Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Patronujemy
 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Kamuflaż
 
Katalog - dodano
 Wiedźma naczelna (wyd.2)
- Olga Gromyko
 Nigdy nie zapomnieć
- Michel Bussi
 Samolot bez niej
- Michel Bussi
 Nie puszczaj mojej dłoni
- Michel Bussi
 Mama kłamie
- Michel Bussi
 
- skomentowano
 Plus/minus
- Olga Gromyko
 Plus/minus
- Olga Gromyko
 Zapisane w kartach
- Anne Bishop
 Ciężko być najmłodszym
- Ksenia Basztowa, Wiktoria Iwanowa
 Sopel cz.1
- Paweł Kornew
 

''Żniwa'' - Beata Smółkowska

Wyróżniona praca konkursowa


Jestem ostatni... I ta myśl jakoś mnie nie pokrzepia.
Jestem już tak stary, że nikt, włącznie ze mną samym nie pomięta mego imienia. Może ten szalony, kilkusetletni Szaman je znał, ale i tak nie ma już możliwości zapytać o to tego idiotę.
Tego wyjątkowo upartego, zgorzkniałego, starego pryka obdarzonego olbrzymią mocą, niesamowitym poczuciem humoru i manią wielkości.
Tak, Szalony Pusty Łeb cierpiał na wyjątkowy kompleks wielkości...

W czasach przed grabieżą prerii przez Białego Człowieka jego przodkowie obdarzeni olbrzymią mocą sprowadzali deszcze podczas upalnych miesięcy, walczyli z potężnymi demonami, duchami, zmieniali siłą woli bieg rzek, kreowali świat zewnętrzny i wewnętrzny wedle swojego widzimisię.
Byli BOGAMI na ziemi...

Druid zasępił się i przeklinał w myślach potomków tych, którzy odebrali im ziemie, Bóstwa, zwierzynę, wolność.
Nie uśmiechał mu się obrzęd, do którego został wezwany przez swojego czcigodnego przyjaciela wodza Apaczów Conchisa, o którym wiedział, że przyzywał go, kiedy nie było już innego wyjścia.
A wyjścia już nie było. Żadnego... Poczuł nadchodzące nieliche kłopoty w chwili, gdy umierający skretyniały Szaman przysłał mu telepatycznie jedno jedyne zdanie: "Wybacz mi. Byłem idiotą.

Po wejściu do domostwa Wodza w jego zmysły uderzył olbrzymi OPÓR, który zdawał się być nieprzebytą ścianą, najeżoną ostrymi kolcami i pachnącą soczystą zielenią. Słyszał szepty, obietnice, pojawiły się wizje krwi, oceanów posoki z pływającymi weń rozczłonkowanymi ciałami. Tysiącami pływających bez celu niemiłosiernie sponiewieranych trucheł.
Z przerażeniem spojrzał na Przywódcę i pokiwał przecząco głową:
- Wodzu nigdy się z czymś takim nie spotkałem. Nie znam tej mocy, a znam przecież wszystko. Obawiam się, że ma to związek ze śmiercią Waszego Najstarszego Szamana, który dzisiejszego poranka przesłał mi przeprosiny, za jakiś swój debilny wyczyn.
- Odpowiedź tkwi w tej opętanej kobiecie, którą moi ludzie znaleźli w miejscu Śmierci Czcigodnego Najstarszego Czarownika, ale nikt z jego uczniów nie potrafi przebić się do jej świadomości, żeby znaleźć przyczynę jej dziwnego stanu. Może w jej pamięci są jakieś ślady śmierci Nieodżałowanego Szamana.
12 śmiałków spętało ją Świętymi Łańcuchami, aby uniemożliwić jej ucieczkę i utulić kokonem snu, co powinno ci Nieśmiertelny Druidzie ułatwić wejście weń.

Druid bez dalszych dyskusji usiadł obok spętanej Świętymi Łańcuchami kobiety i zaczął przygotowywać magiczną miksturę niezbędną do podróży między światami, w których miał spotkać Drzwi Jaźni. Tymczasem Wódz rozniecił ogień ofiarny rzucając weń zioła wspomagające pracę szóstego zmysłu i ułatwiające wejście w trans.
Świadomość Druida zacierała się i dotarła do GRANICY między wymiarami. Stanął przed drzwiami z wizerunkiem przepięknej kobiety, o zielonej barwie skóry, obwieszonej trofeami z dziecięcych czaszek, ogryzającej zakrwawioną rączkę.
Po chwili zastanowienie zastanowienia otworzył je.

W tym samym momencie w domostwie Wodza uśpiona nieznajoma uśmiechnęła się złowieszczo i nagle zgasło słońce.

Otwarcie wrót przeniosło go do cudnej dolinki, pełnej nieznanych mu roślin, ziół, zwierząt oraz ptactwa. A na niewielkim głazie pośrodku upojnie pachnącego, świetliście błękitnego jeziorka siedziała niezwykła kobieta. Jej delikatnie kręcone włosy otulały ją niczym zielonym płaszczem aż do stóp, natomiast uroda zapierała dech w piersiach. Nie istnieją słowa zdolne ją opisać.
- Podejdź o Najstarszy- rzekła dźwięcznym głosem.
Nogi go same do niej poprowadziły.
- Kim jesteś o pani i czy…
- Hahaha, ależ oczywiście, że wiem, co się stało z tym nadętym głupcem- uśmiechnęła się piękność pokazując nieludzkie uzębienie, którego sam Demon Ciemności by się nie powstydził.
- I pewno masz z tym coś wspólnego.
- Jak ja lubię bystrych mężczyzn. Ależ oczywiście, że to moja sprawka, tak samo zresztą, jak odebranie wam słońca.
Zgasło, kiedy wszedłeś do mego domostwa. A jeśli interesują cię szczegóły, to napij się Mądrej Wody, nad którą właśnie stoisz i głupie miny stroisz. Swoją drogą Najstarszemu Żyjącemu taka przytępawa mimika nie przystoi- zakpiła zielona mość.
- Mów demonie!
- No chyba żarty sobie stroisz!- Huknęło dziwadło. Pij w tej chwili i nie drażnij mnie!
Jej słowa odebrały mu władzę nad własnym ciałem, które skwapliwie spełniło jej zachciankę.
Zgięty wpół straszliwym bólem padł na ziemię i wtedy zaatakowały go wspomnienia Szanownego Pomylonego Czarownika.

Legenda głosi, iż ten, który posiądzie magiczne kamienie runiczne zyska moc i władzę dorównującą samym Panom Stworzycielom i ma szansę na przejęcie władzy nad wszelkim istnieniem, czy to w niebie, na, czy też pod ziemią.. Jednakże ów magia żyje własnym, niebezpiecznym życiem, a kamienie ucałowane przez Najwyższych Bogów samodzielnie dokonują wyborów, rzucają zaklęcia, kreują rzeczywistość i przyszłość. Innymi słowy są wielka zagadką nawet dla samych legend.
Szaman pozbawiony lęku sięgnął do woreczka z kamieniami.
- DAJ MI MOC, BYM WŁADAŁ CAŁĄ ZIEMIĄ I ROZKAZYWAŁ ŻYWIOŁOM I STWOROM WSZELAKIM!
Eksplozja światła oślepiła go i przeszyła niewyobrażalnym bólem. Zacisnął dłoń na kamieniu i otworzył drżącą rękę- BERKANO- Co jest grane? Gdzie moja nagroda za wieki poszukiwań tego cholerstwa! GDZIE MOJA MOC I WŁADZA?! GDZIE DO DIABŁA MÓJ DAR, MOJE UPRAGNIONE GEBO?!
Wśród nagłego huraganu, przy akompaniamencie trzęsienia ziemi pojawia się Matka Natura i ze złośliwym uśmiechem na twarzy wyrwała kamienie z rąk Druida.
- Mam was już DOSYĆ! Ciągle tylko: "daj mi; zrób mi; obdarz mnie". A to, co od serca mego otrzymujecie, to niszczycie! Roztopy wiecznej zmarzliny, anomalie pogodowe, tornada, tajfuny, paradoksy temperatury, mutacje organizmów jedno i wielokomórkowych- NIE SĄ MOJĄ WINĄ! To wy- ludzie do takiego stanu doprowadziliście moje łono, które zaczyna rodzić zgniliznę. Wy i wasza zasrana ignorancja wraz z zapatrzeniem w czubki waszych zakichanych nosów! I jako szanująca się kobieta w tym miejscu mówię DOSYĆ! Nastała nasza kolej na obalenie ludzkiej tyranii. A całą ludzkość mam już głęboko w uszanowaniu!
Z tymi słowy sięgnęła do woreczka i wyciąga znak: LAGUZ i SOWIOLO.
- Bracia, Władco Wszechwód przybądź z podwodnych głębin, bo twa siostra ofiarę ci przygotowała. Koniec spania Słoneczko ty moje Najjaśniejsze. Kto rano wstaje, ten się dobrze naje- rozchichotała się uroczo i nakazała drzewom spętanie Skretyniałego Naiwnego Wielkiego Szamana, który wierzgając niczym spłoszone źrebię bluzgał na prawo i lewo całkiem interesującymi inwektywami.
Zielona Pani z rozbawieniem wysłuchiwała jego tyrady, do momentu, w którym usłyszała coś, czego żadna kobieta zdzierżyć nie może.
- Czy ty jesteś normalny? Powiedź mi z łaski swojej, gdzie ty widzisz jakąś pomarszczoną grubaskę z obwisłymi cyckami?- Faktycznie, miała prawo się porządnie wkurzyć
Koniec tych zabaw. Z twojego języka można zrobić lepszy użytek. Mówiąc te słowa bez zbędnych ceregieli wyrwała mu język i jeszcze drgający wpakowała do swojej imponującej, zębatej paszczy.
- Hmmm pychotka. A teraz do roboty kochani.
I wtem wody całej ziemi zaczęły się kształtować w potężnego humanoida.
A słoneczna tarcza zaczęła schodzić na ziemię przywdziewając obraz olbrzymiego anioła.
- Głupcze w podzięce za twój trud odnalezienia kamieni, przepowiem przyszłość dla ciebie i twoich ziomków- całej rasy ludzkiej- po czym wyciągnęła kolejny kamień- OTHALA. Gwoli ścisłości dodam tłumaczenie: znak ten oznacza wasz KONIEC- proste, no nie? A jaka przyszłość czeka mnie i moich braci?
Wyciągnęła runę FECHU i roześmiała się z wiatrem: WASZ KONIEC TO NASZ POCZĄTEK.

- Ekhm..- Tylko na tyle było stać Druida.
- No, my tu gadu, gadu, a na zewnątrz Armageddon szaleje, no i jak się domyślasz troszkę mi się spieszy.
- Wygląda na to, że chyba muszę cię powstrzymać.
- Chyba zdurniałeś do reszty.- Stwierdziła z rozbawieniem. Przeanalizuj jeszcze raz wodną wizję i daj znać, do jakich doszedłeś wniosków.
O co jej do cholery chodzi? Zasępił się, po czym przywołał wizję.
Niewiele wody upłynęło, kiedy otworzył oczy i z nabożną czcią spojrzał na Zielonkę, po czym padł przed nią na kolana.
- O Najwyższa Matko wybacz mi moją impertynencję. Matka Natura, Matka Ziemia, Jedyna Żywicielka- ale się porobiło.
Nie mogę podnieść na ciebie ręki, ani cię zranić, bo tym samym pozbawiłbym życia całą planetę- rzekł ze smutkiem. Zabicie ciebie równałoby się obróceniu w niwecz całej flory i fauny, natomiast ludzkość umarłaby z braku tlenu, gdyby nie padła od razu.
Jesteśmy zgubieni.
- E tam, dla poprawy nastroju powiem ci, że nie miałbyś ani sił, ani możliwości, żeby mi pojedyńczy włosek z głowy wyrwać. Przecież jestem panią wszelkich mocy i żywiołów, mój ty bezmyślny bałwanku. A teraz wracamy do rzeczywistości. I nie martw się, bo żadne żywe stworzenie, oprócz człowieka oczywiście, nie zostanie skrzywdzone.

Rzeczywistość przywitała go oceanem soczystej, świeżej krwi, z taplającymi się weń zwłokami ludzkimi w różnych stadiach rozczłonkowania. Smród spalenizny wywrócił mu żołądek na lewą stronę, a potępieńcze jęki konających sprowadzały szaleństwo na jego zmysły. Na tle nieba zasnutego pulsującą czerwienią, na którym oczywiście nie świeciło już słońce, rysowały się niewyraźne sylwetki potężnych stworów: oślepiającego niczym tarcza słoneczna oraz wodnego, które kierowały się w jego stronę.

- Świat skończy się z wielkim przytupem- pomyślał smętnie bezimienny Druid wytrzeszczając oczy na wiszącą nad nim wielką stopę.









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2013-11-02 (866 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej