Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Cienie w mroku
 
Katalog - dodano
 Heroina
- Mons Kallentoft
 Czarownica
- Małgorzata Lisińska
 Tropiciel
- Małgorzata Lisińska
 Szara siostra
- Mark Lawrence
 Pogrzeb na zamówienie
- Anthony Horowitz
 
- skomentowano
 Diabelski Młyn
- Aneta Jadowska
 Artefakt
- Maggie Furey
 Zamęt Nocy
- Patricia Briggs
 Toń
- Marta Kisiel
 Sztylet ślubny
- Aleksandra Ruda
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

''Baśniobór: Tajemnice Smoczego Azylu'' - Brandon Mull



W pokoju było ciemno, lecz Kendra jak zwykle dobrze widziała. Nie mogła zasnąć, więc wpatrywała się w sufit. Obserwowała malutkiego pająka, który maszerował przez gładką białą powierzchnię. Wiedziała, że pająki mają wiele oczu, więc teraz współczuła im, że muszą w ten sposób oglądać świat.
Gdy wspominała doświadczenie z Oculusem, wciąż kręciło jej się w głowie. Minęło pół dnia, a ona już nie potrafiła odtworzyć w myślach tego przeżycia. Wizja była zbyt dezorientująca, zbyt odmienna od tego, jak zawsze postrzegała rzeczywistość i jak widziała ją teraz. Jakby przez mgłę pamiętała jedynie uczucie obserwowania świata z miliarda różnych perspektyw.
Co będzie, jeśli Sfinks albo inny członek Stowarzyszenia opanuje obsługę Oculusa? To oznaczałoby koniec tajemnic. Stowarzyszenie widziałoby wszystkich i wszystko.
Kendra wzdrygnęła się na samą myśl.
Jutro miała wyjechać wraz ze Sfinksem i jego dziwaczną ekipą. Dokąd ją zabiorą? Czy w trakcie podróży nadarzy się okazja do ucieczki? Czy dałoby się zbiec z Oculusem? To dopiero byłby wyczyn!
Uchyliły się drzwi jej pokoju. Nie usłyszała otwieranego zamka, ale dostrzegła ruch kątem oka. Zesztywniała. W szparze pojawiła się czyjaś dłoń. Położyła coś na ziemi.
- Halo? - odezwała się cicho Kendra. - Kto tam?
Drzwi się zamknęły.
Dziewczynka spuściła nogi z łóżka i podeszła do wejścia. Otworzyła drzwi, rozejrzała się po ciemnym korytarzu, ale nikogo nie widziała. Czy jej pokój przez całą noc był niezamknięty? A może tajemniczy gość otworzył go po cichu?
Na podłodze tuż za progiem leżał skórzany chlebak. Opierała się o niego kartka. Kendra podniosła ją i przeczytała następujące słowa:

Musisz uciec dziś w nocy. W tym chlebaku znajduje się schowek pozaprzestrzenny. Zmieścisz się bez trudu. Kiedy będziesz w środku, chlebak można gnieść, szarpać i upuszczać, a ty wcale tego nie poczujesz. W przedniej kieszeni znajdziesz żądlikulę. Ukłuj się, poczekaj, aż powstanie duplikat, potem wydaj mu polecenia. Zostaw go dla zmyłki, a później uciekaj jak najdalej. Szybko!

List nie był podpisany. Kendra cieszyła się, że potrafi go przeczytać, nie zapalając światła. Lepiej nie wzbudzać niczyich podejrzeń, skoro nagle pojawiła się możliwość ucieczki. Serce waliło jej jak młotem. Otworzyła drzwi, podeszła do schodów i nasłuchiwała. W domu panowała cisza. Jeśli Kendra nie zwróci na siebie uwagi, powinna mieć spokój przez kilka godzin.
Wróciła do pokoju, żeby przyjrzeć się chlebakowi. Czy to jakiś podstęp? Psychologiczna zagrywka Sfinksa? A jeśli jednak prawda? Może ktoś rzeczywiście zaoferował jej pomoc. Po co Sfinks lub Torina mieliby się uciekać do gierek? Kendra była więźniem. Subtelność przestała być potrzebna. Jeśli list zawierał prawdziwe informacje, to dziewczynka musiała działać
szybko.
Podniosła niewielką klapkę przykrywającą przednią kieszeń chlebaka. Wsunąwszy tam rękę, poczuła ukłucie, które przypomniało jej o pudełku z niespodzianką w świetlicy. Zamiast cofnąć dłoń, złapała żądlikulę i wyjęła ją z torby.
Matowy owoc miał fioletowawą barwę, nieregularny kształt oraz szorstką, włóknistą fakturę. Co prawda Kendra nie była znawcą, ale sądziła, że to autentyk. Ukłucie wydawało się znajome. Położyła żądlikulę pod ścianą przy oknie, po czym znów zajęła się chlebakiem.
Czy naprawdę mogła się tam zmieścić? Odpięła klamrę dużej klapy zasłaniającej główną komorę, otworzyła i zajrzała do środka. Okazało się, że zamiast do wnętrza chlebaka zagląda z góry do pokoju o brudnej łupkowej posadzce oraz spękanych ścianach z gliny. Wzdłuż dwóch krawędzi pomieszczenia stały sfatygowane skrzynie i beczki. Po ścianie przy włazie biegły żelazne szczeble zapewniające łatwy dostęp do tej dziwnej przestrzeni.
Kendra patrzyła oszołomiona. Czy magiczne cuda naprawdę nie miały granic? Próbowała zgadnąć, kto mógłby zrobić tak niesamowity prezent. Nic nie przychodziło jej do głowy. Co zyskałby Sfinks, dając jej fałszywą nadzieję? Czyżby rzeczywiście pomagał jej sekretny sprzymierzeniec?
Dziewczynka spojrzała na owoc. Jak długo trwa transformacja? Absolutnie nie chciałaby, żeby druga Kendra zaczęła się szwendać po domu bez poleceń. Jak dotąd proces postępował powoli. Na pewno wystarczy czasu, żeby wejść do chlebaka i rozejrzeć się po pokoju.
Wetknęła głowę do torby. Jaki ładunek mieściły beczki? Czy mogła tu znaleźć przydatne materiały? Szeroko rozwarła wlot chlebaka, wczołgała się do wnętrza, a potem zeszła po drabince.
Na ziemi czekała zgaszona latarnia. Kendra ją zlekceważyła - zaczarowany wzrok zupełnie jej wystarczał. Pomieszczenie miało około trzech i pół metra wysokości oraz wymiary pięć na sześć i pół. Na trzech ścianach tuż pod sufitem zauważyła małe otwory wentylacyjne. Podeszła do rzeczy ułożonych w stertę przy jednej ze ścian. Wszystko tu było pokryte pajęczynami, nadgryzione zębem czasu. Wśród piętrzących się skrzyń leżały przypadkowe przedmioty: zwinięty dywan, staroświecka rakieta tenisowa, łeb antylopy, słoik ze szklanymi kulkami, parę wędek, rozdarte rękawice robocze, kilka brudnych rolek papieru pakunkowego, uszkodzony fotel z wikliny, parę obrazków w ramkach, zbutwiałe zwoje sznura, niedopalone świeczki oraz poobijana szkolna tablica.
Żadna z tych rzeczy nie wydawała się przydatna. Kendra spróbowała otworzyć jedną ze skrzyń, ale wieko pewnie zostało przybite gwoździami. Znalazła zardzewiałe grabie, którymi podważyła pokrywę. W środku leżały bele szarej tkaniny.
Odłożywszy grabie, zrobiła parę kroków w tył. Czuła się tak, jakby myszkowała w dawno zapomnianym garażu. Pomyślała, że gdyby chlebak skrywał coś przydatnego, wspomniałby o tym autor listu.
Wspięła się po drabince, przecisnęła przez wlot torby i wróciła do sypialni. Zerknęła na żądlikulę - owoc miał teraz wielkość piłki futbolowej, przybrał też bardziej podłużny kształt.
Przebrała się. Chciała wybrać nierzucający się w oczy strój, dodatkowo dobrze chroniący od zimna. Zdecydowała się na ubrania, w których rozmawiała ze Sfinksem, oraz kurtkę, którą miała na sobie, gdy ją porwano. Resztę rzeczy zwinęła i wrzuciła do chlebaka.
Usiadła po turecku, a potem jeszcze raz przeczytała list. Uznała, że musi wejść do torby i kazać duplikatowi, żeby wyrzucił ją przez niewidzialne kraty w oknie. Po wylądowaniu na ośnieżonej ziemi wyjdzie na zewnątrz, a następnie rzuci się do ucieczki. Dokąd się uda? Pewnie zdoła ukryć chlebak pod jakimś krzakiem, schować się w środku i doczekać do rana. Czy powinna poszukać telefonu, żeby zadzwonić do domu? W środku nocy w małym mieście mogło to być trudne.
Czy sobowtór oszuka ogara szeptów? Z tego, co mówiła Torina, istota chyba rozpoznawała obiekt po zapachu, więc jeśli kopia będzie pachnieć tak samo jak Kendra, ogar się nie zorientuje. Woń dziewczynki nie opuści murów domu. Oczywiście może być kłopot, jeżeli ogar jakimś cudem wyniucha ją na dworze. Osoba, która podrzuciła chlebak, najwyraźniej uważała, że podstęp zadziała. W tak rozpaczliwej sytuacji warto zaryzykować.
Dziewczynka przebiegła przez pokój i położyła się na łóżku. Żądlikula rosła tak wolno, że aby zauważyć zmianę, trzeba było na parę minut odwrócić wzrok.
Czy zaproponować ucieczkę Hadenowi i Cody'emu? Gdyby wydali Kendrę, straciłaby jedyną okazję, żeby się stąd wydostać. Przedwcześnie postarzali mężczyźni czuli się rozgoryczeni tym, co z nich zrobiła Torina, ale chyba pogodzili się z losem. Może wcale nie zależało im na odzyskaniu wolności. Bądź co bądź, mieli tu zagwarantowany bezpłatny dom spokojnej starości, na co nie mogli liczyć gdzie indziej.
Ale czy pozbawienie ich wyboru byłoby w porządku? Może po cichu tęsknili za powrotem do zwykłego świata. Z łatwością zmieściliby się w pojemnym chlebaku, chociaż Haden mógłby mieć kłopot z zejściem po drabince. Obaj okazali Kendrze życzliwość. Postąpiłaby niewłaściwie, tak po prostu ich porzucając.
Nie musiała zdradzać szczegółów planowanej ucieczki. Poczekałaby, aż zgodzą się jej towarzyszyć. Jeśli odrzucą propozycję, nie wspomni ani słowem o sobowtórze oraz chlebaku. W ogóle nie dowiedzą się, że zwiała - pomyślą, że zmieniła zdanie.
Żądlikula cały czas powoli rosła. Kendra zastanawiała się, kiedy owoc zacznie przypominać człowieka. Na razie wyglądał jak wielki fioletowy batat. Dziewczynka oparła się o wezgłowie łóżka. Przymknęła powieki, obiecując sobie, że nie zaśnie. Zresztą jak mogłaby się zdrzemnąć, skoro miała w perspektywie desperacką ucieczkę? Ale mimo wszystko miło zamknąć oczy! Zanim się zorientowała, cisza panująca w domu, mrok w pokoju, mnogość zdarzeń oraz późna pora sprzysięgły się przeciw niej i odpłynęła w sen.
Zbudziły ją chrzęst i trzask, jakby ktoś łamał młode drzewo. Żądlikula wciąż miała nieregularny kształt, ale teraz była większa niż Kendra. Spod fioletowawej łupiny przebiły się palce. Właśnie rozrywały powłokę. Dziewczynka podczołgała się do przerośniętego owocu. Pomogła poszerzyć otwór najciszej jak potrafiła.
Wkrótce usiadła na podłodze i patrzyła na włóknistą skorupę, z której wypełzał jej idealny duplikat. Miał nawet to samo ubranie, co ona, kiedy się ukłuła!
- Jestem Kendra - poinformowała dziewczynka żądlikulę.
- Nie widzę cię - odparła kopia.
- Nie potrafisz widzieć w ciemności?
Duplikat zamilkł na chwilę.
- Nie - odpowiedział. - Chociaż powinnam. Pamiętam, że kiedyś widziałam. Ale teraz nie potrafię.
- Wygląda na to, że moje moce nie przeniosły się na ciebie - zamyśliła się Kendra.
- Najwyraźniej. Co mam robić?
- Więzi mnie zła kobieta - wyjaśniła dziewczynka. - Musisz udawać, że jesteś mną.
Kopia zastanowiła się przez moment.
- Nie ma sprawy.
- Wiesz, że jesteś owocem, prawda?
- Świetnie zdaję sobie sprawę z tego, czym jestem.
- Gdzie urosłaś?
- Daleko stąd. Wtedy nie umiałam myśleć z taką jasnością. To ciało jest super! - Rozprostowała palce, a potem głęboko odetchnęła. - Ile wrażeń!
- Czy pamiętasz, jak byłaś owocem? - zaciekawiła się Kendra.
Duplikat zmarszczył czoło.
- Jak przez mgłę. Wtedy nic nie było tak ostre i wyraźne jak teraz. Miałam świadomość światła i ciepła, czułam, że rosnę i że karmi mnie drzewo matka. Później wiedziałam, że mnie zerwano. Wątła więź pozostała jednak aż do czasu, gdy wyszłam z łupiny. Dzięki niej drzewo żywiło mnie z daleka, żebym mogła urosnąć i stać się kopią ciebie.
- Masz nawet moje ubranie. Jak to możliwe?
- Któż to wie? Pewnie dzięki magii. Z tego samego powodu zaczęłam myśleć tak jak ty, gdy tylko pobrałam twoją próbkę.
- Dziwne - mruknęła Kendra.
- Więc chcesz tylko, żebym cię udawała?
- Chyba mam dla ciebie jeszcze kilka poleceń.
- Istnieję po to, żeby je wypełnić - oznajmił duplikat.
- Po pierwsze, nie zdradzaj żadnych informacji Sfinksowi, Torinie ani nikomu innemu. Za wszelką cenę zachowaj je w tajemnicy. Po drugie, dowiedz się jak najwięcej o ich planach, a potem spróbuj uciec i dać mi znać. - Podała żądlikuli numer telefonu dziadka. - Sfinks zabierze cię stąd dziś rano.
- Pamiętam.
- Miej oczy i uszy otwarte. Wykorzystaj każdą nadarzającą się okazję, żeby zaszkodzić Stowarzyszeniu Gwiazdy Wieczornej.
- Tak zrobię. Możesz na mnie liczyć. Czy zaprosisz Hadena i Cody'ego, żeby uciekli z tobą?
- Jak uważasz?
Duplikat wzruszył ramionami.
- Najwyraźniej ty uważasz, że powinnaś.
- Rzeczywiście. Kiedy wrócę i wejdę do chlebaka, masz go przecisnąć przez kraty w oknie i zrzucić na ziemię.
- Kumam.
- Będziesz wykonywać wyłącznie moje polecenia, prawda? -
upewniła się Kendra. - Gdyby tamci odkryli, czym jesteś, z chęcią przeciągnęliby cię na swoją stronę.
- Będę posłuszna tylko tobie. Dobrze się spiszę. Jeżeli ty nie zawalisz, Sfinks nigdy się nie dowie, że jestem kopią.
- Chyba że każą ci użyć moich zdolności - przypomniała dziewczynka. - Wtedy musisz wymyślić jakąś wymówkę.
- Zostaw to mnie.
- A w ogóle to która teraz godzina?
- Nie widzę w ciemności, zapomniałaś? Przecież na biurku jest zegar.
- Fakt. Już prawie wpół do czwartej. Muszę się spieszyć. - Kendra ruszyła do drzwi. - Zaraz wracam.
Na palcach wyszła na korytarz i podkradła się do pokoju Hadena. Drzwi okazały się otwarte. Uchyliła je, wślizgnęła się do środka, a potem zbliżyła się do regulowanego łóżka, na którym cicho chrapał staruszek. Potrząsnęła jego kościstym ramieniem.
- Haden, obudź się - syknęła.
Naciągnął kołdrę na głowę i obrócił się w drugą stronę. Kendra znów go szarpnęła. Usiadł na łóżku, prychając i sapiąc.
- Co się dzieje? - zapytał.
- To ja, Kendra.
- Kendra? Która godzina?
Patrzył mniej więcej w kierunku dziewczynki, ale nie prosto w oczy. Przypomniała sobie, że ona go widzi, a on jej nie.
- Bardzo późna. Haden, chyba wiem, jak stąd uciec. Chcesz iść ze mną?
Staruszek zastanowił się przez chwilę.
- Ty mówisz poważnie...
- Tak. Odkryłam niezawodną drogę ucieczki. Coś pewnego i bezpiecznego.
- Kiedy?
- Teraz albo nigdy.
Haden odchrząknął.
- Chyba lepiej zostanę. Tylko bym cię spowalniał.
- To nie jest problem. Nie rezygnuj ze względu na mnie.
Podrapał się w nos.
- Nigdy nie spodziewałem się takiej okazji. - Zmarszczył czoło i poklepał się w pierś. - Biorąc pod uwagę całą sytuację, raczej wolę zostać. Nie wiem, dokąd miałbym pójść, co miałbym robić. Tylko nie mógłbym już narzekać, że jestem więźniem.
- Zostajesz? - upewniła się Kendra.
- Tak. Życzę ci wszystkiego dobrego. Potrzebujesz mojej pomocy?
- Chciałabym, żebyś nikomu o tym nie mówił.
- Będę milczał jak grób. Powodzenia.
- Dzięki, Haden.
- Złożyłaś propozycję Cody'emu?
- Jeszcze nie.
Staruszek miał zatroskaną minę.
- Dobra. Nawet jeśli on się zdecyduje, to ja i tak wolę zostać. To moje ostatnie słowo.
- Nie wiadomo - rzekła Kendra, wycofując się w stronę drzwi -
może plan nie wypali. Ale chyba jest niezły.
- O ile mi wiadomo, tak czy inaczej jutro już cię tu nie będzie.
- I właśnie dlatego muszę zwiewać natychmiast.
- Powodzenia.
- Tobie też.
Kendra wyszła, zamknęła drzwi, po czym przemknęła się w głąb korytarza do pokoju Cody'ego. Ostrożnie uchyliła drzwi.
- Kto tam? - zawołał zaniepokojony staruszek.
- To ja, Kendra.
- Kendra? - powtórzył tylko trochę ciszej.
Dziewczynka łagodnie zwróciła mu uwagę.
- Nie tak głośno. Nie chcę, żeby mnie nakryli. Muszę cię zapytać o coś, co nie może czekać do rana.
- Jasne, wejdź - szepnął. - Przepraszam, wystraszyłaś mnie.
- Znam niezawodny sposób ucieczki. Wyruszam teraz, w nocy. Jeśli chcesz, możesz iść ze mną. To powinno być łatwe.
Cody usiadł na łóżku i zapalił lampkę. Osłonił oczy, a potem odczekał, aż przywykną do światła.
- Wiem, że boisz się jechać rano ze Sfinksem. Ale stąd nie ma ucieczki. Jeśli spróbujesz zwiać, tylko pogorszysz sytuację.
- To nie są wyłącznie pobożne życzenia - nie ustępowała Kendra. - Pomógł mi ktoś z zewnątrz, więc na pewno się uda. Trzeba wyruszać natychmiast. Nie spowolnisz mnie i nie powinno być zbyt ciężko. Chcesz iść ze mną?
- Pytałaś Hadena?
- Odrzucił propozycję.
Cody podniósł prawie pustą szklankę z wodą, która stała przy łóżku. Wypił łyk, a następnie odstawił ją z powrotem.
- Jeżeli ucieczka jest tak pewna, jak mówisz, to chyba nie miałbym nic przeciwko temu, żeby się stąd zabrać. Gdybym znalazł dla Hadena jakieś wygodne miejsce, mógłbym po niego wrócić.
- Więc idziesz ze mną?
- Jeżeli uznam, że twoja metoda jest sensowna, to tak.
- Ubierz się, a potem przyjdź do mojego pokoju. Szybko i cicho.
Cody wysunął nogi spod kołdry. Były chude i blade.
- Zaraz będę - obiecał.
Kendra pobiegła przez korytarz. Zniknięcie Cody'ego wywoła pytania. Nie można go zastąpić żądlikulą. Bez wątpienia wrogowie przesłuchają Hadena, ponieważ obaj byli bardzo zżyci. Czy poda to w wątpliwość autentyzm duplikatu? Możliwe, ale skoro Cody chciał uciec, pozostawienie go nie wchodziło w grę.
Gdy wróciła do swej sypialni, sobowtór siedział na łóżku. Łupina przerośniętego owocu zniknęła.
- Co zrobiłaś ze skorupą? - spytała Kendra.
- Sprzątnęłam i wrzuciłam do chlebaka. Dziadki idą z tobą?
- Tylko Cody. Jego zniknięcie wywoła zamieszanie. Musisz udawać, że o niczym nie wiesz.
- Będziesz ze mnie dumna. Niczego się nie domyślą.
Kendra nie wątpiła, że może polegać na swoim duplikacie. To tak jakby polegała na sobie.
- Dzięki. Jestem pewna, że świetnie się spiszesz.
Usiadła na łóżku obok sobowtóra. Musiała czekać na Cody'ego dłużej, niż chciała. Już zamierzała się po niego wybrać, gdy po cichu wszedł do pokoju. Rozproszone światło z jego sypialni lekko go oświetlało. Miał na sobie ciemnozielone palto oraz filcowy kapelusz w tym samym kolorze, z brązową wstążką i uniesionym rondem.
- Wyglądasz elegancko - powiedziała Kendra.
- Dostałem to ubranie od Toriny - wyjaśnił Cody. - Miałaś rację z Hadenem. Zajrzałem do niego i próbowałem go przekonać, ale uparł się, że zostaje. Więc jak uciekniemy?
- Wejdziemy do chlebaka.
- Do chlebaka? - powtórzył staruszek z niedowierzaniem. - Wybacz, Kendro, ja tu w ogóle nic nie widzę.
Dziewczynka zapaliła światło.
- Jest was dwie? - stęknął Cody.
- Długa historia - odparła Kendra. Uniosła klapę chlebaka. - W tej torbie znajduje się magiczny schowek. Zejdź po drabince. Ja się zajmę resztą.
- Teraz widziałem już chyba wszystko - mruknął staruszek, zaglądając do wnętrza.
Miał trudności z wejściem, ale Kendra go podtrzymywała. W końcu zdołał postawić stopy na szczeblach i ruszył w dół. Szeroki wlot chlebaka rozwarł się, kiedy Cody przeciskał ramiona. Gdyby trafiło na tęższego mężczyznę, mógłby mieć trudności.
- Wyrzuć torbę przez okno - przypomniała Kendra duplikatowi. - Zawołam, gdy będę gotowa.
- Poczekam na twój sygnał - potwierdziła żądlikula.
- Do widzenia - powiedziała dziewczynka. - Dziękuję.
- Istnieję po to, żeby wypełniać twoją wolę. To ja ci dziękuję za intrygującą misję.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2012-11-12 (800 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej