiedniu – mieście, w którym żył i komponował. Cahillowie mogli mieć tylko nadzieję, że ich konkurenci nie dotrą tam przed nimi.

– Nienawidzę Francji – wymamrotał Hamilton Holt, ściskając w masywnej dłoni maleńkiego hamburgera. – Zupełnie jakby cały kraj był na diecie.
Holtowie stali przy barze na niewielkiej stacji kolejowej, trzydzieści kilometrów na wschód od francuskiego Dijon. Mieli nadzieję, że będą wyglądać jak amerykańska rodzina na wakacjach, ale przypominali raczej linię ofensywną drużyny futbolowej.
– Skoncentruj się na nagrodzie, Ham – upomniał syna Eisenhower Holt. – Kiedy już znajdziemy trzydzieści dziewięć wskazówek, będziemy mogli darować sobie te głodowe porcje i najeść się do syta w Stanach. Ale póki co musimy dogonić te wstrętne bachory.
Madison ugryzła swoją kanapkę i wykrzywiła się.
– Tu jest za dużo musztardy!
– Jesteśmy w Dijon, głuptasie – sarknęła Reagan, jej siostra bliźniaczka. – To musztardowa stolica świata!
Madison wymierzyła jej cios w brzuch, tak silny, że zwaliłby z nóg nosorożca, ale Reagan tylko przekornie wystawiła język. Niełatwo było zrobić krzywdę któremuś z Holtów.
– Uspokójcie się, dziewczynki – Mary-Todd z czułością skarciła córki. – Chyba słyszę pociąg.
Rodzina obserwowała wtaczającą się na stację zabytkową lokomotywę. Madison zmarszczyła brwi.
– Wydawało mi się, że pociągi w Europie są szybkie – powiedziała z przekąsem.
– Ależ ci Cahillowie są przebiegli, zupełnie jak ich rodzice – odparł senior rodu. – Wsiedli do ostatniego pociągu, w którym spodziewalibyśmy się ich znaleźć. Drużyno, formuj szyk!
Rodzina była przyzwyczajona do musztry Eisenhowera. Wprawdzie wyrzucono go z West Point1, lecz potrafił doskonale zagrzewać do walki. Nic nie motywowało Holtów bardziej niż okazja do wyrównania rachunków z zadzierającymi nosa krewnymi. Konkurs stwarzał im możliwość udowodnienia, że są pełnowartościowymi Cahillami. Byli pewni, że jako pierwsi znajdą wszystkie trzydzieści dziewięć wskazówek, choćby musieli posiekać swoich konkurentów na drobne kawałki.
Wlokący się w ślimaczym tempie pociąg wtoczył się na peron i wysiadło z niego kilku pasażerów. Konduktorzy i tragarze byli zbyt zajęci rozładunkiem bagażu, by zauważyć rodzinę złożoną z pięciu krzepkich osób, wdrapującą się do ostatniego wagonu. Gdy Holtowie znaleźli się w pociągu, zaczęli przeszukiwać kolejne wagony, przesuwając się w kierunku lokomotywy. Zgodnie z planem mieli nie zwracać na siebie uwagi, co jednak dla tak przerośniętych osobników było trudne. Idąc, deptali stopy oraz trącali łokcie i kolana wielu pasażerów, narażając się na pełne nagany spojrzenia i mamrotane w kilku językach przekleństwa. W trzecim wagonie Hamilton zamachnął się łokciem i zrzucił kapelusz z głowy jakiejś damy, przez co klatka z ptakiem, którą kobieta trzymała na kolanach, spadła na podłogę z głośnym brzękiem. Znajdująca się w środku papużka zaczęła głośno ćwierkać i łopotać skrzydłami.
Sześć rzędów dalej Saladin, zaciekawiony nagłym harmidrem, wdrapał się na siedzenie, a kiedy Amy wstała, żeby sprawdzić, co takiego zwróciło uwagę kota…
– Ho-Ho… – Dziewczyna w stresujących sytuacjach zawsze zaczynała się jąkać.
– Holtowie. – Dan nerwowo zaczerpnął powietrza.
Na szczęście właścicielka klatki rzuciła się na ratunek papużce, blokując przejście. W tym czasie Dan szybko ukrył Saladina i nuty w schowku nad głowami pasażerów.
– Szybciej, paniusiu… – burknął Eisenhower i dokładnie w tym momencie zauważył chłopca.
Nie zastanawiając się, olbrzym staranował klatkę razem z jej właścicielką. Dan chwycił Amy za rękę i pociągnął w przeciwny koniec wagonu. Nellie, widząc, co się święci, kopnęła plecak na środek przejścia, wprost pod nogi biegnącego Eisenhowera. Mężczyzna wyłożył się jak długi.
Excusez-moi, monsieur – powiedziała perfekcyjną francuszczyzną, wyciągając rękę, żeby mu pomóc, jednak Eisenhower odepchnął jej dłoń. Nie mając innego wyjścia, Nellie usiadła na nim, naciskając całym swoim ciężarem na jego łopatki.
– Co robisz, ty stuknięta cudzoziemko?
– To nie żadna cudzoziemka, tato. – Hamilton bez wysiłku uwolnił ojca, ciskając Nellie z powrotem na siedzenie. – To opiekunka tych wstrętnych Cahillów!
– Bo zacznę krzyczeć – zagroziła Nellie.
– Bo wyrzucę cię przez okno – oznajmił Hamilton, a jego spokojny ton nie pozostawiał wątpliwości, że chłopiec jest i zdolny, i chętny, by spełnić swoją groźbę.
Eisenhower podniósł się z podłogi.
– Pilnuj jej, Ham, i ani na chwilę nie spuszczaj z oka – zarządził, po czym rzucił się przed siebie, by stanąć na czele pozostałych Holtów. Wszyscy razem przypominali polujące drapieżniki.
Amy i Dan dotarli już do wagonu restauracyjnego. Pędem wyminęli jedzących pasażerów, unikając zderzenia z półmiskami wypełnionymi parującymi potrawami. Dan zaryzykował i rzucił spojrzenie do tyłu. Rozwścieczone twarze Holtów wypełniły okienko w przejściu między wagonami. Chłopak szturchnął łokciem kelnera.
– Widzi pan tego faceta? – zapytał. − Twierdzi, że dodał mu pan sterydów do zupy!
Amy chwyciła brata za ramię, mierząc go zlęknionym spojrzeniem, i syknęła:
– Jak możesz w takiej chwili żartować? Wiesz, jacy oni są niebezpieczni!
– Co ty powiesz? – odparł nerwowo Dan, gdy wparowali do kolejnego wagonu. – Szkoda, że nie mogę się schować w luku bagażowym jak Saladin. Czy w pociągu nie ma żadnej ochrony? W tym kraju musi przecież istnieć jakieś prawo zabraniające pięciu neandertalczykom znęcania się nad dwójką dzieciaków.
Amy była naprawdę przerażona.
– Nie możemy się zwrócić o pomoc do ochrony! – zaprotestowała gwałtownie. − Jeszcze zaczną nas wypytywać o to, kim jesteśmy i co tutaj robimy. Zapomniałeś, że bostońska opieka społeczna w dalszym ciągu nas szuka? – Otworzyła drzwi kolejnego przejścia, puszczając brata przodem.
Wagon, do którego weszli, okazał się wagonem pocztowym. Wszędzie leżały setki worków z listami, paczek i skrzynek we wszystkich możliwych kształtach i rozmiarach.
– Chodź! – zawołał Dan, który zaczął już układać pudła, blokując przejście.
Amy w lot pojęła jego plan. Wspólnie ułożyli przy drzwiach barykadę z paczek, a na koniec wepchnęli pod klamkę zamarzniętą na kość szynkę. Dan przetestował blokadę – klamka ani drgnęła. Z sąsiedniego wagonu dobiegły wściekłe okrzyki. Holtowie byli tuż-tuż. Amy i Dan pognali przed siebie, przeskakując worki pełne listów.
Amy pierwsza dotarła do łącznika i pociągnęła za klamkę, chcąc przedostać się do kolejnego wagonu, jednak przejście okazało się zamknięte. Zaczęła tłuc pięściami w porysowaną szybę, za którą widziała pomieszczenie dla załogi. Były w nim składane łóżka i kanapy – wszystkie puste. Uderzyła jeszcze mocniej, lecz nie doczekała się żadnej odpowiedzi. Utknęli w ślepym zaułku.
W okienku po przeciwnej stronie wagonu pojawiła się kamienna twarz Eisenhowera. Cały pociąg zdawał się trząść, kiedy olbrzym ze wszystkich sił uderzył ramieniem o drzwi.
– To nasi krewni – zauważyła niepewnie Amy. – Na pewno nie mogliby nam zrobić poważnej krzywdy
– W Paryżu prawie pozwolili na to, by pogrzebano nas żywcem! – odkrzyknął Dan, podnosząc z podłogi owinięty brązowym papierem hokejowy kij.
W tej samej chwili Eisenhower Holt wziął krótki rozbieg i z impetem natarł na drzwi. Otworzyły się z przyprawiającym o ból zębów jękiem i uderzyły Dana, który przewrócił się na ziemię, wypuszczając z ręki kij.
– Dan! – Zaślepiona gniewem, niewiele myśląc, Amy chwyciła kij i roztrzaskała go o głowę Eisenhowera. Mężczyzna przyjął cios, zachwiał się i runął jak długi na worek z listami.
Dan podniósł się do pozycji siedzącej i sapnął z nieskrywanym zachwytem:
Wow, Amy! To się nazywa nokaut!
Moment triumfu nie był jednak długi. W jednej sekundzie Holtowie szturmem opanowali wagon. Madison chwyciła Amy za kołnierz, a Reagan poderwała Dana z podłogi. Młodzi Cahillowie zostali złapani.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2012-08-16 (777 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej