Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Wojna absolutna
 
Katalog - dodano
 Epoka diamentu
- Neal Stephenson
 Kroniki Jaaru. Tajemne imię
- Adam Faber
 Hajmdal. Księżyce monarchy
- Dariusz Domagalski
 Alyssa i czary
- A.G. Howard
 Prawda i iluzja
- Jennifer Sommersby
 
- skomentowano
 Artefakt
- Maggie Furey
 Zamęt Nocy
- Patricia Briggs
 Toń
- Marta Kisiel
 Sztylet ślubny
- Aleksandra Ruda
 Marzyciel
- Laini Taylor
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 
III tom Trylogii Dziedzictwo - Christopher Paolini
ŚWIATŁO I CIEŃ
Saphira udeptywała niecierpliwie ziemię.
Ruszajmy!
Eragon i Roran powiesili torby i zapasy na gałęzi rozłożystego krzaka jałowca i wdrapali się na grzbiet smoczycy. Nie musieli tracić czasu na jej siodłanie; wciąż miała na sobie uprząż. Rozgrzana skóra siodła niemal parzyła Eragona. Przewidując nagłe manewry w powietrzu, chwycił sterczący tuż przed nim szpikulec. Tymczasem Roran objął go w pasie jedną ręką; w drugiej dzierżył młot. Kawałek łupku trzasnął pod ciężarem Saphiry, gdy ta przykucnęła, po czym w jednym radosnym skoku wyprysnęła na krawędź parowu, gdzie na moment zamarła, rozpościerając potężne skrzydła. Cienka błona napięła się z cichym pomrukiem, gdy smoczyca wzniosła je ku niebu. W pionie przypominały dwa przejrzyste, błękitne żagle.


– Nie tak mocno – sapnął Eragon.
– Przepraszam – mruknął Roran, nieco rozluźniając chwyt.
Nie mogli dłużej rozmawiać, bo Saphira znów skoczyła. W chwili, gdy zaczęła opadać, gwałtownie uderzyła skrzydłami, wznosząc się jeszcze wyżej. Z każdym kolejnym uderzeniem wzlatywała coraz bliżej wąskiego pasma chmur, ciągnącego się ze wschodu na zachód. Gdy Saphira skręciła w stronę Helgrindu, Eragon zerknął w lewo i odkrył, że dzięki wzniesieniu widzi oddaloną o wiele mil rozległą toń jeziora Leona. Z wody sączyła się gruba warstwa mgły, szarej i upiornej w półmroku przedświtu; zupełnie jakby pod powierzchnią toni płonął magiczny ogień. Eragon stwierdził z żalem, że nawet jego jastrzębi wzrok nie wystarczy, by dostrzec drugi brzeg i wyrastający za nim południowy kraniec Kośćca. Od dnia, w którym opuścił dolinę Palancar, nie oglądał gór swojego dzieciństwa.
Na północy znajdowała się Dras-Leona, wielka, ciemna plama, odcinająca się ostrą czernią na tle ściany mgieł okalającej jej zachodnią flankę. Jedynym budynkiem, jaki Eragonowi udało się rozpoznać, była katedra, w której zaatakowali go Ra’zacowie; jej złowieszcza iglica wznosiła się nad miastem niczym zębaty grot włóczni.
Gdzieś w dole, na ziemiach, nad którymi przelatywali, pozostały ślady obozowiska, w którym Ra’zacowie śmiertelnie zranili Broma. Eragon pozwolił, by cały gniew i smutek wywołany wydarzeniami owego dnia –a także zamordowaniem Garrowa i zniszczeniem farmy – wezbrał i dodał mu odwagi, więcej: pragnienia stawienia Ra’zacom czoła w walce.
Eragonie – powiedziała Saphira – dziś chyba nie musimy strzec naszych umysłów i ukrywać przed sobą myśli?
Nie, o ile nie zjawi się kolejny mag.
Na niebie zajaśniał złocisty wachlarz – to słońce wychynęło zza horyzontu. W jednej chwili ponury świat rozkwitł całą gamą barw: mgła połyskiwała bielą, woda nabrała odcienia ciemnego błękitu, mur z błota okalający centrum Dras-Leony stał się brudnożółty, drzewa spowiły wszelkie odcienie zieleni, a ziemia zarumieniła się czerwienią i pomarańczem. Helgrind jednak pozostał niezmieniony, jak zawsze czarny.
Kamienna góra rosła z każdą chwilą. Nawet z powietrza wyglądała złowrogo. Nurkując w stronę jej podstawy, Saphira tak bardzo przechyliła się w lewo, że Eragon i Roran niechybnie by spadli, gdyby wcześniej nie przypięli nóg do siodła. W mgnieniu oka okrążyła piargi i przeleciała nad ołtarzem, przy którym kapłani Helgrindu odprawiali swe ceremonie. Wiatr załamał się na krawędzi hełmu Eragona, z jękiem, który niemal go ogłuszył.
– I co?! – krzyknął Roran, bo sam nic nie widział.
– Niewolnicy zniknęli!
Wielki ciężar przygniótł Eragona do siodła, gdy Saphira wzleciała w górę i zaczęła krążyć wokół Helgrindu w poszukiwaniu wejścia do kryjówki Ra’zaców.
Nie ma tu nawet dziury dość wielkiej dla zwykłego szczura – oznajmiła.
Zwolniła i zawisła przed półką łączącą trzeci co do wielkości szczyt z trzema pozostałymi. Łoskot każdego uderzenia skrzydeł smoczycy odbijał się echem od nierównej skalnej krawędzi i narastał, aż w końcu brzmiał głośniej niż grom. Eragonowi do oczu napłynęły łzy, powietrze pulsowało wokół niego. Kolumny i iglice zdobiła sieć białych żyłek w miejscach gdzie szron osiadł w skalnych szczelinach. Nic innego nie zakłócało ponurej czerni chłostanych wiatrem blanków Helgrindu. Między kamieniami nie wyrastało żadne drzewo, krzak, trawa ani nawet mchy czy porosty, a orły nie śmiały zakładać gniazd na potrzaskanych półkach wieży. Wierny swej nazwie Helgrind był miejscem śmierci; stał zbrojny w ostre jak brzytwa zębiska skał i kamieni niczym wyrastający z ziemi kościany upiór.
Eragon posłał przed siebie myśli i potwierdził obecność jednego z niewolników, a także dwojga ludzi uwięzionych wewnątrz Helgrindu, których odkrył poprzedniego dnia. Lecz z pewną obawą stwierdził, że nie potrafi wyczuć Ra’zaców ani lethrblak. Skoro ich tu nie ma, to gdzie są? – zastanawiał się. Gdy znów podjął poszukiwania, dostrzegł coś, co wcześniej mu umknęło: samotny kwiat goryczki, rozkwitający zaledwie pięćdziesiąt stóp przed nimi, w miejscu gdzie wedle wszelkich reguł winna istnieć tylko pusta skała. Skąd bierze dość światła, by przeżyć? W odpowiedzi na jego pytanie Saphira przysiadła na kruszącej się iglicy, parę stóp po prawej. Na moment tracąc równowagę, rozłożyła skrzydła. Miast otrzeć się o masyw Helgrindu, koniuszek prawego skrzydła zanurzył się w skałę i pojawił znowu. Saphiro, widziałaś to?
Tak.
Pochylając się, smoczyca przysunęła czubek pyska do skalnej ściany, wahała się przez moment – jakby czekała na zatrzaśnięcie pułapki – po czym wyciągnęła szyję dalej. Powoli, łuska za łuską, jej głowa wsuwała się w głąb Helgrindu, aż w końcu Eragon widział tylko szyję, ciało i skrzydła.
To złudzenie! – wykrzyknęła Saphira.
Napinając potężne ścięgna, zeskoczyła z iglicy i poleciała naprzód. Reszta ciała dołączyła do głowy. Eragon z najwyższym trudem powstrzymał się przed zasłonięciem twarzy w rozpaczliwej próbie chronienia się na widok pędzącej ku niemu skały.
Sekundę później ujrzał szeroką sklepioną jaskinię, skąpaną w ciepłym blasku poranka. Łuski Saphiry odbijały światło, rzucając na kamienne ściany tysiące roztańczonych błękitnych iskierek. Eragon obrócił się i przekonał, że za plecami nie ma skały, lecz wylot jaskini, z którego roztaczał się wspaniały widok.
Skrzywił się. Nigdy nie przyszło mu do głowy, że Galbatorix mógłby ukryć gniazdo Ra’zaców za pomocą magii. Idiota, muszę się lepiej starać, pomyślał. Niedocenianie króla mogło bardzo szybko doprowadzić do zguby ich wszystkich.
Roran zaklął głośno.
– Następnym razem ostrzeż mnie, zanim zrobisz coś takiego.
Eragon pochylił się, rozpiął szybko rzemyki i rozejrzał w poszukiwaniu niebezpieczeństwa.
Wylot jaskini miał kształt nieregularnego owalu, wysokiego na około pięćdziesięciu stóp, szerokiego na sześćdziesiąt. Dalej komora rozszerzała się niemal dwukrotnie, sięgając w głąb na solidny strzał z łuku. W drugim końcu wznosił się stos grubych kamiennych płyt, wspartych o siebie pod ostrymi kątami. Podłogę pokrywała sieć szarych zadrapań, ślad po wielu lądowaniach, startach i przejściach lethrblak. W ścianach jaskini ziało pięć wylotów niskich tuneli, przywodzących na myśl tajemnicze dziurki od klucza. Był tam też korytarz dość duży, by pomieścić Saphirę. Eragon przyjrzał się im uważnie, w środku jednak panował nieprzenikniony mrok. Wydawały się opuszczone, co się potwierdziło, gdy posłał w ich głąb myśli. We wnętrzu Helgrindu wyczuł niezwykłe, chaotyczne pomruki, sugerujące obecność przemykających w mroku nieznanych istot i kapiącej bez końca wody. Do chóru szeptów dołączył miarowy oddech Saphiry, rozbrzmiewający głośno w pustej jaskini.
Najbardziej charakterystyczną cechę kryjówki stanowiła jednak mieszanina przenikających ją woni. Dominował zapach mokrego kamienia, pod nim jednak Eragon wyczuł odór wilgoci, pleśni i czegoś znacznie gorszego: słodkawy, mdlący fetor gnijącego mięsa.
Rozpiął szybko kilka ostatnich rzemieni i przerzucił prawą nogę nad grzbietem Saphiry. Siedząc bokiem, szykował się do zeskoku. Roran zrobił to samo z drugiej strony. Nim jednak Eragon zwolnił uchwyt, usłyszał wśród wielu szelestów zwodzących jego słuch kilka jednoczesnych stukotów, jakby ktoś uderzał w kamień naręczem młotków. Dźwięk powtórzył się pół sekundy później.
Eragon i Saphira popatrzyli w stronę, z której dobiegał dźwięk. Z szerokiego korytarza wypadł potężny, poskręcany stwór. Ujrzeli czarne, wytrzeszczone oczy bez powiek, dziób długi na siedem stóp, nietoperze skrzydła, nagi bezwłosy tors, potężne mięśnie i szpony ostre niczym żelazne szpikulce.
Saphira szarpnęła się, próbując uniknąć ataku lethrblaki, ale bez skutku. Stwór uderzył w jej prawy bok z siłą, która Eragonowi przywiodła na myśl moc i wściekłość lawiny. Nie widział, co dokładnie zdarzyło się potem, bo siła uderzenia wyrzuciła go w powietrze tak szybko, że nie zdążył nawet sklecić jednej spójnej myśli. Lot na oślep zakończył się równie gwałtownie jak zaczął, gdy coś twardego i płaskiego uderzyło go w plecy. Eragon runął na ziemię, drugi raz uderzając się w głowę.
Ostatnie zderzenie wypchnęło z jego płuc resztkę powietrza. Oszołomiony leżał na boku, głośno chwytając powietrze i próbując choćby częściowo zapanować nad zdrętwiałymi kończynami.
Eragonie! – krzyknęła Saphira.

Fragment pochodzi ze strony Wydawnictwa MAG .
Wysłano dnia 05-12-2006 o godz. 18:40:02 przez Zuna
 
Pokrewne linki
 Więcej o Fragmenty
 Napisane przez Zuna


Najczęściej czytany artykuł o Fragmenty:
III tom Trylogii Dziedzictwo - Christopher Paolini
 
Opcje
 Strona do druku Strona do druku
 

"III tom Trylogii Dziedzictwo - Christopher Paolini" | Logowanie/Założenie konta | 2 komentarze | Szukaj
Komentarze są własnością ich twórców. Nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść.

Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować

Re: III tom Trylogii Dziedzictwo - Christopher Paolini (Wynik: 1)
przez Luki dnia 01-01-2007 o godz. 11:01:44
(Informacje o użytkowniku )
To jest super!Wie może ktoś gdzie można to kupic?Plis!!!



Re: III tom Trylogii Dziedzictwo - Christopher Paolini (Wynik: 1)
przez Anenda dnia 07-04-2011 o godz. 12:21:57
(Informacje o użytkowniku )
Czytałam i z uznaniem muszę pochylić głowę. To się nazywa dojrzewanie pisarskie, hi hi. Każdy tom lepszy od kolejnego, więcej problemów, krwi i walk, sentymentów, nadziei i niespełnionych pragnień, obowiązki ważniejsze od własnych potrzeb, żal, strata i nauka. Z niecierpliwością czekam czwartej części cyklu o Smoczych Jeźdźcach, jedna z niewielu książek fantasy traktujących o smokach w sposób ludzki, a jednocześnie zwierzęcy, mistyczny. W sumie z Eragonem może jedynie, według mojej oceny i przeczytanej lektury, konkurować 'Dziewiąty Mag' Marcina Rusnaka. Pozdrawiam ;)





Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej