Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Patronujemy
 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Demony nie drzemią
 
Katalog - dodano
 Wiedźma naczelna (wyd.2)
- Olga Gromyko
 Nigdy nie zapomnieć
- Michel Bussi
 Samolot bez niej
- Michel Bussi
 Nie puszczaj mojej dłoni
- Michel Bussi
 Mama kłamie
- Michel Bussi
 
- skomentowano
 Plus/minus
- Olga Gromyko
 Plus/minus
- Olga Gromyko
 Zapisane w kartach
- Anne Bishop
 Ciężko być najmłodszym
- Ksenia Basztowa, Wiktoria Iwanowa
 Sopel cz.1
- Paweł Kornew
 

''Rei, awanturnik mimo woli'' - cz.I

Autorka: Veronika Acid



1. Rei opuszcza miasto



Rei opuścił miasto. Nie chciał tego, ale musiał to zrobić. Przez wzgląd na swoją córkę.
Dela była zawsze jego największym skarbem. Kochał ją po prostu ponad wszystko. Dela była jedyną córką, którą posiadał, odkąd jego żona Penefa zmarła. Poza tym była ona jeszcze taka młodziutka. Rei zobaczył Penefę po raz pierwszy, kiedy obydwoje byli jeszcze dziećmi. Młoda dziewczyna, w jasno-błękitnej sukience i z białą wstążką we włosach. Od pierwszego spojrzenia na nią poczuł przyśpieszone bicie serca i magnetyczne przyciąganie, kiedy Penefa zbliżała się do niego, co było znakiem nagłego zakochania.
Jednak nie odważył się do niej odezwać. Był tylko synem prostego kowala, a ona córką krawcowej, to jednak nie było w tym miasteczku zwyczaju, aby córka krawcowej chodziła, a potem wychodziła za mąż, za syna kowala. Poza tym, większość młodych w jego wieku traktowała dziewczyny za niewarte zachodu. Młodzi ludzie woleli raczej bawić się w rycerzy walczących ze smokiem, zamiast biegać za dziewczynami. Rei również nie miał szczególnego zainteresowania, aby mieć dziewczynę.
Ale Panefa była wyjątkiem. Później, kiedy on i jego starsi koledzy dorośli, a dziewczyny przekształciły się w młode kobiety, wszystko się zmieniło. Zabawa w rycerzy i smoki stała się mniej atrakcyjną, a młodzi zaczęli rozglądać się za sylwetkami młodych kobiet, dziewczyn z głowami pełnymi loków. Często taki, zamiast zajmować się pracą, oglądał się za nimi. Rei pod tym względem nie różnił się od innych. Zamiast pomagać ojcu w kuźni i przenosić skrzynie pełne jakiegoś surowca. Jego ojciec chciał, aby został kowalem, ale Rei marzył o przygodach. Kiedyś tak się stało.
Kiedy skończył 19 lat, wyjawił swoje uczucia Penefie. Niestety, nie miał w tym doświadczenia. Inne dziewczyny go nie interesowały, a zwrócenie się do Penefy onieśmielało go. Przełożył to więc na pewien czas, aż Penefa będzie sama siedziała przy miejskim źródle i zobaczy jej odbicie w wodzie. Penefa w ciągu jednego roku wyrosła na piękną dziewczynę. Swoje długie czarne włosy wiązała w piękny warkocz. Jak przed laty miała we włosach białą wstążkę. Jej wargi miały kolor truskawki, a jej skóra złoty odcień.
Rei zbliżył się do niej powoli i szybko zapytał, zanim opuściła go odwaga. Penefa zauważyła go i........Potem wszystko potoczyło się szybko.
Pokochali się i zostali parą. Krótko po tym pobrali się.
Kilka lat później na świat przyszła Dela, a krótko potem Penefa zmarła. Rei zawsze zadawał sobie pytanie, czy urodzenie Deli było powodem jej przedwczesnej śmierci. Tak więc sama śmierć zdecydowała o tym, że stare życie musiało być zastąpione przez nowe życie. Pytał więc siebie, czy nie byłoby lepiej, gdyby Dela nie urodziła się w ogóle. Z czasem jednak przekonał, że nigdy by Deli , w żadnych okolicznościach, nie opuścił.
Rei zdecydował się na tą niebezpieczną podróż, bo Dela zapadła na rzadką, groźną chorobę. Ludzie nazywali ją świetlistą czerwoną śmiercią. Gdy człowiek zapadł na tę chorobę, nie mógł być wyleczony przez większość ludzi. Tylko niektórzy wiedzieli jak tą chorobę wyleczyć. Nie byli oni zwykłymi ludźmi, i tylko niewielu ludzi ośmielało się kontaktować z nimi.
Jedną z takich postaci była wiedźma-zielarka z najbliższego lasu. To był przyjazny las i nie budził większego strachu. W przeciwieństwie, inne lasy budziły w śmiertelny strach i rosły tam drzewa z ogromnymi liśćmi. Wiedźmy miały środek prawie na każdą chorobę, niektóre pomagały nawet na ciężkie schorzenia.
Nie zawsze jednak one były skuteczne. Trzeba było wiedźmy szanować. Gdy wiedźmy nie szanowano, odmawiały pomocy. Gdy ktoś próbował oszukać wiedźmę, wtedy rzucała na niego urok, lub zaginała palec na nieszczęście. A nawet, w skrajnym przypadku, rzucała przekleństwo, które mogło nawet grozić nagłą śmiercią, lub spowodować chorobę całej jego rodziny.
Tak więc, tylko bogaci i posiadający władzę mogli korzystać z ich pomocy, bo mieli wystarczającą ilość pieniędzy i władzę, która osłaniała wiedźmy-zielarki. Niestety, wiedźmy-zielarki były coraz chciwsze i niewielu mogło sobie pozwolić, aby płacić za ich usługi. Czasami trzeba było tygodni, miesięcy, a nawet lat, aby je spłacić. Tym nie mniej, z ich pomocy korzystało coraz więcej ludzi, mimo wysokiej ceny.
Tak było również w przypadku Reia, który nie mógł się zgodzić na to, aby jego córka zmarła na świetlistą czerwoną śmierć. Nie miał wystarczających środków, ani też pieniędzy, aby opłacić wiedźmę.
Miał jednak pewien plan, którego nie posiadał nikt przed nim. Ufając swojemu planowi, Rei przewędrował całe państwo, a nawet o wiele dalej, aby znaleźć środek uzdrawiający. Środek, którego nikt inny nie znalazł. Poprosił swoją siostrę, Kayte, aby opiekowała się jego córką w czasie jego nieobecności.
Kayte była trzy lata starszą od niego, ale wyglądała młodziej od niego. Być może dlatego, że jej mąż Tophas żył jeszcze. Po śmierci Penefy, Rei postarzał się znacznie i bardzo zmizerniał, co jeszcze bardziej go postarzało. Jego ciemnobrązowe włosy, błękitne oczy, broda i mięśnie, całe jego ciało, wszystko wyglądało starzej niż w rzeczywistości było.
Kayte miała czerwone włosy, jak jej ojciec, i niebieskie oczy jak jej brat. Była bardzo szczupła, miała jednak silne ramiona, co było spowodowane prawdopodobnie pracą, którą wykonywała. Zbierała kwiaty, a kwiaty, które tu rosły były piękne, ale wyjątkowo ciężkie do zbierania. Miały długie korzenie i silne łodygi i wymagały od zbierającego silnych ramion. Już jako dziecko była Kayte silną i zwyciężała Reia w mocowaniu się na ręce, co nie zmieniło się w przyszłości. Kayte zajęła się córką Reia, aż do jego powrotu. Rei był pewien, że wykona ona swoje zadanie znakomicie. Przed wyjazdem pogłaskał Delę jeszcze raz po jej czarnych włosach. Dela miała już sześć lat.
Najlepszym przyjacielem Reia był Ju, który chętnie by mu towarzyszył , ale Rei podziękował mu. Wiedział, że Ju ma rodzinę i troje dzieci, i karmiącą żonę do tego. Nie mógł więc udać się w daleką podróż i ryzykować życiem swojej rodziny. Inni mieszkańcy miasta również nie byli zadowoleni z jego decyzji. Rodzice Reia, jego sąsiedzi, jego klienci chcieli aby pozostał. Pracując jako kowal, zyskał sobie duże uznanie i sławę. Jednakże nie aż tak wielką, aby opłacić usługi wiedźmy-zielarki. Wielu chciało, tak jak np. Ju, towarzyszyć mu. Jednakże oni też mieli swoje rodziny, o które musieli się troszczyć.
Tę podróż musiał Rei podjąć sam. W końcu przekroczył bramę swego rodzinnego miasta Istiliant i rozpoczął podróż w nieznane. Został więc awanturnikiem mimo woli.


2. Cena dla awanturnika



Przez cały czas, gdy wędrował na północ, myślał o wiedźmie. Jak on ją zapyta, o jaki środek uzdrawiający dla swojej córki ją poprosi, jaką odpowiedź od niej dostanie. "Odsunę rozmowę na temat zapłaty jakiej zażąda za uzdrowienie". Świetlista czerwona śmierć (także nazywana diabelską zarazą, diabelskim oddechem), będzie kierunkiem, tak aby wiedźma myślała, że to jego dotyczy).
"Ale nawet dla ciebie ta cena jest za wysoka", pomyślał Rei. "Jak, na litość boską, mam tą kwotę zdobyć?"
" Wszystko mi jedno, co zrobisz, aby zebrać tą ilość złota. Musisz się śpieszyć, bo twojej córce niewiele życia już pozostało ".
Ta myśl zmroziła go. Czy Dela będzie jeszcze żyła, zanim zbierze wystarczającą ilość złota.
"Jak, jak długo jeszcze wytrzyma?", pytał siebie z drżeniem.
Wiedźma wycierała swój długi, garbaty i plamisty nos. Potem, wyciągnęła śmierdzącą, zielonożółtą, plamistą rękę i pokazała Reiowi trzy palce. "Trzy miesiące?"
"Co? W ciągu trzech miesięcy nie dam rady zarobić nawet połowy tego złota. Musisz obniżyć cenę o połowę, abym mógł ci zapłacić."
Na to wiedźma się odwróciła i odeszła. Zanim odeszła, powiedziała jeszcze: "Czekam trzy miesiące na złoto, potem uzdrowię twoją małą, słodką córeczkę. Inaczej wkrótce umrze." Na tym Rei przerwał swoje rozmyślania. Nie chciał już więcej myśleć o słowach starej wiedźmy.
Jak łowiecki pies potrząsnął głową. Najchętniej obił by sam siebie.. Pomyślał o Deli, kiedy była jeszcze zdrową, jak wtedy śmiała się i tańczyła, wspaniale bawiła się i była szczęśliwa. Potem zaniemogła i leżała w łóżeczku. " Stop!, powiedział do siebie Rei, " przestań tak myśleć!"
Postanowił skoncentrować się na pieniądzach. Odkrył sposób, jak zdobyć pieniądze. Można było przy tym zarobić, trzy razy więcej złota niż chciała wiedźma. To było tak dużo złota, że nawet bogaty kupiec go nie ma. Myślenie o złocie ucieszyło go. Mógłby opłacić wiedźmę, Dela byłaby zdrowa, on kupiłby piękny dom, Kayte dostałaby także trochę złota, i wszystko byłoby piękne i cudowne. Jedynym problemem jest znalezienie drogi do tego złota. Widać do tej pory nikt jej nie znalazł. Rei przypomniał sobie kartkę papieru, którą znalazł kiedyś w swoim domu, kiedy był jeszcze młodym chłopakiem. To była zwykła, zapisana karta papieru, której każde słowo pragnął dokładnie zrealizować: "Zdobyć Wielką Złotą Wygraną".

Każdy, kto królowej Isionie, władczyni, przyniesie aunę, zostanie chojnie wynagrodzony. Królowa jest gotowa każdemu śmiałkowi dać dużą sumę w złocie, a także tytuł szlachecki. Jedynym warunkiem jest, aby auna była żywa, w pełni zdrowia i siły. Jeśli warunki zostaną dotrzymane, i auna zostanie królowej dostarczona, śmiałek dostanie kwotę 900.000 złotych monet i wyniesiony do stanu szlacheckiego.

Jedynym powodem, dla którego dotychczas nikt nie zdobył tego złota ani tytułu szlacheckiego, była auna. Rei niewiele słyszał o tej rzadkiej istocie. Tylko to, że była silna i nikt nie mógł jej złapać. Dlatego też, Rei musiał dotrzeć do miasta Dennor leżącego na północy, gdzie mieszkał ktoś, kto wiedział więcej o legendarnej aunie.
Rei często opowiadał Deli historie i legendy. Także legendę o aunie, na której temat mówił więcej dobrego niż złego. Przypomniał sobie o tym, jak bardzo ta historia podobała się Deli. "Nazywała się auna i mieszkała w pewnej dolinie, razem z mówiącymi zwierzętami, które tam żyły, w szczęściu i harmonii ze sobą. Auna mogła przybierać każdy kształt, wiesz Delu? I mogła także czarować."
"Czarować?" , pytała zawsze Dela. "Tak, czarować. Była potężna istotą i tylko niewielu ją do tej pory widziało. Dlatego nikt nie mógł powiedzieć, czy historie są prawdziwe, czy też nie."
Ja myślę, że są prawdziwe", odpowiadała Dela i zasypiała. Rei uśmiechał się na wspomnienie fantazji Deli. Ona była już wpływem magicznej wiedzy i legendy fascynowały ją. Nie miała również wątpliwości, że mówiące zwierzęta istnieją, a także, że istnieją ziejące ogniem smoki.
Rei przeciwnie nigdy nie był wielkim marzycielem. Był zawsze realistą. Jednakże wierzył, że magia należy do rzeczywistości. Tak więc np. legendarna auna, czy też chciwe wiedźmy-zielarki były dla niego prawdą. Był też pewien, że smoki i mówiące zwierzęta nie istnieją w rzeczywistości, i że to nie magia, lecz fantazja.
Istnieli więc, w świecie legend, fantazji, magii, czarownicy i czarownice.
W świecie tym, istnieje tylko magiczne istoty, i tylko to, co nie przeczy ogólnie fantazji, w wyobraźni ludzkiej istnieje naprawdę. Rei nie wątpił w istnienie istot w rodzaju auny, w wielką siłę i magiczną potęgę auny.
Wyjął z torby chleb i ukroił sobie kromkę. Następnie żuł ją ze smakiem, i kontynuował rozmyślania.
Po jakimś czasie, przerwał rozmyślania i podziwiał złocisto-żółte pola po obydwu stronach lasu w oddali.
Gdy go to znudziło , powrócił myślami do znalezionego kiedyś ogłoszenia i możliwości swojego uszlachcenia: "i zostanie prawdopodobnie podniesiony do rangi szlachcica.", było tam napisane. Na tę myśl, Rei uśmiechnął się. Wiedział, dlaczego było tam napisane "prawdopodobnie". Wiedział coś więcej na ten temat.
Królowa Isiona nie nie chciała mieć do czynienia ze zwykłym żebrakiem, chłopem, tylko ze szlachcicem. To by było zbyt upokarzające dla królowej. Z drugiej strony, królowa szukała dla siebie męża. Ogólnie było wiadomo, że królowa szukała go pośród śmiałków, awanturników szukających przygód, i bohaterów. Było publicznie wiadomo, że śmiałek, awanturnik, podniesiony zostanie do stanu szlacheckiego i wypróbowany będzie jako małżonek. Dla niektórych może to zabrzmieć głupio. Dla Reia tak wyglądało. Znał on dosyć dobrze szlachetne damy, aby wiedzieć co mają w swoich głowach. On sam miał raz doświadczenie z jedną taką, młodą szlachcianką. Wiele kobiet kręciło się w swoim czasie koło Reia i to się nadal nie zmieniło.
Być może, królowa Isiona, będzie chciała i jego uszlachcić i poddać próbie małżeńskiej. Może także wypróbować innych szlachciców. Obiecywać mu miłość i władzę. Nic jednak z tego nie wyjdzie, bo Rei zakochany był nadal w Penefie i jego uszlachcenie nic by tu nie dało. Była by z tego powodu wściekła. Jak wściekła była by jej reakcja trudno przewidzieć, gdyby dostała od niego kosza? Rei przerwał swoje rozmyślania. Musiał najpierw rozwiązać najtrudniejsze zadanie. Mianowicie, znaleźć najpierw aunę i złapać ją.
Dopiero potem będzie mógł pomyśleć o swojej przyszłości z królową.


3.Karczma “Pod Piwożłopem na śmierć"



Rei nigdy nie pomyślał, że może być tak daleko od miasta. Nigdy jeszcze nie był na wędrówce i całe dotychczasowe życie spędził w swoim rodzinnym mieście Istiliant.
Znał kilku ludzi z zagranicy i z odległych miast jak Dennor, Lauten, Horen i Titake na wschodzie. Mógł więc orientować się wg. tych miast, poszukując określonych stron nieba. W tym przypadku chciał udać się na północ. Co było jasne, bo chciał się udać do Dennor. Tymczasem nie miał jeszcze połowy drogi za sobą, dopiero zaledwie ćwierć drogi była za nim i że czeka go jeszcze długa droga. Gdyby miał konia (?), ale koń był zbyt drogi dla Reia. Kiedy zaczęło się ściemniać, Rei ujrzał się na jakiejś polanie, wokół była noc.
Niedaleko były pola, a za nimi las. Mówiono, że grasują tu wilki. Spanie na zewnątrz nie wchodziło w rachubę. Rei nie nie chciał spotkać się z wilkiem, a co dopiero z watahą wilków. Na swoje szczęście ujrzał oddaloną zaledwie dwieście metrów od siebie, światło, być może jakąś karczmę. Rei pośpieszył w tym kierunku mając uczucie, że wilki są tuż tuż za nim, i słyszy ich oddechy. Przyszedłszy do gospody, odsapnął z ulgą zanim wszedł do środka. Gospoda była małym budynkiem, wykonana z czarnego drzewa, i ledwo ją było widać. Okna były pokryte grubą warstwą kurzu. Z zewnątrz nie można było zobaczyć, co go czeka w środku. Za ciemnymi i podrapanymi drzwiami wejściowymi, także z z czarnego drzewa, znajdował się owalny szyld Karczma “Pod Piwożłopem na Śmierć“. "Niezbyt dobra nazwa dla takiego interesu", zamamrotał Rei pod nosem. Wewnątrz były tylko trzy stoły z czarnego, jak karaluch drewna, z twardymi czarnymi, pod kolor, krzesłami.
Kontuar, ze stojącą na nim dużą beczką piwa, mieszczącą co najmniej ze 20 litrów, wypełniały prawie połowę pomieszczenia. Za kontuarem stał gospodarz, który z zadowoleniem mył i wycierał kufle i obserwował swoich klientów.
Na ścianie naprzeciwko wisiały poroża różnych jeleni. Rei rozpoznał poroże jelenia złocistego. Jeleń ten wyróżniał się tym, że miał złote poroże i złote kopyta, i często też złocistą sierść. Ale był rzadkością. Myśliwi polowali na jelenia złocistego tylko dla przyjemności, bo jego mięso było niesmaczne. Jedną z korzyści posiadanie poroża złocistego jelenia była przyjemność polowania i chęć pochwalenia się przed innymi . Posiadanie w domu poroża tego jelenia świadczyło o tym, że posiadacz jest dobrym strzelcem, lub bogatym człowiekiem. Rei nigdy nie opowiadał Deli o polowaniu na tego jelenia. Wiedział, jak bardzo jego córka nie lubiła polowań i haniebnego zabijania dla przyjemności.
Ten wstręt odziedziczyła Dela po swym ojcu, który nienawidził polowania dla przyjemności, jak nic innego.
To jest po prostu bezmyślny mord cudownych istot leśnych. Kiedyś jakiś myśliwy z Istilant zastrzelił złotego jelenia,
Rei przypomniał sobie zakrwawione zwłoki zwierzęcia i jego zakrwawioną sierść, pozbawione życia oczy. To było wtedy kiedy miał prawie sześć lat. Dokładnie tyle, ile ma teraz Dela. Na widok martwych ciał wpadał zawsze w płacz i nie mógł przestać, tak że jego przyjaciel Ju musi go uspakajać.
Myśliwy przeciwnie. Chwalił się swoją zdobyczą i opowiadał, jaki to klejnot upolował: " To dlatego tak trudno tego jelenia upolować, bo nie nie trzyma się leśnych ścieżek. Tylko dlatego, że umiem czytać ślady, mogłem go zobaczyć i upolować. Złociste poroże błyszczało w promieniach słońca, a jego kopyta kryły się w trawie. Stałem cicho niedaleko i powoli napiąłem łuk. Miałem tylko jedną strzałę dlatego nie mogłem chybić i jej stracić. Musicie jednak wiedzieć, że aby upolować złotego jelenia, strzała musi mieć grot ze złota i srebra i trochę żelaza, aby przebić skórę złocistego jelenia. To trofeum świadczy o udanym polowaniu", pysznił się myśliwy.
Rei nigdy nie lubił tego myśliwego. Na szczęście poznał nowego myśliwego. Ten miał syna i obydwaj byli dobrymi myśliwymi, którzy nie strzelali do zwierząt dla zabawy.
Rei podszedł do kontuaru.
”Tak?", zapytał gospodarz.
"Chciałem zamówić pokój. Czy to możliwe", powiedział Rei.
"Oczywiście, że możliwe", oświadczył gospodarz. "Tu jest klucz do pańskiego pokoju. Czy chce pan iść natychmiast na górę?, zawołam więc obsługę, która tam pana zaprowadzi."
"Nie, pozostanę tu na dole jeszcze trochę", odpowiedział Rei, który nie był tyle zmęczony, tylko spragniony. Zamówił jedno piwo i wypił. Nieco później podeszło do bufetu paru innych ludzi, którzy natychmiast usiedli za stołami.
"Powiedz, co cię tu przyniosło?", zapytał go jeden z przybyłych. Miał brudny płaszcz, zaniedbane brązowe włosy, a jego wąsy wymagały więcej dbałości, jednakże zrobił on na nim dobre wrażenie. Jego głos był miły a jego oczy przyjaźnie patrzyły. Być może dlatego, że był lekko podpity. Nazywam się Rop, a ty?"
"Rei"
"A ty, co tutaj robisz?" Rop podniósł rękę , a gospodarz dolał mu piwa i przyniósł Reiowi jeszcze jedno.
" Potrzebuję łóżka na tę noc. Dziękuję za piwo." Rei wychylił kufel do dna, To było dobre piwo. Mimo, że gospoda wyglądała żałośnie, atmosfera w niej była miła.
" Wszyscy mają mnie tutaj za kompletnego nieudacznika. Nikt mnie tutaj nie lubi." Po, czym po policzkach Ropa spłynęło kilka łez. Krótko po tym, wszystko mu przeszło i powiedział: "Przepraszam. Muszę ci się wydać za głupka, Rei, albo uważać mnie za wariata, To wszystko wina piwa. To ono mnie dołuje i muszę sobie popłakać." Rop wytarł ręką policzki.
Rei nie wiedział, jak powinien zareagować. Zdecydował poklepać Ropa po ramieniu. " Nic to. Nie jesteś głupkiem." Rop roześmiał się. " Wiesz co. Jestem takim nieudacznikiem, bo po prostu nic mi się nie udaje. W mojej wiosce, nie wiem, czy ją znasz. Nazywa się Glubbach, nikt mnie tam nie lubi, bo wszystko co robię nie wychodzi mi. Dlatego czasami jestem sfrustrowany", powiedział.
Rei był zaskoczony nagłym otwarciem się Ropa. To nie było spowodowane piwem, no Rop nie wypił tak dużo. Najwidoczniej zaufał Reiowi. Wynikało to ze słów, które powiedział nieco później.
"Wierzę ci, Rei. Innym nie mówię o tym tak szybko, natychmiast. Ty Rei, masz w sobie coś wyjątkowego."
Po pewnym czasie poszedł spać. Długo rozmawiał z Ropem i w końcu zaproponował Ropowi coś niesamowitego, propozycję dalszej wspólnej podróży. Rei nigdy nie myślał, że kiedykolwiek powie o tym komuś. Opowiedział Ropowi o jej celu i podobnie jak Rop jemu zaufał, tak on zaufał jemu. Możliwe, że Rop będzie mu pomocny, nawet niezbędny. To się powinno wkrótce okazać.
Od Ropa dowiedział się, dlaczego gospoda nosi taką dziwną nazwę.
Bądź co bądź, Rop spędził w niej już parę lat, słyszał więc masę historii na własne uszy.
"Zadawałeś sobie na pewno pytanie, dlaczego ta karczma tak się nazywa", powiedział Rop. Ta nazwa gospody ma dramatyczną historię w tle.
Przed wielu laty, poprzedni właściciel gospody, zaraz po jej wybudowaniu, nie nadał jej żadnej nazwy. Właściciel za bardzo z tym zwlekał tak długo, że nawet po miesiącu gospoda nie miała nazwy, chociaż miała wielu klientów.
Pewnego dnia, do gospody zawitało pięciu wędrowców i zmówiło jeden pokój.
Zanim poszli spać, jeden z nich postawił zakład. Założył się z innymi o pełną złota sakiewkę, że kto wypije więcej piwa dostanie to złoto.
Piwo w tym czasie było jeszcze mocniejsze i mogło niejednego nawet po paru kuflach może zwalić z nóg. Tych pięciu wędrowców należało jednak do niezłych pijaków, tak więc moc nie miała tu większego dla nich znaczenia. Żłopali więc piwo, aby wygrać zakład. Żaden z nich nie chciał zrezygnować, pili piwo, kufel za kuflem, aby nie ustępować drugiemu. Nagle czterech wędrowców padło na podłogę i zmarło natychmiast. Możesz to sobie wyobrazić, umrzeć nagle z powodu przepicia. Ja nie mogę. Właściciel był zszokowany tym wypadkiem i sprzedał karczmę i od tej pory nazywa się karczma "Pod Piwożłopem na Śmierć".
Tak więc, mówię ci, że można się zapić piwem na śmierć, i umrzeć z błahego powodu. Następnie okazało się, że ten piąty przeżył i wygrał. Ale właściciel nie chciał już o tym domu więcej słyszeć.
"Czy miał rację ? Ja na jego miejscu też bym nie wrócił."
Poczym, Rap wypił jeszcze, tym razem pół piwa, i radośnie powiedział: "Przez to nie zapiję się na pewno na śmierć."
Podczas układania się do snu, rozmyślał jeszcze o słowach Ropa i o tym, że on mu zaufał i, że za parę dni będzie mu towarzyszył w podróży.


4.Rei i kobiety



Następnego dnia po przebudzeniu, Rei nie pamiętał gdzie się znajduje.
Po raz pierwszy obudził si, gdy usłyszał pianie koguta i przypomniał sobie dzień wczorajszy.
Będzie miał teraz towarzysza podróży, chociaż nie bardzo pamiętał, dlaczego zabiera Ropa ze sobą.
Po wstaniu zanurzył głowę w zimnej wodzie. Następnie ubrał się i zszedł na dół.
Rop siedział już przy stole i jadł śniadanie: chleb z szynką i do tego trochę mleka. Śniadanie dla Reia również stało na stole. "Zamówiłem je dla ciebie", powiedział i jadł dalej.
Po śniadaniu zamówili prowiant na drogę i inne rzeczy. Potem wyszli.
Wędrowali całe dwa dni nie widząc żadnej ludzkiej duszy. Tylko kicające zające i przelatujące ptaki.
Te dwa dni były dla Reia wyzwaniem. Nigdy poprzednio nie rozpalał ognia, aby odpędzić dzikie zwierzęta i ogrzać się. Nie musiał już szukać miejsca do spania. Nigdy jeszcze nie wędrował tak daleko.
Rop przeciwnie. Rei uczył się szybko i radził sobie z ogniem całkiem nieźle. Nigdy przedtem nie robił wokół ogniska koła z kamieni, i nigdy też nie używał suchych gałązek do rozpalania ogniska.
W domu w kuźniczym ognisku palił węglem, a nie kawałkami drewna, badylami, czy gałązkami.
W tą noc, Rop wyszukał miejsce pomiędzy jodłą i skałami. Skały były wystarczająco wysokie ,tak że żadne dzikie zwierzę nie mogło się przez nie przedostać, a wokół jodły rosły kolące krzewy, które stanowiły dodatkową osłonę. Rei zapalił ogień i zjadł ostatni kawałek chleba. Rop zapewnił go, że on nie potrzebuje żadnego prowiantu, bo wkrótce będą w wiosce. W tej wiosce Rop już raz był, ale krótko, po tym jak spłonęła w niej stajnia. O jej spłonięcie oskarżano Ropa, jak sam przyznał.
"Nie boisz się, że cię rozpoznają". zapytał go Rei.
"Nie. Dlaczego mieszkańcy mieliby podejrzewać jakiegoś wędrowca.
Poza tym, to nie była tylko moja wina. Wiatr przeniósł i rozniecił ogień na słomianym dachu."
Poczym zasnął. Rei nie był przekonany tymi słowami. "Zobaczymy", zamruczał i również zasnął, kamiennym snem.
Na szczęście, żaden karaluch nie chodził mu po nodze, jak ostatnio.
Szczególnie komary dokuczały Reiowi. One siadały w jakimś miejscu na nim, nie wiadomo gdzie, i bezgłośnie, wysysały z niego krew i następnego dnia miejsce ich ukąszenia piekielnie go swędziało.
Na szczęście żyły tu tylko zwykłe komary, a nie te bagienne. Jak człowiek miał szczęście to pokąsały go tylko w jednym miejscu, jak miał pecha i odpowiednio nie okrył się, to w wielu i wyglądał jak krasnolud z bajki, cały pokryty swędzącymi bąblami. Ale krasnoludów tu nie było.
Również trzeciego dnia podróży od rana nie spotykali ludzi, chociaż Rop i Rei wcześnie rozpoczęli podróż.
Wkrótce jednak las się przerzedził się i pokazały się pola. Złote pola pszenicy rozciągały się na przestrzeni pół kilometra, do krawędzi następnego lasu. Wkrótce też ukazała się wioska. Małe i większe chaty stały na piaszczystej, czasami żyznej ziemi.
" Już dawno od tej pory, jak tu byłem. Ale tak, mówiłem już o tym. Ta wioska słodko się nazywa: Kuscheligen (Przytulanka). Nie pytaj dlaczego? Ja po prostu tego nie wiem", powiedział Rop i wciągnął z powietrzem zapach pieczonego mięsa."
Jakaś kobieta wyszła na próg, jakiś pies schował się w swojej budzie, ale zobaczył kota i pogonił za nim. Kot przebiegł tuż obok stóp Ropa. Rop potknął się i upadł na jakiś stóg słomy, z której wyskoczył kogut wprost na jego głowę.
Jakaś dziewczyna służebna zachichotała na ten widok, zasłaniając usta ręką. Gdy Rop jeszcze leżał w stogu, zauważył, że Rei spojrzał na nią. Ten wypadek unieruchomił go na chwilę, a może leżenie w słomie było przyjemne? Rop westchnął. Dziewczyna na spojrzenie Reia zaczerwieniła się.
Szybko sprzątnęła resztę jaj i zmiotła resztki skorup ze schodów. Rei podszedł do Ropa, który kątem oka to wszystko oglądał.
"Masz nową wielbicielkę", zauważył Rop z uśmieszkiem, " Ze swoją muskulaturą, swoją brodą i wyglądem musisz się wielu dziewczynom podobać. Wygląda na to, że dołączyły dwie dalsze.
Rop zauważył jak dwie młode blondynki rzucały odważne spojrzenia na Ropa i Reia.
Podszedł do nich mężczyzna z dużymi uszami i krótkimi blond włosami.
"Dzień dobry. Jestem Onik, burmistrz tej wioski. A wy, kim jesteście?
Jestem Rei, a to jest mój przyjaciel, Ro...", Roman", wpadł mu w słowo Rop, " Nie było mnie jeszcze tutaj, ale wiele o niej słyszałem od mojego przyjaciela."
Onik zmarszczył brwi. "Mówicie, że nigdy tu nie byliście? Wydaje mi się, że skądś was znam. Jesteście pewni, że tu nigdy nie byliście?", zapytał. "Nie. Chyba nie. Zgadza się Rei?", zapytał Rop wyprzedzająco. Rei natychmiast zrozumiał, o co chodzi. Tak, tak jego tu nigdy nie było".
Onik uwierzył słowom Reia i uśmiechnął się.
" Tak więc, pozdrawiam was serdecznie w naszej wsi", powiedział.
Całej tej scenie przyglądało się kilku mieszkańców wsi, którzy zebrali się wokół. Przybysze wzbudzali ogóle zainteresowanie w mieszkańcach. Rei cieszył się, że mieszkańcy wioski tak serdecznie ich przyjęli, a szczególnie cieszyło go miejscowe piwo, które się z przyjemnością sączyło się zgryzając je chlebem z serem.
W miejscowym barze raczyli się piwem zwanym "Misiem-Przytulanką" (Kuschelingiener Baer), Rop i Rei zostali natychmiast otoczeni przez tłumek ciekawskich, którzy stawiali obydwóm kufel piwa z serowym chlebem.
"Musicie wiedzieć, że rzadko mamy tu wizyty obcych. Dobrze jest czegoś się dowiedzieć, co się na zewnątrz dzieje. I chociaż przyjemnie jest tutaj w Kuschelingen, jednak trochę nudnawo.", powiedział wyrostek o imieniu Edlegen Eidonov, wszystkim znany jako "starszy chłopiec Edlegen".
Rei i Rop nie mieli jednak zbyt dużo do opowiadania., jednak w uszach słuchaczy nawet najbardziej nieciekawa i nudna podróż była pełna napięcia i awanturnicza, a u młodych kobiet wywoływała westchnienia i podziw nad ich awanturniczą żyłką.
Gdy jednak Rei opowiedział o celu swojej podróży, że do Dennor wędruje w celu spotkania się starym przyjacielem, w celu wymiany informacji na temat legendarnej auny, żonaci mężczyźni i młode kobietki zaczęli go słuchać ze zdziwieniem, z rozwartymi szeroko oczami i ustami.
Byli przekonani, że Rei będzie im mówił jak awanturnik, łowca przygód, chcący zaimponować kobietom, a żonaci mężczyźni myśleli, że posłuchają jakichś pikantnych historyjek z przygodnych znajomości, aby oddalić od siebie nudę. Ale nie usłyszeli nic takiego o celu jego podróży od Reia, tylko to, że robi to zmyślą o śmiertelnie chorej, umierającej córeczce. Po pewnym czasie wielu z nich zniknęło z baru. Tylko kilku wyrostków i starszych od Reia kobiet pozostało. Młodzi chcieli więcej dowiedzieć się o samych podróżnikach, Reiu i Ropie. Młode kobietki było co innego w głowie, ale Rei szybko je rozszyfrował.
To była pewna słabość kobiet: awanturnicy, muskularni i dobrze wyglądający mężczyźni zdobywali serca kobiet. Rei nie należał jednak do takich awanturników. Był muskularny, bo wynikało to z jego zajęcia jako kowala. Był przystojny, dobrze wyglądający, i zdobywał serca kobiet, ale kobiety w większości go nie interesowały. Dla niego liczyły się tylko Penefa, jego córeczka Dela i siostra Kayte. To były jedyne kobiety, które były dla niego ważne. Ale inne kobiety tego nie rozumiały.
Rei oprzytomniał, podczas gdy Rop zapadł w drzemkę i zachrapał.
Jedna z kobiet podeszła do Reia. Miała długie blond włosy i niebieskie oczy. Była mniej więcej w wieku Reia.
Na pewno chciałbyś, i twój przyjaciel, przespać się. Jestem córką gospodarza i mogę wam to załatwić.
Na te słowa Rei powstał i skinął głową: "Jeśli chodzi o nasz nocleg, to nie mam nic do dodania."
"Zaprowadzę was od razu na górę", powiedziała . Nazywam się Udora, a ty nazywasz się Rei, nieprawdaż?
Rei pochylił głowę i poszedł za nią na górę. Drzemiący Rop został na dole. Idąc na górę do sypialni, Udora zapytała Reia: "Kiedy przybędzie twoja żona ?". Na pewno jest bardzo piękna."
"Tak jest rzeczywiście, w każdym razie była, bo od długiego czasu nie żyje",odpowiedział Rei i smutek pojawił się na jego twarzy.
"O, tak mi przykro. I od tego czasu nie poznałeś innej kobiety".
"Nie?", zdziwiła się.
Otrzymawszy tę odpowiedź, Udora szła coraz wolniej, z kroku na krok, kołysząc biodrami, na lewo i prawo.
I powiedziała delikatnie i cicho: "Istnieją inne możliwości. Można znaleźć kogoś innego. Mam rację?"
Rei wzruszył ramionami. Inne możliwości nie interesowały go. Chciał po prostu uspokoić się i odrobić zaległości w spaniu, bo przez ostatnie dwa dni spędzone w lesie źle spał, nie tylko z powodu karaluchów.
Każdy przypadkowy nawet dźwięk wytrącał go ze snu, a tych dźwięków było w lesie co niemiara.
Udora poprowadziła go jeszcze wyżej na górę i pokazała mu swój pokój.
"Śpij spokojnie i w razie czego poinformuj mnie, jeśli byś czegoś potrzebował", powiedziała Udora i zamknęła powoli za sobą drzwi.
Na szczęście, łóżko było tak miękkie, i tak wygodne, że Rei zasnął natychmiast. Rop spał nadal na dole, położywszy głowę na stole i głośno chrapał. To przebudziło gospodarza, i zawołał z pokoju na zapleczu, kto tak do cholery chrapie.


5. Udora flirtuje, Rop obserwuje



Rei i Rop obudzili się prawie jednocześnie. Rei budząc się zawsze dotychczas zastanawiał się, dlaczego nie znajduje się w domu, ale dzisiejszego ranka było inaczej. Prawie po czterech dniach, jego ciało zaczęło w końcu przystosowywać się do nowych warunków.
Myślał nawet, że to będzie trwało dłużej, bo całe dotychczasowe życie spędził w mieście. Niespodziewanie nastąpiło to szybciej, niż myślał.
Usiadł i poruszył palcami tam i z powrotem.
"Co ze mnie za awanturnik, gdy przy każdym bólu współczuję sobie. Prawdziwy ze mnie mazgaj. Jeśli nadal będę tak robił, nigdy nie osiągnę swego celu. O ile wiem, ta czterodniowa podróż to dopiero początek. To nic, dla prawdziwego awanturnika.", powiedział w duchu do siebie. Po tej rozmowie ze sobą, podjął dwa postanowienia.
Po pierwsze, nie być mazgajem, bo dalsza podróż wymaga, aby być stuprocentowym mężczyzną!, po drugie, słuchaj własnego sumienia, w swoich medytacjach.
W międzyczasie, Rop leżał i drapał się po szyi, w grdykę, myślał co będzie jadł. Rei zszedł na dół i znalazł Ropa, gdzie go wczoraj zostawił.
"No, śpiochy", powiedział gospodarz grubym głosem, " Obudziliście się w końcu? Jesteście na pewno głodni? Bądź co bądź, od wczoraj leżeliście w betach, przynajmniej niektórzy. Ty przespałeś całą noc za stołem. Nie musiałem cię budzić." Te ostatnie słowa skierowane były do Ropa. Jak stwierdził to Rei, obydwaj przespali cały dzień.Być może spowodowane to było piwem, albo zmęczeniem. Albo i tym i tym.
Udora wyszła z zaplecza.
"Rei, obudziłeś się już. Ojcze, mogę więc przygotować śniadanie dla obydwu naszych gości ?", zapytała Udora swego ojca.
"Naturalnie . Nasi poszukiwacze przygód muszą jak najszybciej ruszyć w drogę." Po czym Udora zniknęła na zapleczu. Po jakimś czasie gospodarz poszedł do kuchni i po powrocie pochylając się do Reia powiedział uśmiechając się: "Wydaje mi się, że oprócz tego , że jesteś awanturnikiem, poszukującym przygód, masz jeszcze inny zawód?"
"Właściwie, żaden ze mnie awanturnik. Jestem kowalem.", odpowiedział Rei. Gospodarz roześmiał się. "No, no. Kowal. To jest prawdziwy zawód. Moja córka powiedział mi już o tym , i to, że jesteś nieżonaty. To dobrze. Musisz wiedzieć, że jesteś prawdziwym szczęściarzem?
Rei nie miał pojęcia o co mu w ogóle chodzi. "Szczęściarz?"
"Taaak. Moja córka jest najładniejszą dziewczyną we wsi i podobasz jej się. Możesz być z tego dumny. Może zostaniesz tutaj i zostaniesz wiejskim kowalem. Dobrze byś zarabiał i był byś kochany, szczególnie przez panie."
Teraz Rei zrozumiał teraz wszystko. Gospodarz chciałby, aby pozostał w wiosce, a jego córka by go uwiodła, bo przecież jest najładniejszą we wsi , a on ożeni się z nią. Ale nie wiedzieli o tym, że to nie wchodziło w grę. Rei podrapał się w głowę. To była najprostsza rzecz w świecie. Małżeństwo i kłopot z głowy.
"Przykro mi, ale mam inny cel do wykonania i nie mogę tu zostać.Nie ożenię się też z pańską córką.", powiedział pośpiesznie.
Mina gospodarzowi zrzedła..
"Jak chcesz", powiedział. "Zobaczymy, co będziesz z tego miał." Po czym zniknął na zapleczu.
"Uuuuu. Co my teraz będziemy żreć?, zapytał Rop. "w takim podłym nastroju do tej pory go nie widziałem, jak tutaj jestem." Co się w ogóle stało?, zapytał Rei. "Jedyne co mi przychodzi na myśl to to, że im kiedyś o mało co stodoły nie spaliłeś, co mi kiedyś wspomniałeś. Ale to nie powód, aby kogoś nienawidzić." Rop , który poczuł się winny, wzrokiem błagał go , aby zamilkł. "No dobrze, dobrze. Opowiedziałem ci tylko połowę historii, ale resztę wolę ci opowiedzieć w jakimś zacisznym miejscu, bez zbędnych uszu." Rop wstał i opuścił bar "Kuscheligener Baer (Miś). Rei tuż za nim. Od wspomnianego starszego chłopca Edlegena, Rei dowiedział się, dlaczego bar się tak nazywa. Właściwie to nazwał go tak jego ojciec, powiedział, który pomylił pisownię słowa Baer- niedźwiedź, miś, ze słowem Bier-piwo. Ta historyjka setnie ubawiła Reia i zastanawiał się, czy podobnie śmieszna będzie historyjka Ropa, czy też bardziej poważna.
W kącie, pomiędzy dwoma domami, między barem i starą chatą, aby być dokładnym, stał Rop i rozpoczął opowiadać swoją historię. "A więc, krótko mówiąc, aby cię nie zanudzać, uciekłem z domu do tej wsi . Początkowo wszystko szło pięknie. Poznałem kilku miłych ludzi i jedną miłą kobietę. Tak chciał widocznie mój los, że nie pozwolił mi tu dłużej zostać. Jak zawsze szczęście trwa u mnie krótko. I pewnego dnia, było święto na cześć założycieli wsi, a ja leżałem jeszcze w łóżku, podczas gdy wszyscy przygotowywali się do tego święta. Był nawet strażak, z okazji dwustulecia wsi.
Spałem jeszcze i dopiero gospodarz wyciągnął mnie z domu. Wszyscy byli w świątecznym nastroju, a ja byłem trochę nieprzytomny. Gdybym spał nieco dłużej wszystko byłby ok. Pozostałą połowę dnia robiłem to i owo, a wieczorem spotkałem strażaka, sikawkowego. On miał ze sobą jakiś kuferek-walizkę pełną jakichś narzędzi i innych dupereli. Ja byłem z natury ciekawski, nie mogłem tak pozostawić jej bez przejrzenia. Wyjąłem więc jakiś patyk, który wyglądał jak jakaś pochodnia, a na jej końcu miał mały sznurek. Nie wiedziałem, co się stanie jak go zapalę i myślałem, że zapłonie jak zwykła pochodnia. Zapaliłem ją i pojawił cudowny czerwony ogień. Początkowo byłem nim zafascynowany, do chwili gdy sznurek zaczął syczeć i patyk wyrwał mi się z ręki , a potem dobiegł do mnie wystrzał , który mnie wystraszył, a patyk eksplodował. Ogień wywołał, że inne patyki w walizce eksplodowały i zapaliły kilka drewnianych skrzynek. Na dodatek, zerwał się wiatr i przeniósł płomienie na stodołę i najbliższą chatę.
Krótko mówiąc, wyglądało to tak, jakby cała wieś płonęła. Spodnie naczelnika też się zapaliły, gdy ten wdepnął w płomienie. Po jakimś czasie, udało nam się ogień zagasić. Winą za pożar obarczono tylko mnie. Ratusz był zgodny co do tego, że stodoły nie można było uratować. Ale to była nie tylko moja wina. A czyż wiatr nie był winny? Smutnie zakończył Rop i otrząsnął się jak mokry pies. Takie rzeczy zdarzają się ciągle, dodał, dlatego mogą i mnie.
Rei nie był pewny, jak zareagować: śmiechem, czy krytycznymi uwagami. W każdym razie, Ropowi było teraz lżej na sercu, że mógł z kimś pogadać o swoich problemach, bez natychmiastowego potępienia.
"To była interesująca historia. Teraz przynajmniej wiem, dlaczego chcesz być nierozpoznany", powiedział Rei i zaśmiał się w stronę Ropa. Gdy Rei wrócił do baru, czekało już na niego obfite śniadanie. Koszyk z chlebem, mlekiem, piwem, szynką i jabłkami. Udora stała przy stole, w nowej sukience, innej niż ta, w której nosiła przedtem. Poprzednio miała zwykłą roboczą sukienkę, a teraz była ubrana w jasnoczerwoną odświętną sukienkę, z dużym dekoltem, która eksponowała jej biust.
Udora uśmiechała się do Reia promieniście, i czekała co powie o posiłku.
"Ależ to ogromny posiłek, powiedział, nie wiem, czy będę w stanie za niego zapłacić.
"Ależ skąd", oznajmiła Udora z czarującym uśmiechem, "Nie płacisz nic."
Podała mu talerz i pochyliła się tak nisko, że Rei dotknął prawie końcem nosa jej dekoltu. Rop, który wygodnie siedział tuż obok Reia, obserwował tę scenę z uśmieszkiem i powoli odsunął swoją głowę, gdy zauważył jej spojrzenie. Udora powoli wyprostowała się i uśmiechnęła ponownie. "Smacznego", powiedziała im.
Obróciła się i zakołysała biodrami, tam i z powrotem.
"Uii, ale kto połknął przynętę", zauważył Rop z uśmieszkiem pochylając się do Reia.
" Daj spokój.". Rei chciał wybrnąć jakoś z sytuacji, w którą został wbrew swojej woli wciągnięty. Dlaczego nie miałby go cieszyć zaloty kobiet?
Był teraz pewny, że gospodarz opowiedział swojej córce, co on mówił, i że nie chce on w żadnym przypadku zostać. Mimo to, nadal była ona do niego przyjaźnie nastawiona?
Przypomniał sobie dobrze ten czas, gdy miał jeszcze 17 lat. Pewna dziewczyna, mająca tyle samo lat co on, i również zachowująca się prowokacyjnie, tak jak Udora, dzień i noc narzucała mu się, aż jej nie powiedział nagiej prawdy w twarz.
Potem była wściekła na Reia, ale przyjęła wyjaśnienie Reia, ale nigdy więcej nie zamieniła z nim słowa.
Dlaczego zatem Udora nie postąpiła podobnie? Czyżby miała nadzieję, że on się zmieni i wróci do niej kiedyś. I to wszystko, za sprawą zgrabnej pary nóg, uśmiechu i niewinnego flirtowania? Chyba nie tylko.
Rei zabrał się ponownie za jedzenie. "Rop. Jak to jest, że kobiety nie zostawiają cię w spokoju ?", zapytał wprost. Rop szybko przełknął szynkę.
"Mnie zostawiają w spokoju? Dlaczego mnie o to pytasz ? To ja powinienem zapytać, dlaczego co kobiety do ciebie tak przyciąga. Co druga kobieta ogląda się za tobą. W każdym razie w tej wiosce. A ty się z tego nie cieszysz?"
"W żadnym przypadku. To denerwujące." Rop był pod wrażeniem.
"Masz zdolność przyciągania kobiet do siebie, które lecą do ciebie, jak ćmy do światła, i to się innemu, czyli mnie, niepodobna się. Szanuję kogoś, czyjeś zamiary, ale chcę też, aby szanowano też mnie i moje. Gdyby to o mnie chodziło, nie było by żadnego problemu.
Dziwi mnie także to, że prawie wszystkie ci ufają. Burmistrz Onik rozszyfrował cię chyba zaraz na początku, co od razu dostrzegłem."
Reiowi nie spodobało się to wyjaśnienie. Być może miał on w sobie dar ufania innym i pozyskiwania zaufania, szacunku." Ale to chyba to nie to samo. Musimy wkrótce iść dalej i nie ma to teraz znaczenia.", powiedział i wstał. "Masz rację", powiedział Rop i również wstał, ale zdążył jeszcze włożyć do ust kawałek szynki.
Musimy przygotować jeszcze prowiant na drogę", oznajmił Rop z pełnymi jeszcze ustami. Udora pojawiła się znowu. "Zjedliście już?", zauważyła zaskoczona, "Chcecie już iść, "Wasze twarze są takie napięte i pełne oczekiwania. "Nie, jeszcze nie" powiedział Rei i twarz Udory zmiękła wyraźnie. "Musimy jeszcze przygotować sobie prowiant i poczynić jeszcze inne rzeczy". "To dobrze. Proponuję wam, abyście najlepiej pozostali jeszcze dłużej. Dlaczego?, bo jutro jest u nas święto. Nie wiecie, ale to święto na cześć założycieli naszej osady"
Rop zakaszlał i uderzył się w czoło. "Święto?", wyszeptał tak cicho, że tylko Rei mógł go słyszeć.


6. Z widłami i pochodniami



Następnego dnia było święto wsi, w czasie którego Rop kilka lat temu "ogniem i eksplozjami" niemal jej nie unicestwił, Rei i Rop oczekiwali je z różnymi uczuciami.
W przeciwieństwie do Ropa, Rei z ciekawością, a Rop z niepokojem.
Rei nie rozumiał, dlaczego Rop się denerwuje. Nikt sobie Ropa nie przypominał nieszczęśliwego wypadku sprzed kilku laty, i nie oczekiwał powtórzenia się go.
Rop miał inne zdanie, bał się samego siebie.
" Rei nie znasz jeszcze jakiego mam pecha. Ostatnim razem to była tylko szopy, ratusz i kilka chat. Tym razem to może być cała wieś.", powiedział trochę później.Rei uważał Ropa za przesadnego, a Rop uważał Reia za niedowiarka, który nie spodziewa się najgorszego. Ale dla Reia nie było by najgorszym nieszczęściem spalenie się całej wioski, ale utrata swojej córki Deli.
Najlepiej byłoby, gdyby było już po wszystkim, ale musieli jeszcze kupić prowiant na dalszą podróż, a poza tym dobrze będzie przespać się w przytulnym łóżku jedną noc. W każdym razie oznaczało to, że następnego ranka znowu będzie molestowany przez Udorę. Dlatego Rei zamierzał natychmiast po świątecznych uroczystościach zniknąć.
Drugim, który jeszcze szybciej by się z Kuschelingen wyniósł, był oczywiście Rop, który miał ponowny atak paniki.
Takie niewesołe myśli zaprzątały im myśli przez resztę dnia. Pod wieczór, napadły ich nieprzyjemne myśli, że nie wypiją już kilku mocnych piw. Dzisiaj poszedł Rei wcześniej do łóżka, tuż za Ropem. Obydwaj mieli dziwne sny. Rei śnił, że znalazł już aunę. We śnie wyglądało to schematycznie, było bardzo jasne, wyraziste.
Śniło mu się, że dostał już złoto, ale że wrócił zbyt późno i Dela zmarła. Tylko dlatego, że był tak długo w Kuschelingen.
Kayte leżała obok zwłok Deli, wylewając morze łez, w których tonął Rei.
Nie mógł się poruszać i był pijany od słonych łez.
Wkrótce po tym obudził się a słońce świeciło mu w kark. Był ranek a Rop spał jeszcze. Rei widział go wyraźnie. Wyciągnął ręce i nogami zamachał w powietrzu.
Sen Ropa nie był piękniejszy.
Ropowi śniło się poprzednie nieszczęście w Kuschelingen. Widział, jak raca wyleciała w powietrze i eksplodowała. Potem widział, ja całe miasto się pali, całe w ogniu, i wszyscy giną w płomieniach, wraz z nim, jak on tonie w morzu ognia.
Widział, jak burmistrz w płonących spodniach biegnie przez to morze z płonącym obliczem, z długimi blond włosami i niebieskimi oczami, takimi jak ma Udora, ale to nie była Udora. Rop chciał zawołać, ale nic nie mogło się wydobyć z jego ust, i potem twarz zniknęła w płomieniach. Rop zakrzyczał i spłonął...
"Wtedy obudził się, zlany potem."
"Rei pochylił się nad nim i otarł mu czoło." “Nocna mara”, Rop dyszał i cały trząsł się.
“Tak, ja też powiedział Rei i zamoczył ręcznik w wodzie.
Rop zobaczył ręcznik. “Dlaczego otarłeś mi czoło? Czy jestem jakimś, dzieckiem?, spytał rozdrażniony i odtrącił kubek na podłogę, w którym był też ręcznik. Zimna woda oblała także stopy Reia. Szybko wstał i potrząsnął głową. “Sam nie wiem”, odpowiedział z przygnębieniem i napił się trochę wody, aby zwilżyć wyschnięte gardło.
Chwilę później zapomnieli o wszystkim. Ubrali się i zeszli na dół. Przygotowania do święta były w pełnym biegu, bo jak zwykle święto będzie miało miejsce dopiero wieczorem, a rano i po południu będą trwały przygotowania. Było tradycją, aby w dniu święta święto przygotowywać dopóki jest jasno, a kiedy się ściemni rozpocząć świętowanie.
Rop i Rei pomagali jak mogli w przygotowaniach, chociaż obydwaj uważali to za stratę czasu i woleliby natychmiast odjechać.
Podczas przygotowań , Udora jeszcze raz obeszła teren i gawędziła z tymi, którzy je robili. Widziała , jak Rei ucieka za jakiś dom pod pretekstem pilnej potrzeby.
W końcu przyszedł wieczór i świętowanie rozpoczęło się, i mieszkańcy Kuschelingen rozluźnieni już, wesoło bawili się. Rop unikał ludzi i nie mógł spokojnie usiedzieć.
Rei unikał Udory i gospodarza. Za każdym razem, gdy zauważył blond fryzurę chował się w tłumie.
Tak jak przed trzema laty, przyszedł również strażak, na którego widok Rop pobladł i schował się za grubymi drzewami. Ale nawet tam dopadł go los i nie dał mu spokoju, gdy za jego plecami odezwał się znajomy głos: “Rop?”. Zaskoczony Rop, gdy się obrócił ujrzał kobietę ze swojego snu. Blondynka, z luźnymi włosami, i niebieskimi oczyma, jasną skórą. Rop nie rozumiał dlaczego go ona prześladuje. Kobieta oparła ręce na biodrach, on natomiast, nie wiedząc dlaczego, uciekł jak najszybciej. Przy tym wpadł na Reia, którego twarz utkwiła w torcie. Kilku wieśniaków śmiało się na ten widok i tańczyło dalej. Rop przeprosił go. Robi mi coraz goręcej tutaj. Czy nie mogliśmy jechać dalej?” “ Jeszcze nie. Gdybyśmy teraz odjechali, byłoby to niegrzecznie “ przekonywał go Rei i wytarł sobie twarz ręcznikiem. Następnie wypił jeszcze kilka łyków wody i spokojnie usiadł za stołem.
W międzyczasie wysmarkał starannie nos. Najchętniej, tak jak Rop, wyniósł by się natychmiast, jednak na pewno nie podobało by się to mieszkańcom. Problemy powróciły i będą ich bombardować do jutra, do wyjazdu, ale to nie powinno im przeszkodzić w dalszej drodze. Rop zrobił się znów nerwowy i jak za dotknięciem ręki czarownika nawiedziła go wizja tajemniczej kobiety z blond włosami, która ciągle za nim chodzi. Pojawił się na scenie również strażak, z pochodnią i żongluje nią, a potem upuszcza na ziemię pokrytą słomą. Tłum krzyczy i wskazuje na rozprzestrzeniający się ogień. Na nieszczęście w słomie leżała raca, gotowa do odpalenia. Lont racy zaczął się palić i po chwili raca eksplodowała i rozrzucając ogień w około. Scena , na której stał Rop, zaczęła się palić i drewniane domy obok sceny stanęły w ogniu w sekundę. Krzycząc strażak i Rop zbiegli ze sceny. Rop wskoczył na jeszcze nie płonącą słomę i chlusnął sobie w twarz wodą.
Rei w tym czasie gasił pożar słomy kubłem napełnionym wodą. Nabrał następnie ponownie wodę do kubła i gasił ogień z innymi mieszkańcami dachy domów i scenę. Gorące powietrze spowodowało, że spocił się a twarz ogorzała od gorąca. Dym wycisnął mu łzy z oczu, chociaż był do ognia. W końcu był kowalem. Walka z ogniem nie trwała zbyt długo. Wianuszek niezamężnych kobiet otoczył natychmiast Reia, które podziwiały jego siłę i odwagę. Rop leżał jeszcze w słomie, ale wkrótce jakaś postać go stamtąd wyciągnęła. To był burmistrz Onik.
“Teraz wiem, dlaczego wydawałeś mi się taki znajomy , kochany Romanie. Ty nie nazywasz się Roman. Ty jesteś Rop!!! , zawołał, aby inni słyszeli. Tłum zamruczał ze wściekłością.
“Jak mógł się ważyć?”, “Wypędzić go! ”Czego tu szuka?”
To tylko niektóre z okrzyków oburzonego tłumu.
Rei przyszedł Ropowi z pomocą. Podszedł do Ropa kilka słów w jego obronie, “To nie tylko jego wina. To był nieszczęśliwy wpadek “, powiedział, ale wywołał śmiech, Jego słowa nie przekonały tłumu mieszkańców, tylko rozwścieczyły go jeszcze bardziej. Jego też wygonić ? Zawołali niektórzy“, “ Zdrajca, dodali inni !. “Jesteś taki sam jak on”, “ Rop kilka lat temu spalił tę wioskę, i chce teraz wybaczenia ”, zawołał do rozwścieczonego tłumu. “Łapcie za widły i pochodnie”, zawołał do tłumu i wyciągnął widły ze strzechy. Inni poszli za jego przykładem, i zbliżyli się niebezpiecznie do Ropa. Rei wiedział, lepiej będzie wycofać się, niż narazić na gniew Onika. Rop cofnął się w stronę podwyższenia. Ależ kochani ludzie, jesteśmy tylko ludźmi, czego od nas chcecie, zapytał i wciągnął ramiona. Obydwaj wiedzieli, że teraz jest tylko jedno wyjście. Wziąć nogi za pas i uciekać. Na szczęście mieli ze sobą plecaki gotowe do wymarszu, inaczej musieliby wracać do baru, a to oznaczałoby na pewno kłopoty.
“Rop“, powiedział Rei, “Wiejemy!” Rop szybko uwolnił się z żelaznego uścisku Oniksa. Onik zakrzyczał, a jego krzyk był sygnałem do ataku dla motłochu, a sygnałem do ucieczki dla Ropa. Rei wskoczył na scenę i pobiegł w stronę najbliższych drzew. Tłum za nimi. Gdy pierwsi znaleźli się na podwyższeniu, rozległ dźwięki łamiących się desek sceny. Nie było rannych, tylko kilku wystraszonych. Reszta odstąpiła od wchodzenia na scenę i gonitwy za Ropem i Reiem. Nawet strażak biegł wściekły za nimi, bo stracił swój wizerunek i materiały. Rzucał tylko za nimi pochodnie.
I chociaż, Rop był grubszy i powolniejszy, to szybko uciekał. Rei był zdania, że Rop musiał częściej przed wściekłym motłochem uciekać. Co go wcale nie dziwiło, bo Rop był po prostu pechowcem. Zawsze zdarzało się coś, wbrew jego woli. Rei przestał rozmyślać, gdy zobaczył przy sobie widły i uciekał w obawie o własne własny tyłek i życie.
Po jakimś czasie motłoch przestał ich gonić. Byli z tego zadowoleni, że nie poluje się już na nich. Rei sapał ze zmęczenia, a Rop wyciągnął pod drzewem. Słyszeli jeszcze, jak Udora woła za nimi: “Ty przeklęty łajdaku! Ty!” Wstydź się! Nie waż mi się pokazywać na oczy”. Po czym odwróciła się i poszła za swym ojcem. “ I dobrze”, “Jeden kłopot z głowy mniej.”, powiedział Rei.
Obydwaj spojrzeli po sobie wybuchli śmiechem.
“Nie wierzę. Po prostu, nie wierzę. Najpierw byliśmy bohaterami, szukającymi przygód awanturnikami, a w końcu polowano na nas z widłami i pochodniami”, pomyślał Rei z ręką na pulsującej mu jeszcze piersi.
“I pomyśleć, że to byli inteligentni , bądź co bądź, ludzie. A jednak, skończyło to się gwałtownymi czynami. Zamiast jak ludzie, spokojnie sprawę przedyskutować, zachowali jak bydło rogate. Byli głusi i głupi. Rop wyciągnął język w kierunku wioski i pokazał gest, gdzie się zgina “dziób pingwina”. Szkoda, że tego nie widzieli? Rei śmiał się także.
“Z głupoty trzeba się śmiać, Rop!”, powiedział kobiecy głos i ukazała się kobieta z blond włosami i niebieskimi oczyma.
To był głos kobiety z tego snu, który miał Rop przed świętem, zanim nastąpił odwrót. “ Jak…jak do tego doszło?”, zapytał sam siebie Rop w duchu.
Zapomniałeś, jak dobrze cię znam. Rop, dlaczego ode mnie uciekłeś.”
Rop wpatrywał się w dół i położył swoje nogi na piasku.
“Przestraszyłem się”, dodał po cichu.
Acha. Ja także mam obawę, że opuścisz mnie i uciekniesz ja zając przed wilkiem”, powiedziała kobieta ze wściekłością, i równocześnie z rozczarowaniem.
‘Nie, nie”! Nawet tak nie myśl”, oznajmił Rop pośpiesznie. “Chcę tylko powiedzieć, że…Nie spodziewałem twojej obecności tam.”
Kobieta nie uspokoiła się po tych słowach. I oparła swoje ręce na o biodra, a kilka łez popłynęło po jej policzku, kiedy to mówiła. “Opuściłeś mnie, Rop, mizerny łajdaku.”
Odwróciła się od nich, więc Rop i Rei nie widzieli jak płacze z rękami na twarzy.
“Nie mam zamiaru cię opuszczać”, powiedział Rop z przygnębieniem. “ Nigdy tego nie zrobię. Zobaczysz jeszcze, co powiesz na mój widok. Bardzo… Bardzo mi przykro.
Kobieta obróciła się. Jej jasne, blond włosy błyszczały w słabym świetle księżyca. Jej oczy były czerwone. Nagle podbiegła do niego i przytuliła go.
“Rop. Jak długo jeszcze nie będziemy się teraz widzieć, znów trzy lata jak ostatnio”, powiedziała i odeszła na bok.
“Co to wszystko znaczy”, zapytał zaskoczony Rei. Rop pośpieszył z wyjaśnieniem, bo zauważył Reia dopiero teraz, że Rei tam jeszcze jest.
“Ach to nie jest zbyt długa historia….”, i zaczął opowiadać, jak przed trzema latami przybył do Kuschelingen. Spotkał tam pewną kobietę, która była sceptyczna . Miała a na imię Taila, i Rop zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia.
Byli dobrymi przyjaciółmi, aż do tego nieszczęśliwego wypadku przed dokładnie trzema latami. Wtedy właśnie nastąpiła ucieczka Ropa i Taila nie widziała jego twarzy, aż do dzisiaj.
“Tjaa, i to jest w skrócie, cała moja historia”, powiedział Rop.
“Na początku byłeś urzeczony Udorą, a ona spodziewała się czegoś innego, i w końcu odstąpiłeś od niej”, przeszyła Ropa twardym i mroźnym spojrzeniem, pod którym Rop bardzo się skurczył.
“To nie wymaga wyjaśniania. Ona nigdy mnie nie lubiła.”
Na tym zakończył się temat. Teraz Taila chciała wiedzieć coś na temat podróży Reia i Ropa. Rop krótko jej wyjaśnił, że podróż do Dennor ma na celu spotkanie ze starym przyjacielem Reia. Chciał też więcej wiedzieć o legendarnej Aunie.
“ W porządku, idę więc z wami”, oświadczyła krótko Taila i szła kilka kroków przed nimi.
“Co ?” Przykro mi bardzo, ale nie możesz iść z nami”, powiedział Rei .
Po pierwsze, pójdę, po drugie nic wam do mnie”, oznajmiła Taila i szła dalej.” Czy pomyślałaś o tym, że nie można iść wędrówkę bez odpowiedniego wyposażenia?”, powiedział Rei.
“Powinienem cię zapytać o to od razu. Nie masz przecież żadnego. “Zatem, tak czy owak, musiałabyś wrócić do Kuscheligen.”, powiedział Rei.
“Dla waszej informacji, znudziła mnie już ta wieś, a ludzie we wsi też są są znudzeni sytuacją tam.
Gdy, przed dwoma dniami przybyliście do wioski, słyszałam tylko o przybyciu dwóch podróżników-awanturników, którzy przeżyli wiele przygód. Słyszałam tylko, że jeden jest muskularny i odważny. Usłyszałam, że nazywają się Rei i Roman. Nie wiedziałam jeszcze wtedy wszystkiego o was.
Postanowiłam więc, że nie ma sensu o nic was pytać, tylko iść własną drogą. Planowałam, po święcie opuścić wioskę, kiedy wszyscy będą podpici i senni, nie będą o nic pytać.
Ale, gdy ciebie zobaczyłam, Rop, postanowiłam iść razem z tobą. Tija, i teraz będę wam obydwu towarzyszyła. Czy tego chcecie, czy nie. Jak cię znam ,Rop, nie masz żadnej mapy kraju, a ja mam. Zatem, bez zastrzeżeń.” Taila spojrzała dumnie dookoła. Rei nie miał nic do dodania na te słowa.
“Zatem, zgoda. Straciliśmy już, tak czy siak, dużo czasu. Musimy więc pośpieszyć się”, powiedział, i cała trójka pomaszerowała dalej w kierunku Dennor.
Jak daleko jeszcze?
Taila była wytrzymałą i silną kobietą. Mogła iść godzinami i potem jeszcze biegać, kiedy Rop i Rei byli już dawno wyczerpani. Długo przygotowywała do tej podróży. Zanim jeszcze spotkała Ropa i Reia, jako rzekomych awanturników-poszukiwaczy przygód , Taila już zdecydowała się na to, aby to zrobić.
Zanim zjawili się Rop iRei, sama postanowiła przenocować w lesie, rozpalić ogień, odzież naprawić, dla zdobycia doświadczenia. Nie znosiła szycia, ale musiała, bo było niezbędne, kiedy odzież się podrze z różnych przyczyn.
Także uczyła się sztuki walki. Tuż za jej domem, trenowała na zakupionym sprzęcie w strzelaniu z łuku, i trafiała strzałą w tarczę. Rop mówił , że zaczęła trenować dopiero, jak on ją opuścił. Rei znał się na tym lepiej. Jemu powiedziała, że trenowała juz, kiedy miała dwanaście lat.
Ale żeby uciec z wioski, zdecydowała dopiero kilka miesięcy temu. Dlaczego Rop więc kłamał, że ona rozpoczęła trenować dopiero jak on wyjechał, było dla Reia niejasne.
Mężczyźni nie rozumieją po prostu logiki kobiet. “Kiedyś rozwiążę ten kobiecy problem, jestem pewien.”, powiedział Rei do siebie.
Pod trzema względami wydała mi się Taila szczególna:
Po pierwsze, była utalentowaną wojowniczką, co u kobiet jest rzadkością.
Po drugie, czuła się dobrze w lesie, na nizinach, jak i w górach,
Po trzecie, zawróciła w głowie , Reiowi i Ropowi, że Rei pytał sam siebie jak do tego mogło dojść.
Taila była niewyczerpanym źródłem energii, co czasami było denerwujące, ale z drugiej strony korzyścią, bo szybciej gdzieś dochodziła.
Także dzięki Taili, planowanie podróży było perfekcyjne.
Dzięki mapie Taili mogła lepiej oszacować gdzie aktualnie są i ominąć niekorzystne miejsca.
Tylko głupio było Reiowi wobec niej, że to ona ma mapę, a jemu pozostała tylko sprawa prowiantu. Przyszło mu uczyć się od Taili, bo mogło to się jemu przydać.
Na drugi dzień, po południu, gdy odpoczywali w cieniu jodły, Rei masował sobie stopy leżąc w cieniu, rozmyślał o ciężkich plecakach i ich zawartości. Wziął kawałek chleba z plecaka i zauważył, że jest tam jeszcze prowiantu na piec dni, a do Dennor było jeszcze około trzech dni, mogą wiec więcej jeść niż planowali.
Taila zjadła jabłko zerwane z napotkanego drzewa, a Rop jadł żytni chleb.
“Nienawidzę żytniego chleba”, mruknął i wziął jeszcze jeden kawałek, “Taila , dlaczego zmuszasz mnie do jedzenia tego chleba. Rei sam decyduje co je. Taila skierowała się do niego. “ Musisz pamiętać o swym odżywianiu. Od naszego ostatniego spotkania przybrałeś na wadze kilka funtów. To dlatego, że ty pijesz coraz więcej piwa i przestałeś jeść inne rzeczy.
Rei odwrotnie, przez całe życie pracował w kuźni. Oprócz tego muszę się wziąć za ciebie. Rei nie potrzebuje, ale ty na pewno, oznajmiła i wzięła jeszcze jeden kawałek. “ i poza tym jest jeszcze jedno, że zjadasz za dużo i ciasto z mojej porcji”, powiedziała konfidencjonalnie i cicho do Reia, a Rop tylko niektóre słowa, jak “za dużo i ciasto”.
Wzdychając, Rop zjadł do końca razowy chleb a Rei kawałek zwykłego chleba.
Po krótkim odpoczynku, ponieważ Taila uważała, że nie należy spać w ciągu dnia lub nawet drzemać, jak lubi to robić Rop, poszła na przechadzkę w pole. Trawa łaskotała ją w nogi, albo biedronka w czarne kropeczki pełzała jej po nodze.
Wkrótce Rei przekonał się do ciemnego żytniego chleba. Nadszedł także czas, by pomyśleć o Deli. Kiedy się urodziła, była małym różowym dzieckiem, słodkim i kochanym. Miała takie same czarne włosy jak jej mama i także takie same brązowe oczy, które patrzyły jak głębokie źródła lub bezgwiezdne niebo.
Po Reiu nie odziedziczyła prawie nic z wyglądu, ale byli do siebie podobni charakterami.
Rozumieli się wzajemnie. Chociaż Dela miała zaledwie sześć lat, wydawała mu się o wiele starsza. Rei nie chciał, aby Dela zbyt szybko dorosła. Była jego wielkim skarbem na ziemi.
"Tak, miłość była okropna. Miłość była obrzydliwa. Miłość była po prostu cudowna." Nie można żyć bez miłości, nawet kiedy jej nie doświadcza. Rei wciągnął w płuca ciężkie, gorące, powietrze i westchnął.
Pod wieczór założyli nocny obóz. Jak zwykle, Rei rozpalił ogień, Rop rozwinął koce , a Taila zszywała i prała spodnie. Ona także tuż przed wyjazdem ubrała spodnie.
Chociaż spodnie nie są tak łatwe do suszenia, to jednak praktyczne, szczególnie w walce.
Łatwiej było przyczepić do nich miecz i bronić się przed dzikimi zwierzętami, które były dla nich szczególnie groźne, gdy spali.
“Powiedz mi Rop, kochasz Tailę, jak do tego doszło, to taka twarda kobieta, ona ciebie również kocha ?, zapytał Rei Ropa, jak tylko Taila poszła przynieść wody ze źródła w pobliżu.
“Nie wiem, co masz na myśli”, powiedział Rop i myszkował w plecaku Taili za ciastem.
Znalazł poszukiwaną rzecz i napchał nią usta. Z przyjemnością napychał sobie brzuch.
“ Nareszcie coś innego, a nie tylko razowy, żytni”, powiedział i przełknął kawałek ciasta.
“Rop, nie schodź z tematu.”
"Co masz na myśli? "Rop był zdezorientowany i zmarszczył czoło.
Taila jest twarda i zadziorna. A ty jesteś, no taki… i lubisz ciasto i piwo, i ani trochę nie jesteś zadziorny”, odpowiedział Rei zniecierpliwiony.
“Zimno już”, zauważył Rop, “Nie mam nic do dodania, do tego.“
“Niech tak zostanie”, Na tym skończmy. Taila wróciła.
Zajrzała do swego plecaka, zobaczyła okruchy i policzyła kawałki ciasta.
“Rop, jadłeś ciasto?!”, ale na tym pytaniu skończyła i poszła spać. Rei zgłosił się na ochotnika, że pierwszy będzie miał wartę, bo nie był w ogóle zmęczony.
Myślał znów o Penefie, Deli i Kayte. Myślał o swoim dzieciństwie, gdy z Kayte, Humbem, swoim przyjacielem, i Ju bawili się w lesie. Bawili się, byli prawdziwymi łowcami przygód, spali w lesie i musieli stawiać czoła różnym niebezpieczeństwom.
Kiedyś Ju położył na twarzy Humba pająka, gdy ten drzemał, a ten wdrapał się na drzewo. Humb panicznie bał się pająków. Do tej pory unika tych potworków, jak je nazywa.
Kayte wdrapywała się zawsze na drzewo, tak jakby miała do czynienia z jakimś olbrzymem. Ju też wdrapywał się za nią. Rei nie wspinał się tak wysoko, jak Ju, czy Kayte, ale wystarczająco wysoko.
Humb najwyżej jeden metr i potem złaził . Humb uważany był za tchórza. Kayte była jego przeciwieństwem. Była silną i odważną. Podobna do Taili, ale Kayte była siostrą Reia.
Taila była tylko znajomą i przyjaciółką Ropa. On również za taką ją miał. Tak przynajmniej sądził Rei.
Być może, Rop był czymś więcej, niż tylko znajomym, ale to Rei zrozumiał dopiero później. W danej chwili, on był zwykłym kowalem otoczonym znajomymi.
Awanturnikiem, łowcą przygód, takim samym jak Taila, i za jakiego go mieli wieśniacy, ale on nie uważał za takowego. Był kowalem, a nie awanturnikiem, szukającym przygód. Zdesperowanym kowalem.
Kayte byłaby lepszym awanturnikiem, łowcą przygód, niż on. Rozumiały by się dobrze z Tailą.
Rei podrapał się w kolano i wyrwał sobie niepotrzebny włos z brody.
Dlaczego tak dużo rozmyślał? To nie było przecież w jego zwyczaju. Na pewno rozmyślał dlatego, że był w obcym otoczeniu. Wędrował do Dennor i przeżył już w tej krótkiej podróży więcej, niż zwykle.
Na przykład: dzika tłuszcza polowała na niego z widłami i pochodniami.
Czy zatem oczekuje go coś więcej w czasie tej niezwykłej podróży?
“Jak długo jeszcze?”, pytał siebie, w tę cichą noc, ”Jak długo jeszcze?”, będę daleko poza moim miastem. Jak długo jeszcze będę awanturnikiem z koniczności?
Taila obudziła się i przyszła do Reia.
“Jak chcesz, zluzuję cię z warty”, powiedziała.
Wdzięczny jej Rei wstał i poszedł w kierunku legowiska, gdzie leżał Rop. Naciągnął na siebie koc i po chwili już smacznie chrapał.
Rei położył się pod kocem, pod którym przed tym leżała Taila, obok nóg Ropa.
Mruczął coś do siebie, wygodnie leżąc pod ciepłym jeszcze kocem. Szybko zasnął, bo opanowało go zmęczenie. Z pytaniem na ustach: ”Jak długo jeszcze?“



Ciąg dalszy tutaj








Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2013-05-10 (965 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej