Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Żmijowa harfa
 
Katalog - dodano
 SI
- Stepan Wartanow
 Zawiść
- John Gwynne
 Czerwone zegary
- Leni Zumas
 Ahsoka
- E. K. Johnston
 Intrygi
- Mercedes Lackey
 
- skomentowano
 Artefakt
- Maggie Furey
 Zamęt Nocy
- Patricia Briggs
 Toń
- Marta Kisiel
 Sztylet ślubny
- Aleksandra Ruda
 Marzyciel
- Laini Taylor
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

''Za jedną rzeką…'' - Krzysztof Gawryś

Wyróżniona praca konkursowa


Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, kilkunastoma dolinami i jedną rzeką stał ogromny, zakurzony i obrośnięty trochę mchem zamek. Jego szpiczaste wieże wznosiły się ku niebu niczym błagające o pomoc ramiona. A czemu miałyby prosić o pomoc? Otóż krainę tą od lat pustoszył przeraźliwy i okrutny smok pożerający co popadnie bez względu na datę przydatności do spożycia. Najbardziej jednak gustował w dzieciach, przez co populacja królestwa systematycznie malała a eksperci od niżu demograficznego bili na alarm. Król załamywał ręce, rwał sobie włosy z prawie już łysej głowy, pytał o rady wszelkiej maści alchemików i szarlatanów, a nawet dzwonił do wieczornych programów, gdzie na żywo układano tarota. Wszystko na nic. Nikt nie znał sposobu na pozbycie się bestii. Podjął w końcu desperacki krok i ogłosił co następuje:

Każdy kto przybędzie do mojej krainy i smoka zabić zdołać będzie, ten otrzyma ode mnie połowę królestwa a także rękę mojej najmłodszej córki, najpiękniejsze królewny na dworze. Tako rzekę ja. Król znaczy się.

Śmiałkowie zaczęli nadciągać z najdalszych zakątków świata. Pokonywali siedem gór, siedem lasów, kilkanaście dolin a nawet tę jedną, nieszczęsną rzekę. Stawali przed obliczem króla, padali na jedno kolano, wyruszali w stronę jaskini smoka i tyle o nich świat słyszał. Nadzieja w narodzie umierała wraz z każdą kolejną ofiarą pochłoniętą przez potwora a niektórzy wręcz zaczęli myśleć o emigracji na Wyspy Brytyjskie, gdyż praca na zmywaku wydawała im się lżejsza niż cierpienia w tym nękanym okrucieństwem królestwie. I gdy wydawało się, że nic już się nie da zrobić, zjawił się on. Wszedł żwawym krokiem do sali tronowej wzbudzając powszechne zainteresowanie, śmiechy a także pogardliwe szepty. Wygląd na pierwszy rzut oka klasyfikował go gdzieś między nadwornym błaznem a członkiem zespołu One Direction. Żując gumę i odgarniając co i raz bujną grzywkę stanął przed królem.
- Joł king!
- Witaj błaźnie, czegóż chcesz ode mnie? Nie mamy ochoty na żarty.
- Dragona zabić się zjawiłem, nie? Raz dwa i leży dead, nie?
- Ty? Ty chcesz zabić smoka? - sala parsknęła śmiechem wraz z królem.
- Sure, nie?
- Jak cię zwą błaźnie?
- Justin, herbu Bieber, nie?
- No dobrze, zrób to a dostaniesz tak jak obiecałem połowę królestwa i rękę mojej córki.
- Bo syna to king nie ma, nie? Żebym rękę syna dostał, nie?
- Eee... nie.
- Spox, może być girl, nie? A królestwo to ja mam już swoje, nie? Ruszam!
I wyszedł tym samym tanecznym krokiem, którym jeszcze niedawno wchodził. Nisko opuszczone w kroku spodnie sprawiały wrażenie, że zaraz zaplączą mu się w nogi, jednak on wydawał się poruszać w tej zbroi lekko niczym baletnica. Udał się pod jaskinię, stanął w miejscu gdzie akustyka dzięki otaczającym górom była najlepsza i zawołał smoka. Zwierzę wygramoliło się powoli, spojrzało dziwnym wzrokiem, nie dam sobie niczego uciąć, ale nie wiem czy nawet się nie zaśmiało na swój smoczy sposób i ruszyło w stronę naszego bohatera. A ten tylko na to czekał. Wśród gór rozległ się śpiew, który powinienem przytoczyć z kronikarskiego obowiązku, jednak bojąc się o zdrowie czytelników postanowiłem, że zostanie on na zawsze tajemnicą moją i naszego bohatera. Smok zamarł. Justin, herbu Bieber śpiewał. Z drzew pospadały martwe ptaki a z ziemi wyszły na wierzch robaki. Liście zmieniały kolor z zielonego na żółty a później szybko na czarny i odpadały od gałęzi. Słońce skryło się za chmurami nie chcąc oglądać tej sceny a nasz bohater przeszedł do refrenu. Bestia zaczęła zwijać się z bólu, rzucać się spazmatycznie na boki, drapać się pazurami po uszach i pysku aż w końcu zaczęła uderzać głową o skały. Ryk smoka przeszył niebo i padł martwy u stóp Justina herbu Bieber.
Królestwo było uratowane.
Bohater, którego wszyscy uważali za błazna, dalej był uważany za błazna, ale już tak trochę mniej. Poślubił najmłodszą z córek króla lecz z tego co odnotowałem do dziś nie doczekali się dzieci. Za to w krainie zapanował ponownie wyż demograficzny. Dzieci rodziły się jak na zawołanie, bez obawy o to, że zostaną pożarte przez okrutnego smoka. Jedynym zgrzytem, jaki pojawił się w tej niczym już niezmąconej krainie było to czy sześciolatki powinny iść do szkoły, czy są jeszcze na to za młode.
Ale to już zupełnie inna bajka…









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2013-11-27 (763 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej