Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Asystent czarodziejki
 
Katalog - dodano
 Kroniki Jaaru. Megapolis
- Adam Faber
 Syrena
- John Everson
 Siedem śmierci Evelyn Hardcastle
- Stuart Turton
 Gamedec. Czas silnych istot
- Marcin Przybyłek
 Europa w zimie
- Dave Hutchinson
 
- skomentowano
 Dynia i jemioła. Nietypowe historie świąteczne
- Aneta Jadowska
 Wiedźmie opowieści
- Olga Gromyko
 Pierwsze słowo
- Marta Kisiel
 Diabelski Młyn
- Aneta Jadowska
 Artefakt
- Maggie Furey
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

''Piękne istoty'' - Kami Garcia, Margaret Stohl

#2


Drugi września
Nowa



Osiem przecznic. Tyle trzeba było przejechać, aby dostać się z Cotton Bend do naszego liceum. W tym czasie mogłem zmienić całe swoje życie. Osiem przecznic wystarczyło, żebym zapomniał o czarnym karawanie. Może dlatego nie powiedziałem o nim Linkowi.
Minęliśmy Stop & Shop – nazwę „Stań i Kup” już dawno w miejscowym żargonie przerobiliśmy na „Stań i Zwiń”, czyli Stop & Steel. Był to jedyny sklep spożywczy w mieście i najbliższy z międzynarodowej sieci 7-Eleven. Dlatego za każdym razem, gdy tu zaglądaliśmy, trzeba było0 uważać by nie wpaść na czyjaś mamę robiącą zakupy albo, co gorsza, na Ammę.
Zauważyłem znajome kombi Grand Prix zaparkowane przed sklepem.
– O, nie! Fatty się tu przyczaił.
Siedział na miejscu kierowcy i czytał „Stars and Stripes”.
– Może nas nie zauważył. – Link przyglądał mu się uważnie w lusterku wstecznym.
– Albo jesteśmy uziemieni.
Fatty byl stróżem porządku, specjalistą od łapania wagarowiczów ze szkoły Stonewall Jackson i dumnym członkiem policji w Gatlin. Jego dziewczyna, Amanda, pracowała w Stop & Steal, i dlatego codziennie Fatty podjeżdżał pod sklep i czekał, aż dostarczą pączki. Było to duże utrudnienie dla takich niepoprawnych spóźnialskich jak ja i Link.
Każdy, kto chodził do liceum, znał rozkład zajęć Fatty’ego tak dobrze jak własny plan lekcji. Dzisiaj policjant machnął ręka, żebyśmy jechali dalej, nie odrywając się nawet od wiadomości sportowych. Pozwalał nam przejechać.
– Wiadomości sportowe i słodka bułeczka. To znaczy... – ...że mamy pięć minut!


* * *



Na szkolny parking wtoczyliśmy się na luzie. Mieliśmy nadzieję, że uda się nam niepostrzeżenie prześlizgnąć obok portierni. Ale na dworze ciągle lało, więc zanim dobiegliśmy do budynku, całkiem przemokliśmy. Buty skrzypiały nam tak głośno, że równie dobrze mogliśmy wejść tupiąc.
– Ethan Wate! Wesley Lincoln!
Staliśmy, ociekając deszczem, i czekaliśmy na karę. Spóźnienie oznaczało jedno! Zostaniemy po lekcjach.
– Pierwszy dzień szkoły, a wy już spóźnieni! Matka na pewno z panem porozmawia, panie Lincoln. A pan, panie Wate, niech nie będzie taki zadowolony. Amma przetrzepie panu skórę.
Panna Hester miała rację. Amma dowie się o spóźnieniu za jakieś pięć minut, jeśli już o nim nie wie. Tak to było w Gatlin. Mama mawiała, że Carl ton Eaton, naczelnik poczty, czyta każdy list, który wygląda choć trochę ciekawie. A potem nie raczy nawet go zakleić. I nie chodziło tylko o to, że były tam jakieś istotne wiadomości. Każdy dom miał swoje tajemnice, ale wszyscy w sąsiedztwie je znali. Nawet jeżeli nie było żadnych tajemnic.
– Panno Hester, padał deszcz i jechałem powoli...
Link jak zwykle liczył na swój urok osobisty. Panna Hester poprawiła okulary i spojrzała na niego bez zachwytu. Cienki łańcuszek, na którym zawiesiła okulary, kołysał się przy każdym jej ruchu.
– Nie mam teraz czasu na pogawędki. Dzisiejsze popołudnie spędzicie w szkole – powiedziała stanowczo, wręczając każdemu z nas błękitny druczek.
Rzeczywiście była zajęta. Zanim zniknęliśmy za rogiem, poczułem lakier do paznokci. Witamy z powrotem w Jackson!


* * *



W Gatlin pierwszy dzień szkoły wygląda zawsze tak samo. Nauczyciele, którzy znają cię z kościoła, już w przedszkolu decydują, czy jesteś głupi czy inteligentny. Ja należałem do inteligentnych, bo moi rodzice byli profesorami. Link był głupi, ponieważ pogniótł strony w Biblii, szukając odpowiedzi na pytania z quizu ze znajomości Pisma Świętego. A raz zwymiotował podczas przedstawienia bożonarodzeniowego. Ja byłem tym mądrym, więc z wypracowań dostawałem zawsze dobre oceny. Linkowi przy czepiono etykietkę głupka, i miał kiepskie stopnie. Myślę, że nauczyciele nawet nie czytali naszych prac. Czasami w samym środku wypracowania pisałem coś zupełnie przypadkowego, żeby sprawdzić, czy zareagują. Nikt nigdy nie powiedział ani słowa.
Niestety ta reguła nie obowiązywała w przypadku testu wielokrotnego wyboru. Przekonałem się o tym już na pierwszej lekcji angielskiego. Siedemdziesięcioletnia pani profesor – która nazywała się English! – spodziewała się, że podczas wakacji przeczytamy Zabić drozda. Pierwszy raz oblałem. Super. Czytałem to dwa lata wcześniej i niezbyt dobrze pamiętałem szczegóły. W dodatku to była jedna z ulubionych lektur mamy.
Oto jeden mało znany fakt z mojego życia: dużo czytam. To właśnie książki sprawiały, że opuszczałem Gatlin, chociażby tylko na trochę. W pokoju na ścianie miałem mapę i za każdym razem, gdy czytałem o miejscu, które chciałem zobaczyć, zaznaczałem je. Nowy Jork pojawił się w Buszującym w zbożu. Wszystko za życie zawiodło mnie na Alaskę. A gdy czytałem W drodze, dodałem do swojej listy Chicago, Denver, Los Angeles i Meksyk. Kerouac mógł mnie zaprowadzić praktycznie wszędzie. Co kilka miesięcy rysowałem linię, łącząc na mapie zaznaczone pun kty. W czasie wakacji, ostatnich przed rozpoczęciem studiów, chciałem wyruszyć tą trasa. Pod warunkiem że kiedykolwiek uda mi się stąd wyjechać. Nie chwaliłem się nikomu mapa ani czytaniem. Książki i koszykówka nie idą w parze.
Z chemia nie było lepiej. Pan Hollenback postanowił, że w laboratorium będę pracował w parze z Nieznoszącą Ethana Emily, znana również jako Emily Asher. Pogardzała mną od ubiegłorocznego balu, kiedy do smokingu włożyłem trampki i pozwoliłem, żeby tata zawiózł nas zardzewiałym volvo, w którym nie domykało się okno. Zrujnowało to perfekcyjna fryzurę Emily. Gdy dotarliśmy na miejsce, wyglądała jak Maria Antonina, która właśnie wstała z łóżka. Emily nie rozmawiała ze mną przez resztę wieczoru i namówiła Savannah Snow, żeby mnie pchnęła na wazę z ponczem. I to był z grubsza koniec między nami.
Dla chłopaków byliśmy źródłem nieustającej radości, bo ciągle oczekiwali, że się zejdziemy. Problem w tym, że nie przepadałem za dziewczynami pokroju Emily. Była ładna i tyle. A ja chciałem nie tylko patrzeć, ale jeszcze rozmawiać. I to niekoniecznie o prywatkach i koronacji na zimowym balu. Szukałem dziewczyny inteligentnej lub zabawnej, albo przy najmniej takiej, z która dobrze pracowałoby mi się na zajęciach w laboratorium.
Niewykluczone, że nigdy nie spotkam takiej dziewczyny. Ale i tak marzenie jest lepsze niż nocny koszmar. Nawet jeśli ten koszmar nosi spódniczkę cheerleaderki.
Jakoś udało mi się przeżyć chemię, ale ta lekcja popsuła mi humor na cały dzień. W tym roku znowu miałem historię Stanów Zjednoczonych, jedyna zresztą, jakiej uczyli w naszym liceum. Kolejny rok spędzę, ucząc się o napaści Północny na Południe z panem Lee. Nie, nie jest spokrewniony z generałem Robertem Edwardem Lee, naczelnym wodzem sił wojskowych Konfederacji, chociaż duchowo zarówno on, jak i słynny konfederat na pewno stanowią jedność.
Pan Lee był jednym z niewielu nauczycieli, którzy mnie nie znosili. W zeszłym roku, zachęcony przez Linka, napisałem referat zatytułowany Napaść Południa na Północ i pan Lee postawił mi D. A więc czasami profesorowie czytywali nasze wypracowania.
Znalazłem miejsce z tyłu, koło Linka, przepisującego notatki z jakichś zajęć, które wcześniej przespał. Gdy usiadłem obok, przerwał pisanie.
– Słyszałeś?
– Co?
– W Jackson jest nowa uczennica.
– Jest mnóstwo nowych dziewczyn. Cała pierwsza klasa, kretynie.
– Nie mówię o pierwszoklasistkach. Mamy nowa w klasie!
W innym liceum nowa uczennica w drugiej klasie nie byłaby niczym niezwykłym. Ale to było Jackson. Od podstawówki, kiedy Kelly Wix wprowadziła się do miasta z dziadkami – po tym, jak aresztowano jej ojca za to, że uprawiał hazard w piwnicy w Lake City – nie widziano tu nowej uczennicy.
– Kto to?
– Nie mam pojęcia. Na drugiej lekcji miałem wychowanie obywatelskie z bandą przygłupów. A oni o niczym nie wiedzieli. Poza tym że gra na skrzypcach czy czymś takim. Ciekawe. Może to jakaś fajna laska.
Link, podobnie jak większość facetów, myślał tylko o jednym. A ponieważ mógł o tym wyłącznie myśleć, rekompensował sobie ten fakt gadaniem.
– Należy do bandy przygłupów?
– Nie, gra. Może kocha muzykę klasyczna? To tak, jak ja!
– Muzykę klasyczna?
Jedynym miejscem, w którym Link mógł usłyszeć muzykę klasyczna, byŁ gabinet dentystyczny.
– No wiesz, klasyka. Pink Floyd, Black Sabbath, Stonesi.
Zacząłem się śmiać.
– Panie Lincoln, panie Wate. Przykro mi, że przerywam panom rozmowę, ale chciałbym zaczać zajęcia, jeżeli wam to nie przeszkadza. – Ton pana Lee był tak samo sarkastyczny jak w zeszłym roku, a przetłuszczające się włosy i plamy potu na koszuli tak samo obrzydliwe. Nauczyciel rozdał plan zajęć, którego używał chyba od dziesięciu lat. Pewnie trzeba będzie uczestniczyć w rekonstrukcji wojny secesyjnej. I to nawet na pewno. Po życzę mundur od jednego z wujków, którzy dla zabawy organizowali takie imprezy w weekendy. No, jedno z głowy.
Po dzwonku sterczeliśmy razem z Linkiem w hallu przy naszych szafkach w nadziei, że spotkamy nowa. Słuchałem gadania Linka i miałem wrażenie, że ta dziewczyna jest jego bratnia dusza, przyjaciółką z zespołu i pewnie jeszcze kumpelka od innych rzeczy, o których wolałem nie słyszeć. Ale jedyna osoba, która udało nam się dostrzec, była grubawa Charlotte Chase, ubrana w dżinsowa spódnicę, o dwa rozmiary za małą. Czyli musieliśmy pogodzić się z tym, że do lunchu niczego się nie dowiemy, ponieważ następna lekcja miał być JM – język migowy, na którym nie można było normalnie rozmawiać. Nikt nie był dość dobry w miganiu, żeby przeliterować „nowa uczennica”, zwłaszcza odkąd JM był jedyna lekcja, na której spotykała się cała drużyna koszykarska.

Byłem w drużynie od ósmej klasy podstawówki. Od czasu, kiedy w ciągu jednych wakacji urosłem piętnaście centymetrów, a podczas następnych przerosłem wszystkich w klasie. Poza tym trzeba robić coś normalnego, jeżeli oboje rodzice są profesorami. Okazało się, że naprawdę dobrze gram w kosza. Jakoś zawsze wiedziałem, gdzie przeciwnik poda piłkę, i to mi dawało prawo do stałego miejsca w kafejce. W Jackson taka rzecz wiele znaczyła.
Dzisiaj moje miejsce było warte nawet więcej, bo Shawn Bishop, nasz rozgrywający, obok którego siedziałem, widział nowa. Link zadał tylko jedno pytanie, które miało znaczenie dla chłopaków.
– Gadaj, ostra laska?
– No... niezła.
– Taka jak Savannah Snow?
Jak na zawołanie Savannah, do której porównywaliśmy wszystkie inne dziewczyny w szkole, weszła do kafejki ramię w ramię z Nieznoszacą Ethana Emily. Gapiliśmy się na nią wszyscy, bo Savannah – sto siedemdziesiąt centymetrów wzrostu – miała najpiękniejsze nogi na świecie. Emily i Savannah wyglądały niemal identycznie, nawet jeśli nie nosiły mundurków cheerleaderek. Jasne włosy, opalenizna z solarium, japonki i dżinsowe spódniczki, tak krótkie, że mogły uchodzić za paski. Savannah miała nogi do samej szyi, ale to na Emily gapili się chłopcy, gdy latem przechadzała się w bikini nad jeziorem. Nigdy nie nosiły ze sobą książek, tylko metalowe torebeczki. Tak maleńkie, że mieścił się w nich jedynie telefon komórkowy. Właściwie torebka Emily i tak cały czas była pusta, bo dziewczyna bez przerwy wysyłała SMS-y.
Różnice między nimi sprowadzały się do pozycji w drużynie cheerleaderek. Savannah była kapitanem. A w słynnej piramidzie Wild Cats stała na samym dole i wraz z innymi dziewczynami podtrzymywała dwa rzędy cheerleaderek opierających się na ramionach koleżanek. Miejsce Emily było na szczycie piramidy. Wyrzucano ja jakieś półtora metra w górę, gdzie wykonywała salto lub inna ewolucję, która mogła się źle skończyć. Ale Emily zaryzykowałaby wszystko, byle tylko pozostać na szczycie. Savannah nie musiała. Gdy podrzucano Emily w górę, piramida miała się dobrze i bez niej. Jeśli Savannah przesunęła się o dwa centymetry, konstrukcja się rozsypywała.
Nieznoszaca Ethana Emily zauważyła, że przyglądamy im się z uwaga. Spojrzała na mnie z chmurną mina. Chłopaki się zaśmiały, a Emory Watkins klepnął mnie w plecy.
– Uuu... Emily się gapi! Cały czas coś do ciebie ma.
Nie chciałem dzisiaj myśleć o Emily. Wolałbym kogoś, kto jest jej całkowitym przeciwieństwem. Odkąd Link poruszył temat na historii, cały czas to we mnie tkwiło. Nowa. Nadarzyła się okazja poznać kogoś innego, z jakiegoś nowego, nieznanego miejsca. Kogoś, kto miał inne życie niż my wszyscy. A w każdym razie ciekawsze niż ja.
Może nawet kogoś, o kim marzę. Wiedziałem, że to tylko mrzonki, ale chciałem w nie wierzyć.
– Słyszeliście o nowej? – Savannah rozsiadła się na kolanach Earla Pet ty’ego. Earl był naszym kapitanem i od czasu do czasu chłopakiem Savan nah. Zdaje się, że dzisiaj akurat byli razem. Przesunął ręka po jej opalonych nogach tak wysoko, że trzeba było odwrócić wzrok.
– Shawn właśnie nam powiedziaŁ. To jakaś obłędna laska. Przyjmiecie ja do zespołu? – Link wziął parę kulek ziemniaczanych z mojej tacy.
– W życiu! Widziałeś jej ciuchy? To najpierw się jej przyjrzyj.
– I jest blada. Straszliwie.
Według Savannah nigdy nie jest się zbyt szczupłym ani opalonym.
– A wiecie, kim ona jest? – Emily siadła obok Emory’ego, pochylając się do nas nad stołem.
– Co masz na myśli?
Emily urwała dla lepszego efektu.
– Jest siostrzenica starego Ravenwooda.
Nie musiała się aż tak starać. Zrobiło się tak, jakby z sali uleciało nagle całe powietrze. Kilku chłopaków zaczęło się śmiać. Myśleli,, że żartuje, ale ja wiedziałem, że to prawda.
Zatem nowa nie była z Gatlin. Była tak obca, że nawet nie mogłem jej sobie wyobrazić. Okazja, żeby spotkać dziewczynę moich marzeń, zniknęła, zanim jeszcze pomyślałem o pierwszej randce. Byłem skazany na kolejne trzy lata z Emily Asher.
Macon Melchizedek Ravenwood w ogóle nie wychodził z domu. Przesiadywał w nim całymi dniami. Przy Ravenwoodzie nawet Boo Radley z Zabić drozda był duszą towarzystwa. Facet mieszkał w zapuszczonej rezydencji na najstarszej plantacji w Gatlin, cieszącej się bardzo złą sławą. I zdaje się, że ostatni raz widziano go w mieście na długo przed tym, jak się urodziłem.
– Poważnie? – spytał Link.
– Absolutnie. Carlton Eaton powiedział to wczoraj mamie, gdy przyniósł pocztę.
Savannah skinęła głową.
– Moja mama słyszała to samo. Ta dziewczyna wprowadziła się do starego Ravenwooda kilka dni temu. Przyjechała z Wirginii czy z Marylandu... Nie pamiętam.
Nie przestawali o niej mówić, o jej ubraniach, włosach, wujku i o tym, jaki to z niej dziwoląg. Tego właśnie najbardziej nienawidziłem w Gatlin. Komentowano tu wszystko, co powiedziałeś lub zrobiłeś, albo w co się ubrałeś. Gapiłem się na kulki ziemniaczane na tacy, pływające w pomarańczowej cieczy, która wcale nie przypominała sera.
Dwa lata, osiem miesięcy... Odliczałem ten czas z niecierpliwością. Musiałem się stad wyrwać.


* * *



Po lekcjach z sali gimnastycznej korzystały cheerleaderki; miały tam próby. Deszcz wreszcie przestał padać, więc trening koszykówki przenieśliśmy na boisko pełne kałuż po porannym deszczu. Otaczał je betonowy murek, wyszczerbiony i nierówny, którego środkiem biega szczelina szeroka niczym Wielki Kanion. Trzeba było uważać, żeby w nią nie wpaść. Ale najlepsze było to, że z boiska widziało się prawie cały parking i podczas rozgrzewki można było obserwować najważniejsze wydarzenia towarzyskie w Jackson.
Tego dnia miałem szczęście. W siedmiu rzutach wolnych siedem razy wrzuciłem piłkę do kosza, ale Earl szedł ze mną łeb w łeb.
Stuk. Osiem. Wyglądało to tak, jakbym tylko patrzył na kosz, a piłka sama wpadała do Erodka. Czasami zdarzały się takie dni jak ten.
Stuk. Dziewięć. Earl był poirytowany. Mogłem to poznać po sposobie, w jaki uderzał piłką, coraz mocniej i mocniej za każdym razem, gdy trafiłem. On był tym drugim, wokół którego wszystko się kręciło. Mieliśmy niepisana umowę – ja pozwolę mu rządzić, a on nie będzie mi truł, że nie chodzę z nim codziennie po treningu do Stop & Steal, gdzie w nieskończoność mówiło się o tych samych dziewczynach i zamawiało te same przekąski.
Stuk. Dziesięć. Nie mogłem nie trafić. Może to geny, albo coś innego. Nie rozgryzłem tego, ale od śmierci mamy przestałem się nad tym zastanawiać. To był cud, że nie zrezygnowałem z treningów.
Stuk. Jedenaście. Earl chrząknął za mną, coraz mocniej odbijając piłkę. Usiłowałem się nie uśmiechać. Po kolejnym rzucie spojrzałem na parking. Zobaczyłem pasmo ciemnych włosów za kierownica czarnej limuzyny.
Karawan.
Zamarłem.
Po chwili auto zawróciło i przez otwarte okno dostrzegłem dziewczynę patrzącą w moja stronę. A przynajmniej wydawało mi się, że ją zobaczyłem. Piłka uderzyła w obręcz, odbiła się w stronę ogrodzenia. Usłyszałem za sobą znajomy odgłos.
Stuk. Dwanaście. Earl Petty mógł się rozluźnić.
Gdy samochód odjechał, popatrzyłem na boisko. Wszyscy stali, jakby ujrzeli ducha.
– To była...?
Billy Watts, nasz atakujący, skinął potwierdzająco głową, opierając się ręka o ogrodzenie.
– Siostrzenica starego Ravenwooda.
Shawn rzucił w niego piłką.
– Jeździ jego karawanem?
Emory potrząsnął głowa.
– Obłędna laska. Co za marnotrawstwo.
Wrócili do gry, ale zanim Earl wykonał kolejny rzut, znowu zaczęło padać. Pół minuty później złapała nas ulewa, jakiej wcześniej jeszcze nie było. Stałem nieruchomo, a deszcz spływał po mnie. Mokre włosy wchodziły mi do oczu, zasłaniając resztę szkoły i drużynę.
Zły omen to nie karawan. To dziewczyna.
Przez kilka minut dałem się ponieść marzeniom. Może ten rok będzie inny niż wszystkie do tej pory, może coś się zmieni? Będę miał z kim pogadać?
Ale miałem dobry dzień na boisku, a to nie zdarza się zbyt często.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2013-02-08 (879 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej