Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Patronujemy
 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Dobry, zły i nieumarły
 
Katalog - dodano
 Wiedźma naczelna (wyd.2)
- Olga Gromyko
 Nigdy nie zapomnieć
- Michel Bussi
 Samolot bez niej
- Michel Bussi
 Nie puszczaj mojej dłoni
- Michel Bussi
 Mama kłamie
- Michel Bussi
 
- skomentowano
 Plus/minus
- Olga Gromyko
 Plus/minus
- Olga Gromyko
 Zapisane w kartach
- Anne Bishop
 Ciężko być najmłodszym
- Ksenia Basztowa, Wiktoria Iwanowa
 Sopel cz.1
- Paweł Kornew
 

''Szarość - tylko moja'' - Aneta Zaczyńska

Wyróżniona praca konkursowa


Szarość stanowiła niewielki skrawek Królestw Dziesięciu Jezior. Otaczający ją gęsty szary las, przesycony zapachem śmierci i wszechobecnej mgły, stanowił naturalną barierę dla intruzów zapuszczających się w jej rejony. Nikt nie wiedział, co kryje się za gęstą mgłą, gdyż ktokolwiek odważył się przekroczyć jej granice, ginął bezpowrotnie. Pomimo złej sławy, każdy w Królestwach wiedział, że Szarość jest groźna wyłącznie dla osób, które odważą się wtargnąć na jej teren. Jednak naturalna ciekawość ludzka zawsze była silniejsza od rozsądku. Sprawa tajemniczych zaginięć nie dawała spokoju mieszkańcom Królestwa Siódmego Jeziora. Wysłano więc drużynę Obrońców, by raz na zawsze rozwikłać tajemnicę zła, o którym wiedziano tylko tyle, że istnieje. Las przekroczyło dwudziestu, a powróciło dwoje. Byli ranni, a dzień, w którym przekroczyli bramę osady, stał się dniem zagłady jej mieszkańców. Przywlekli za sobą śmiercionośną mgłę, która wydawała się wychodzić spod ich stóp. W końcu ciekawość ludzka została zaspokojona. Poznano tajemnicę Szarości, a zwłaszcza to, co w niej jest najbardziej przerażające - szkaradne przerażające, pozbawione sierści i skóry zwierzęta. Wygłodniałe i żądne ludzkiego mięsa, rozszarpywały ludzi, a rannym, którym udało się przetrwać atak, uciekali w popłochu, wlokąc pod stopami śmiercionośną mgłę. Dzięki nim, Szarość powiększyła swe terytorium, siejąc strach, rozpacz i śmierć. W przeciągu kilku dni upadły kolejne cztery Królestwa Jezior. Gdy zorientowano się co powoduje rozrastanie się terytorium Szarości, wszystkich uciekinierów zabito, nim zdołali dotrzeć do kolejnych Królestw. Powstrzymano rozrost zła, a żeby nikt więcej nie odważył się wkroczyć w mgłę, wykopano wokół niej szeroką fosę i tym samym odgrodzono zainfekowaną ziemię od ocalałych Królestw. Otoczona zewsząd wodą Szarość, przez wiele lat nie stanowiła zagrożenia, aż do czasu, gdy, w Królestwie Piątego Jeziora zjawiła się dziewczynka bez dłoni. Mieszkańcy opatrzyli jej ranę, ale niestety wdarło się zakażenie i nieznajoma nie dożyła kolejnego dnia. Pochowano ją niedaleko fosy, a ziemia wokół grobu zaczęła sinieć. Tym razem Szarość nie potrzebowała zainfekowanych ludzi, by pochłaniać nowe terytoria. Z godziny na godzinę, wolno rozrastała się, pochłaniając wszystko, co stało na jej drodze. Nie pomogło okopywanie się, zalewanie fos wodą, ani wysyłanie Obrońców do walki ze złem.
Ludzie stracili nadzieję na lepsze jutro. Gdy tylko mgła niebezpiecznie zbliżała się do bram któregoś Królestwa Jezior, ewakuowano jego mieszkańców. Wszyscy żyli w strachu przed jutrem, a jego dopełnieniem stała się przepowiednia, która głosiła zagładę wszystkich Królestw. Jedynym promyczkiem nadziei, stała się mała wzmianka o osobie odpornej na infekcję, która wyłoni się z mgły i pokona ją własną bronią – trucizną wrzuconą w serce Szarości.
Ludzie długo oczekiwali mężczyzny, który ich ocali, ale na próżno. Mijały lata, a Szarość pochłaniała kolejne części Królestw. Ocalały zaledwie trzy z nich, kiedy do bram Królestwa Trzeciego Jeziora zapukał mężczyzna niosący kobietę na rękach. Mgła nie unosiła się za nimi, więc otworzono bramę i wpuszczono nieznajomych do środka. Gdy mieszkańcy dowiedzieli się, że przybyli z szarego terytorium, przepełnionego obdartymi ze skóry bestiami i że dziewczyna została ugryziona, chciano ich zabić. Na szczęście wśród nich znaleźli się rozsądni ludzie, których zastanowiło, dlaczego mgła nie przyszła za ranną dziewczyną. Nakazano uwięzić obcych i opatrzyć dziewczynę. Najwyraźniej trawiła ją infekcja. Sądzono, że nie przeżyje nocy. Jej ciało trawiła wysoka temperatura, jednak wraz ze wschodem słońca ustąpiła. Szarość z niej nie wyszła, a ludzie odzyskali nadzieję. Zjawiła się przepowiedziana osoba, a była nią Ann.

* * *

Zamykam pamiętnik Terra. Nie mam czasu na dalsze czytanie. Muszę zdobyć wzgórze i powstrzymać Jacka, przed samobójstwem. To ja muszę rozprawić się z mgłą, nie wiem dlaczego, ale podobno takie jest moje przeznaczenie. Jestem mu to winna, to on wyniósł mnie z tego potwornego lasu, w którym teraz się znajduję. Co prawda, gdy wpadliśmy do rozpadliny i zaatakowały nas te ohydne psy pozbawione skóry, ja pierwsza ocaliłam mu życie. Podczas upadku, stracił przytomność i musiałam nas bronić i to czym popadnie. W tym dniu oboje darowaliśmy sobie życie i oboje zmieniliśmy swe życie. Szybko zorientowaliśmy się, że jesteśmy w innym, równoległym świecie.
Gdy wyzdrowiałam, po ukąszeniu, zostałam przymusową ochotniczką w wyprawie do krainy tzw. Szarości. Razem ze mną i Jackiem wyznaczono stu ochotników, jako zabezpieczenie powodzenia wyprawy. Niestety przeżyło nas pięcioro i jak się nie pospieszę, to Jack tego nie przeżyje. Jestem jedyną osobą, której te bestie nie wyczuwają, gdyż infekcja na zawsze w jakiś sposób nas połączyła ze sobą Pewnie myślą, że jestem częścią tej mgły. Szkoda, że wcześniej o tym nie wiedziałam, bo gdybym sama poszła na wyprawę, to ci wszyscy Obrońcy nie straciliby życia.
Moje rozmyślania przerywa skowyt zwierzęcia. Słyszę jeszcze jeden krótki skowyt, po którym następuje cisza. Przyspieszam kroku by zobaczyć, co się stało, ale niestety mgła jest na tyle gęsta, że nic nie widzę. Docieram do niewysokiego muru i dzięki oplatającym go pnączom, szybko znajduję się po drugiej stronie. Upadam na miękką zieloną trawę, ale nie od razu dostrzegam jej barwę. Dopiero, gdy unoszę głowę, ku mojemu zdziwieniu, przede mną rozpościera się piękna zielona łąka, pozbawiona mgły i szarości. Kilkudziesięciometrowa przestrzeń opasana niewysokim murem, za którym rozpościera się śmiercionośny świat. Kilka metrów przede mną, dostrzegam stojącego Jacka. Krzyczę za nim, by się odwrócił. Dostrzega mnie i podąża w moim kierunku. Na szczęście nie wiedzę, żeby był pogryziony. Oddycham z ulgą. Podnosi mnie z ziemi i mocno trzymając, potrząsa mną.
- Co ty tu robisz? Miałaś jeszcze spać w obozowisku - mówi podniesionym głosem. - Nie na darmo dotarłem tak daleko. To ja jestem przybyszem z przepowiedni. Ann, wracaj, nie pozwolę ci zginąć. Puszcza mnie, poczym zamierza odejść w kierunku ustawionej po środku rozpadliny, ale chwytam go za ramię. Przez te kilka dni, zbliżyliśmy się do siebie. Z niegdyś rywalizujących ze sobą zawodowo ludzi, staliśmy się drużyną. Odkryłam, to czego niegdyś nie dostrzegałam w tym człowieku. To samo poczucie humoru, kompatybilność myślowa, świetne współdziałanie, to cechy, które sprawiły, że Jack nie jest mi obojętny. Żałuję tylko, że nigdy się nie dowie, co czuję, bo nie pozwolę mu się poświęcić za mnie. Wiem co mam zrobić i musze to umiejętnie zagrać, by nie zorientował się, że chcę zdobyć od niego sakiewkę z trucizną. Zbliżam się do niego i z uśmiechem na ustach mówię:
- Dziękuję! Bardzo się bałam, jak znalazłam dziennik Terry, z którego dowiedziałam się, że muszę umrzeć by powstrzymać Szarość. Wiem, że bym sobie nie poradziła. - W mych oczach pojawiają się łzy, więc moje słowa chyba brzmią przez to bardziej wiarygodnie. – Jeśli wrócę do naszego świata, odwiedzę twoją matkę i opowiem jej, jakim bohaterem byłeś.
Łzy mimowolnie zalewają me policzki. Widzę, że oczy Jacka robią się szkliste. Moje słowa na pewno do niego dotarły. Myślę, że mi wierzy, ale dla pewności jeszcze raz wypowiadam słowo „Dziękuję”, po czym całuję go w usta. To ostatnia cudowna chwila, kiedy w końcu nasze usta przywierają do siebie. Mój pocałunek nie zostaje odrzucony. Rozkoszuję się tą krótką chwilą, gdy Jack przyciska mnie do swego ciała. W ułamku sekundy doprowadzam swój umysł do porządku i szybkim kopnięciem w najczulszy punkt jego wysportowanego, umięśnionego ciała, powalam go na ziemię. Musiałam tak postąpić, bo w przeciwnym razie nigdy bym mu nie zdołała odebrać sakwy. Dla pewności, by mnie nie ścigał, uderzam go dwukrotnie pięścią w twarz i wyrywam mu sakwę z dłoni. Czuję się potwornie, przez to co musiałam zrobić. Odwracam się w kierunku rozpadliny i biegnę ile sił w nogach. Słyszę przeraźliwy krzyk za sobą:
- Ann, niee…
Ale to mnie nie powstrzymuje, biegnę dalej. Jestem już prawie przy krawędzi otchłani, w którą musze skoczyć, gdyż tak głoszą kolejne zapiski przepowiedni. Wertuję w pamięci kolejne zapiski, czy samo wrzucenie trucizny by nie wystarczyło, ale nie mogę sobie nic przypomnieć. Do cholery, jeśli mam zginąć i uratować Jacka, to nie mogę się zawahać. Zresztą jestem już za blisko, widzę otchłań rozpadliny. Nie mogę się teraz zawahać. Robię kolejny krok, by skoczyć, gdy me ciało przeszywa piekielny ból. Wstaję jak wryta i spoglądam na prawy bark. W mym ciele utkwił ostry niewielki kołek, który niewiadomo skąd wyłonił się z ziemi. Robi mi się słabo i czuję, że zaraz zemdleję. Sprytnie ktoś wymyślił te zasieki, by powstrzymać wybrańca przed wpadnięciem do rozpadliny. To jeszcze bardziej mnie przekonuje, że musze to zrobić. Niech moja śmierć nie pójdzie na marne. Zapieram się rękoma o sztafetę z pali i resztkami sił odpycham się od nich. Krzycząc uwalniam się z potrzasku. Nim skoczę muszę ostatni raz go zobaczyć. Odwracam głowę i widzę jak podnosi się z ziemi coś krzycząc, ale nie dociera do mnie żaden dźwięk. Chwytam się ogrodzenia z pali i przeciskam się przez nie, po czym spadam w dół. Upadam na coś miękkiego, jakby galaretowatego. Czuję jak pomału opadam z sił. Robię się senna. Przed oczyma przeskakują różne obrazy. Wiem, że umieram, choć nie czuję chłodu, ani mym ciałem nie szarpią konwulsje. Wokół mnie robi się jasno. Jakby światło biło ode mnie. Krew rozpływa się po galarecie, w której leżę. Czy mam przy sobie truciznę? Czy nie wypuściłam jej z rąk, gdy przebił mnie pal? Nie mogę oddychać. Robi mi się słabo, ale przynajmniej nie czuję już bólu. Zamykam oczy. Czuję jak coś szarpie mnie za rękę, a potem płynę. Jestem lekka, nie czuję bólu, nie czuję nic.

* * *

Zawsze zastanawiałam się, co jest po śmierci. Czy mamy duszę i gdzie trafimy, gdy na zawsze zamkniemy oczy. Nie wiem gdzie jestem, ani czy żyję. Ale jeśli tak ma wyglądać raj o którym od dzieciństwa mówiła mi mama, to jest on przerażający. Boli mnie bark i trudno mi się oddycha. Ale z drugiej jednak strony – oddycham, więc nie umarłam. Tylko gdzie ja jestem?









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2013-11-02 (798 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej