Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
W Czeluście Ziemi
 
Katalog - dodano
 Żółte ślepia
- Marcin Mortka
 Lanny
- Max Porter
 Pułapka Tesli (wyd.2)
- Andrzej Ziemiański
 Port Cieni
- Glen Cook
 Notebook
- Tomasz Lipko
 
- skomentowano
 Vice versa
- Milena Wójtowicz
 Rozdziobią nas Loki, wrony
- Kevin Hearne
 Cress
- Marissa Meyer
 Kroniki Belorskie
- Olga Gromyko
 Dzikie dziecko miłości
- Aneta Jadowska
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 

''Za jedną rzeką…'' - Krzysztof Gawryś

Wyróżniona praca konkursowa


Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, kilkunastoma dolinami i jedną rzeką stał ogromny, zakurzony i obrośnięty trochę mchem zamek. Jego szpiczaste wieże wznosiły się ku niebu niczym błagające o pomoc ramiona. A czemu miałyby prosić o pomoc? Otóż krainę tą od lat pustoszył przeraźliwy i okrutny smok pożerający co popadnie bez względu na datę przydatności do spożycia. Najbardziej jednak gustował w dzieciach, przez co populacja królestwa systematycznie malała a eksperci od niżu demograficznego bili na alarm. Król załamywał ręce, rwał sobie włosy z prawie już łysej głowy, pytał o rady wszelkiej maści alchemików i szarlatanów, a nawet dzwonił do wieczornych programów, gdzie na żywo układano tarota. Wszystko na nic. Nikt nie znał sposobu na pozbycie się bestii. Podjął w końcu desperacki krok i ogłosił co następuje:

Każdy kto przybędzie do mojej krainy i smoka zabić zdołać będzie, ten otrzyma ode mnie połowę królestwa a także rękę mojej najmłodszej córki, najpiękniejsze królewny na dworze. Tako rzekę ja. Król znaczy się.

Śmiałkowie zaczęli nadciągać z najdalszych zakątków świata. Pokonywali siedem gór, siedem lasów, kilkanaście dolin a nawet tę jedną, nieszczęsną rzekę. Stawali przed obliczem króla, padali na jedno kolano, wyruszali w stronę jaskini smoka i tyle o nich świat słyszał. Nadzieja w narodzie umierała wraz z każdą kolejną ofiarą pochłoniętą przez potwora a niektórzy wręcz zaczęli myśleć o emigracji na Wyspy Brytyjskie, gdyż praca na zmywaku wydawała im się lżejsza niż cierpienia w tym nękanym okrucieństwem królestwie. I gdy wydawało się, że nic już się nie da zrobić, zjawił się on. Wszedł żwawym krokiem do sali tronowej wzbudzając powszechne zainteresowanie, śmiechy a także pogardliwe szepty. Wygląd na pierwszy rzut oka klasyfikował go gdzieś między nadwornym błaznem a członkiem zespołu One Direction. Żując gumę i odgarniając co i raz bujną grzywkę stanął przed królem.
- Joł king!
- Witaj błaźnie, czegóż chcesz ode mnie? Nie mamy ochoty na żarty.
- Dragona zabić się zjawiłem, nie? Raz dwa i leży dead, nie?
- Ty? Ty chcesz zabić smoka? - sala parsknęła śmiechem wraz z królem.
- Sure, nie?
- Jak cię zwą błaźnie?
- Justin, herbu Bieber, nie?
- No dobrze, zrób to a dostaniesz tak jak obiecałem połowę królestwa i rękę mojej córki.
- Bo syna to king nie ma, nie? Żebym rękę syna dostał, nie?
- Eee... nie.
- Spox, może być girl, nie? A królestwo to ja mam już swoje, nie? Ruszam!
I wyszedł tym samym tanecznym krokiem, którym jeszcze niedawno wchodził. Nisko opuszczone w kroku spodnie sprawiały wrażenie, że zaraz zaplączą mu się w nogi, jednak on wydawał się poruszać w tej zbroi lekko niczym baletnica. Udał się pod jaskinię, stanął w miejscu gdzie akustyka dzięki otaczającym górom była najlepsza i zawołał smoka. Zwierzę wygramoliło się powoli, spojrzało dziwnym wzrokiem, nie dam sobie niczego uciąć, ale nie wiem czy nawet się nie zaśmiało na swój smoczy sposób i ruszyło w stronę naszego bohatera. A ten tylko na to czekał. Wśród gór rozległ się śpiew, który powinienem przytoczyć z kronikarskiego obowiązku, jednak bojąc się o zdrowie czytelników postanowiłem, że zostanie on na zawsze tajemnicą moją i naszego bohatera. Smok zamarł. Justin, herbu Bieber śpiewał. Z drzew pospadały martwe ptaki a z ziemi wyszły na wierzch robaki. Liście zmieniały kolor z zielonego na żółty a później szybko na czarny i odpadały od gałęzi. Słońce skryło się za chmurami nie chcąc oglądać tej sceny a nasz bohater przeszedł do refrenu. Bestia zaczęła zwijać się z bólu, rzucać się spazmatycznie na boki, drapać się pazurami po uszach i pysku aż w końcu zaczęła uderzać głową o skały. Ryk smoka przeszył niebo i padł martwy u stóp Justina herbu Bieber.
Królestwo było uratowane.
Bohater, którego wszyscy uważali za błazna, dalej był uważany za błazna, ale już tak trochę mniej. Poślubił najmłodszą z córek króla lecz z tego co odnotowałem do dziś nie doczekali się dzieci. Za to w krainie zapanował ponownie wyż demograficzny. Dzieci rodziły się jak na zawołanie, bez obawy o to, że zostaną pożarte przez okrutnego smoka. Jedynym zgrzytem, jaki pojawił się w tej niczym już niezmąconej krainie było to czy sześciolatki powinny iść do szkoły, czy są jeszcze na to za młode.
Ale to już zupełnie inna bajka…









Copyright © by Fantasy Book All Right Reserved.

Opublikowano dnia: 2013-11-27 (945 odsłon)

[ Wróć ]



Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej