Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Patronujemy
 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Front burzowy (wyd.II)
 
Katalog - dodano
 Droga szamana. Etap pierwszy: początek
- Wasilij Machanienko
 Amelia i Kuba. Wenecki spisek
- Rafał Kosik
 Zbudzone Furie (wyd.II)
- Richard Morgan
 Freja
- Matthew Laurence
 Kirke
- Madeline Miller
 
- skomentowano
 Sztylet ślubny
- Aleksandra Ruda
 Marzyciel
- Laini Taylor
 Idiota skończony
- Antologia
 Plus/minus
- Olga Gromyko
 Plus/minus
- Olga Gromyko
 

''Troll mózgowy''

Autorka: Beata Smółkowska


Wiedzieliście, że zanim czas ruszył z miejsca i pierwsze jajko wypluło pierwszą kurę (albo pierwsza kura w biegu zgubiła pierwsze jajo), wewnątrz bańki anty-czasowej (mowa o nieznanym nam czasie) lawirował przedziwny świat pełen magii, cudów i dziwów.
Moim zdaniem największym z owych dziwów była najpiękniejsza istota wszech czasów, która zwała się Troll. Tak, tak, mowa o znanych nam paskudnych, garbatych, wrednych, krzywych, śmierdzących, perfidnych, pożerających ludzkie kości (obojętnie czy żywe, czy też martwe), czyhających w najciemniejszych miejscach stworach. Ale wyjaśnienie tej zagadki poznacie później.
Nie było na świecie istoty (czy to rodzaju żeńskiego czy męskiego), która oparłaby się tym cudnym stworzeniom. Na szczęście Natura wkomponowała w ich łańcuch DNA pewne zabezpieczenie, które ratowało serca nieszczęśników, a które działało zawsze. No, powiedzmy w 98% przypadków....
- Jaka ty pikna jezdeś. Sałować, sałować ciem chcem - nad jeziorkiem słychać tym podobne memłanie „ubrane” w przerażające dźwięki sfałszowanej niemiłosiernie muzyki.
To Troll Lowelas, bycząc się w promieniach słońca, oglądał książkę z obrazkami.
- AAaaaaaaaaoooooooooooo - darł się w niebogłosy, przeganiając z tego Raju na ziemi wszelkie żywe stworzenie - Pikna, pikna, pikna i... SAŁA MOJA!
- LITOŚCI! Zamknij już paszczę, BŁAGAM! Dużo zniosę, a nawet bardzo dużo, ale tydzień tego darcia się wniebogłosy, jakby, kto cię gołym tyłkiem po tarce przeciągał, JEST PONAD MOJE SIŁY, IDIOTO! Jesteś najdurniejszym przedstawicielem swojego wybitnie imbecylskiego gatunku!
- Oooooooo jaki pikny lobacek. I on godo! - zdziwił się Troll.
Wspominałam już coś o zabezpieczeniu ochładzającym nawet najgorętsze żądze, do których uroda Trolli może doprowadzić? Oto ono, czyli zidiociallus debillikus, po naszemu - kretynizm do potęgi.
- Jestem nieśmiertelny! Słyszysz huncwocie! Ale jeszcze jeden dzień tych mąk piekielnych, a utopię się w łyżce wody!
- To się tak do?- Zaseplenił urodziwy imbecyl.
- Nie da się, ale też nie da się wytrzymać twoich kocich jęków. Idź sobie stąd; Znikaj, bo w domu matka chlebem dzieli.
- Nie mom kaj leźć.. A moja matula sama sie zjadła, kiedy zagapiła się na ptoka. A tu som woda, słonko, pikne widoki i moje dziołszki - rzekł przewracając kartkę w swojej książeczce z obrazkami.
Robal zmaterializował się przez pięknie wypielęgnowanymi stopami Trolla i zaciągnął się ich głębokim aromatem.
– To nie jest taki głupi pomysł - myślał na głos - Jesteś ucieleśnieniem marzeń i wszystko w Tobie jest doskonałe, w tym twój zapach. Wszystko, oprócz zawartości twojej mózgoczaszki.
- Mózgo co?
- Nie myśl tyle, bo się spocisz. A teraz zamknij oczęta i pomyśl o swoich dziołszkach.
Robal spiął się w swoim dziwnym, poskręcanym ciałku z wieloma wyłupiastymi oczkami, zamigotał tysiącem oślepiających barw i wniknął w głąb głąba!
Był to bowiem jedyny na świecie Robal Mózgowy! Według najstarszych bajań wiejskich, to owy Robal Mózgowy był odpowiedzialny za stworzenie świata, i to o nim mówi przepowiednia dotycząca Armagedonu.
- Ło matulu na bananie, jaki tu syf, kiła i mogiła. Koleś, jak to wysypisko można mózgiem nazywać?
- Goń się larwo i znikaj koncypować swoje miejsce w łańcuchu teorii Darwinowskiej. O kurde... Co ja takiego powiedziałem? Jak to możliwe?
- No widzisz, cudaku, dokonałem niemożliwego i połączyłem ciało doskonałe ze wspaniałym, wygimnastykowanym mózgiem o wielu zwojach. Oboje na tej transakcji zyskamy: ty eurydycję i intelekt, natomiast ja twoje ciałko i możliwość poznania smaku ust kobiety - rozmarzył się Robal.
- A teraz coś mi w moje wyczulone zmysły szepce, żebyśmy natychmiast wyruszyli w stronę zamku.
- Ale w jakim celu?
- Nie zdradzę ci niespodzianki, oprócz tego, że to się nam opłaci.
Lowelasa nie trzeba było długo przekonywać, a zresztą nie było takiej potrzeby, skoro Robal mógł w każdej chwili przejąć kontrolę nad motoryką wspólnej maszynerii, ale przecież najlepiej natychmiast zacząć naukę współdziałania.
No i chwiejnym, niepewnym krokiem ruszyli na północ, gdzie majaczyły strzeliste iglice monarszego zamku.

* * *

Tymczasem na całym zamku słychać wrzaski.
- Jesteś zbyt głupia, żeby to mogło się udać. Nigdy, pamiętaj córko, że nigdy mnie nie obalisz! - to na pewno jest ryk królewski, nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości.
- Nie wiem, ojcze, o co ci chodzi? I nie podoba mi się sposób, w jaki do mnie mówisz. - Królewna może i jest malutka i wygląda niewinnie, ale w kasze nie daje sobie dmuchać. -Nie jestem swoją matka i dobrze by było, żebyś o tym pamiętał.
Królewska córa miała zapewne na myśli fakt, że jej staruszek był potężnym magiem, natomiast nieżyjąca już matka była człowiekiem, bez żadnych nadludzkich mocy. Król był potężnym nekromantom, Zjadaczem Woli, Reanimatorem oraz Kreującym swe Myśli (cokolwiek to znaczy), natomiast młoda Brytfanka (nie pytajcie mnie, kto to szalone imię wymyślił) biegle władała Magią Natury, a także odziedziczyła po ojcu umiejętność sprowadzania na świat dawno wymarłych gatunków oraz konstruowania różnych stworzeń z istniejących prefabrykatów, dostępnych w szerokim wachlarzu dzieł Matki Natury.
Jak już się domyśliliście, Brytfanna nie była uległą ani łatwą ofiarą. Więc król Cosnek Przejrzały musiał się nieźle nagłówkować, żeby usunąć z zamku córkę, która ciągle mu zrzędziła, że musi być dobry dla poddanych, pomagać im i takie tam brednie. Taki sposób sprawowania władzy nie leżał w naturze Cosnka, który był po prostu ZŁY i właśnie wpadł na genialny pomysł wyeliminowania córki z gry o tron.
- Wiesz, że królestwo potrzebuje nowych praw, mądrych rządów i świeżego podejścia, na które po prostu mnie nie stać. Nie mam już na to cierpliwości, a w głowie słyszę szepty kuszące mnie wizją sielskiej emeryturki. Odłóżmy na bok niesnaski i działajmy ramię w ramię dla dobra kraju.
- Co proponujesz wielki ojcze? - Zapytała nieufnie królewna, nieświadoma, że w swej naiwności i łatwowierności daje się właśnie wodzić za nos. Cosnek Przejrzały doskonale znał słabości swojej latorośli.
- Przejmiesz tron i władzę, która dobrowolnie ci oddam wraz z moim błogosławieństwem, jeśli przedstawisz mi godnego mnie następcę, a twojego przyszłego małżonka.
Król umyślił sobie, ze odda Brytfankę za żonę komuś, kto pokaże, gdzie jest miejsce kobiety na tym patriarchalnym świecie. Mało tego, będzie to ktoś, w kim ona zakocha się bezgranicznie. A król i tak będzie całkowicie manipulować zięciem, z którego zrobi swą marionetkę. W końcu każdego, kto nie ma mocy, jest w stanie przekabacić, ponieważ jest jedynym i wielkim Naginaczem Woli. Chociaż w międzyczasie może wpaść mu do głowy jakiś ciekawszy plan.
- Ale ojcze, ja w tej chwili nie mam nikogo. - To do końca nie było prawdą, bo wieczorami królewna pozwalała podciągać swą suknie królewskiemu koniuszemu, ale to tylko tak z nudów.
- To zorganizujmy zawody, takie Igrzyska Śmieci, które wyłonią śmiałka godnego twej ręki.
Decyzja zapadła.
Rozpoczęły się wielkie przygotowania.
- „Uwaga ludeczkowie. Słuchajta mnie uważnie, bo prawić będę ważne sprawy. Król, za zgodą swej pięknej i nadobnej córki Brytfanki zorganizował wielkie Igrzyska Śmieci, które wyłonią męża godnego jej ręki”- darł się wniebogłosy Herold, a tłum słuchał tych dziwów z wypiekami na twarzach.
I ten właśnie moment wybrali nasi dziwni podróżnicy, aby przestąpić mury miasta o nazwie Cyrk na Kółkach.
Nieco później na Placu Bojów Wszelakich Herold obwieszcza podekscytowanej masie, oraz podminowanym niemiłosiernie zawodnikom, na czym mają polegać poszczególne etapy zawodów.
- Słuchajta maso niedorobiona. Pierwszą konkurencją będzie zadanie na wytrzymałość. Tylko ten śmiałek, który wytrzyma 3 godziny na hasiokach, z łbem wciśniętym w najbardziej oślizłe, zmurszałe, spleśniałe i cuchnące śmieci, przejdzie do kolejnego etapu. Konkurencją nr 2 będzie przekonanie zreanimowanego przez króla stwora o swojej niezdatności do spożycia. A jeśli ktokolwiek wyjdzie z tej potyczki w całości, będzie musiał odgadnąć zagadkę królewny Brytfanny. Oczywiście później pójdzie już z górki: ci, którzy odpadną, zostaną wystawieni w klatce z niedźwiedziem, z tyłkami wysmarowanymi miodem. Kto przetrzyma godzinkę z Uszatkiem będzie wolny.
A wygrany szczęśliwiec dostanie rękę królewskiej córy.
Tako oto rzecze Cosnek Król, władca nam szczęśliwie panujący.
Lowelas wraz z Robalem przysłuchiwali się tej tyradzie z największym zainteresowaniem.
- Na to czekałem całe życie - dotknąć i skosztować królewskich ust - zaślinił się w mózgu Trolla Robal.
- Na to czekałem całe życie - dotknąć i skosztować królewny ud - zaślinił się paskudnie Lowelas.
- Te Robal, a ty chcesz króla całować, czy co, bo tak jakoś dwuznacznie twoje amory zabrzmiały - zarechotał piękniś.
- Nie podskakuj, bo sprawię, że smród pierwszej konkurencji na zawsze do ciebie przylgnie. - Ta groźba zabrzmiała na tyle poważnie i przerażająco, ze Lowek postanowił udobruchać glistę.
- Wiesz Robalu, że tak mi głupio zwracać się do ciebie mianem Robal. Taka genialna i niebanalne persona jak Ty powinna nosić godne imię.
I chyba podlizywanie podziałało, bo Robalowi głos zadrżał z emocji, kiedy rzekł: - nikt nigdy nie zaproponował mi czegoś takiego, bo dla tych, którym się objawiłem, byłem albo Zmutowanym Robalem Kosmicznym, Niszczycielem Światów bądź potworem, którego trzeba się pozbyć, no a najczęściej byłem jeno Bóstwem, które czci się tak, jak bóstwo, ale już nie nazywa. A jak byś mnie nazwał?
Troll zajął się wykorzystywaniem swojego nowego i świetnie działającego mózgu, który zaczął pracować na najwyższych obrotach.
- Wybieraj: Spiderman, Glistoman, Robalocop, Microsoft Word, gdzie możemy w skrócie mówić Wordek.
- Wordek, jakie piękne imię. MOJE IMIĘ. Dziękuję przyjacielu. A teraz mykaj nurzać się w hasiach, podczas, gdy ja założę w głąb twojego nosa filtry osłaniające przed toksynami i pogrzebię przy ustawieniach niuchania, bo chyba można zrobić tak, że zamiast smrodów ładniutkie zapachy będziesz czuł.
I podążyli za zawodnikami na najbrudniejszy, najbardziej zapuszczony i obleśny śmietnik świata. Ledwo postawili nogę na smrodonośnym terenie, już 13 zawodników padło nieprzytomnych. Zostało ich jeszcze 36.
Naszej parce czas całkiem przyjemnie mijał podczas tych 3 cuchnących godzin. Opowiadali sobie dowcipy, analizowali teorie Einsteina, wymyślali za da Vinciego wynalazki, które Wordek telepatycznie wysłał w odpowiedni czas i wymiar. Ani się obejrzeli, jak ktoś ich za ramię ciągnął i wyprowadzał do łaźni.
Do następnego etapu przeszło 15.
Ocaleni z cuchnących męczarni zebrali się na starym cmentarzu, pełnym kurhanów, mauzoleów, krypt oraz dekoracyjnie porozrzucanych tu i ówdzie zwłok w różnych stadiach rozkładu. Król nie krył złośliwego uśmieszku, kiedy bez zbędnych ceregieli przywołał swoja moc nekromancką.
No i się zaczęło.
Czarna mgła zasnuła cmentarz, a ostre błyskawice oświetlały tę piekielną scenerię. Członki sunęły po ziemi, nogi chwiejnie człapały, korpusy się toczyły, a głowy odbijały niczym piłki. I wszystko zbiło się w jedną masę, zakotłowało wśród przeraźliwych lamentów i niemiłosiernie walących piorunów.
- Podejdź moje dziecię - huknął z mocą król. A stwór o wielu głowach, torsach oraz członkach posłuchał. Niczym przerażający niemowlak stawiał niepewne kroki, aż po kilku stąpnięciach stanął pewnie przed swym stwórcą.
- A teraz się posil kochany - zarechotał parszywie król, po czym zniknął.
- TEGO NIE BYŁO W UMOWIE - krzyknął ktoś zatrwożonym głosem.
Ratujcie się.
- Ratujcie mnie!
- Gdzie jest krzyż! - darli się inni, uciekając przed sunącym potworem.
- Wordek, co do cholery teraz zrobimy?
- Zaufaj mi i po prosu bądź sobą. - To powiedziawszy wycofał się ze swojego stanowiska dowodzenia, na skutek czego Lowelas dosłownie stał się sobą.
W tym momencie monstrum stanęło przed przepięknym Trollem, niepewny, jak ma się w obliczu takiego piękna zachować.
- Ja piórkuje, ale facjata. Cy to ciem koleś boli? - Zabrzmiało to tak, jakby nasz słodki przygłup faktycznie się martwił o pokrakę.
Stworzenie zrobiło jeszcze głupsza minę, totalnie skonsternowane.
- Chciesz ciukierka? - Cukierek podąża w stronę istoty.- To moje najulubieńsze. Bier i nie rób gupich min! Nie chcesz? A żałuj, bo to najlepszejszy smak na świecie - szekoladowo-waniliowo-fafafkowo-migdałowy.
Potwór huknął straszliwie i wyciągnął rękę
-DAJJJjjjjjjj.
Troll nawet rozpakował słodycz z papierka i poinstruował nowego kolegę, jak jeść, żeby jak najdłużej utrzymywać smak. I tak się doskonale dogadywali, że ramię w ramię podążyli do zamku, gdzie czekała na niego Brytfanka z zagadką.
Zanim przekroczyli bramę zamku Wordek polecił Trollowi, żeby zostawił tu swojego przyjaciela, po czym znowu przejął kontrolę. A na odchodne monstrum dostało całą sakiewkę cukierków, na widok których zagruchał rozkosznie, usiadł na kościstym tyłku i zaczął się obżerać.
Królewna czekała w Sali Tronowej i jak zwykle olśniewała swą urodą. Lecz gdy do sali wszedł Lowelasa cała jej krasa zwiędła, przyćmiona blaskiem jego cud ciałka.
- Gratuluję ci niezwykły śmiałku zwycięskiego wyjścia z obu prób. Przed tobą ostatnia. Otwórz umysł i słuchaj.
Jak brzmi po Czesku to zdanie: „proletariusze wszystkich krajów łączcie się”?
Lowek dla przyzwoitości spiął się w sobie i zaczął robić miny. Minuta goniła za minutą, a on ciągle „myślał". Microsoft Word wreszcie powiedział w jego głowie:
- Teraz przyjacielu czas smakować usteczka. Ojojojojoj, ale będzie słodko. Mów Trollu, bo teraz jest czas na podanie odpowiedzi.
- Odpowiedź brzmi: „Hole dupki, hop do kupki”.
Wszechogarniająca cisza otuliła wszystko swym szczelnym płaszczem.
- Ale skąd, w jaki sposób, jakim cudem?- Szeptała do siebie królewna. Nikt tego nie mógł znać, nikt nie miał prawa wiedzieć, bo ja to wymyśliłam!
- Bo ja kryję w sobie nie jedną niespodziankę, moja piękna.
- Brawo, brawo niezwykły chłopcze - klaskał w dłonie król Cosnek Przejrzały - Jestem niesamowicie zaskoczony twoją odwagą i mądrością. Wspaniałe wnętrze w przepięknym opakowaniu. Skoro dałem słowo, to stanie się ono ciałem - mówiąc to król jakoś strasznie dziwnie się uśmiechnął - Do mnie panowie!
Na te słowa drzwi z hukiem się otwarły, a przez nie wlała się do środka horda nekromanckich tworów, jeden gorszy, brzydszy i potężniejszy od drugiego.
- Kacie czyń swoją powinność, bo ktoś ma obiecaną rękę mojej przemądrzałej córki.
Monstrualne pokraki stanęły za Brytfanką i zdusiły jej ciałko w uścisku swych potężnych łap.
- W ferworze wydarzeń i emocji, zapomniałaś kochana pilnować swoich tyłów. O naiwna istoto. Kacie dawaj mi ten tasak. Sam to zrobię.
I już miał ciachnąć rękę Brytfanki, gdy nagle czas się zatrzymał.
- Podejdź do tego osła Trollu. Już czas, żebym coś zjadł.
Po tych słowach Robal Mózgowy, alias Microsoft Word, przeskoczył z głowy Lowelasa do łba królewskiego. I wszystko by się skończyło tak, jak to w bajce bywa, gdyby nie osłabienie naszego mózgowca. Przecież robienie z tępego Trolla geniusza musiało się odbić na zdrowiu nawet najbardziej mocnego Robala. I ta słabość sprawiła, ze na chwilę mózg Cosnkowy przejął władze nad jestestwem i mocami Microsofta.
A ta maleńka chwila w zupełności wystarczyła do zrujnowania milionów, jeśli nie miliardów istnień.
W mgnieniu oka dostosował najcudniejsze ciałko świata do jego zawartości, co doprowadziło do pojawienia się Trolla takiego, jaki jest nam znamy: szkaradny, tępy, złośliwy, garbaty, zmieniający swą wielkość (to była chyba aluzja do skoków intelektualnych Lowka), wiecznie głodny ludzkiego mięsa i brzydki, brzydki aż do bólu.
Może udałoby się cofnąć te zmiany, gdyby Robal po odzyskaniu kontroli zerknął na swego towarzysza. Ale ten w zapamiętaniu zaczął konsumować królewski mózg!
I to była najgorsza rzecz, jaką Word mógł zrobić, ponieważ zżerając mózg istoty tak upartej, złośliwej, przeżartej złem do szpiku kości i, co najważniejsze, tak potężnej w swych mocach, przejął w głąb swego jestestwa cząstkę tej parodii komunii.
Czas ruszył z miejsca zanim Robal Psychopata zniknął z tego wymiaru.
Co się stało z Brytfanką? Pewnie została uwielbianą przez poddanych królową, która już nigdy się nie zakochała. A że Troll zniknął nim się zorientowała, to była pewna, ze król go załatwił.
I małymi kroczkami doszliśmy do wyjaśnienia wybuchu epidemii/ inwazji z roku 1968 (naszego czasu i wymiaru), a którą to zobrazował G. Romero w swoim dokumencie naukowym pt.: „Noc Żywych trupów”.
Tja... Microsoft nie może narzekać na nudę i brak pomysłów, a robale zżerają go od środka.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2013-02-09 (1104 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej