Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Patronujemy
 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Ścieżka sztyletów
 
Katalog - dodano
 Immersja
- Erick Pol
 Jadowity miecz
- Rafał Dębski
 Zabójcze maszyny
- Philip Reeve
 Ostatnie konklawe
- Marcin Wolski
 Strażnik rzeczy zagubionych
- Ruth Hogan
 
- skomentowano
 Artefakt
- Maggie Furey
 Zamęt Nocy
- Patricia Briggs
 Toń
- Marta Kisiel
 Sztylet ślubny
- Aleksandra Ruda
 Marzyciel
- Laini Taylor
 
 

   Pierścień Mroku - Nik Pierumow

Napis na okładce głosi: Świat ''Władcy Pierścieni'' 300 lat później.
Zazwyczaj odnoszę się niechętnie do takich kontynuacji, ale w tym przypadku kupiłem na próbę w taniej książce pierwszy z trzech tomów... tak, tak, znowu trylogia i to dość obszerna.
Zacznę od sprostowania. Książka ta to nie tyle kontynuacja co nawiązanie do tolkienowskiego tła, jego śródziemnych krain, mitów, legend i postaci, nawiązanie niezbędne do wprowadzenia własnego scenariusza; fakt, że trudno się w przypadku przedsięwzięcia na taką skalę uwolnić od pewnych koniecznych nawiązań, ale moim zdaniem udało się autorowi doskonale wywiązać z tego zadania i stworzyć ciekawą, nie grzeszącą może oryginalnością, ale niewątpliwie dobrą, dobrze się czytającą, wciągającą powieść.
To tyle jeśli chodzi o ogólne podsumowanie, natomiast niedociągnięć i słabych stron niestety również tu nie zabrakło. Są to w większości te same rzeczy, które zarzucałem zawsze Tolkienowi.
Przede wszystkim bohaterowie. Znowu głównym bohaterem jest hobbit, który to postanowił wyrwać się z przytulnego Shire i rzecz jasna już niebawem wplątuje się w wydarzenia decydujące o losach świata. Wraz z dzieeeeelnym hobbitem w kompanii znalazła się dwójka krasnoludów. Początkowo wyglądało na to, że zarówno hobbit jak i jego towarzysze będą bardziej autentyczni, że nie będą to tak jak u Tolkiena krasnoludki w kolorowych pelerynkach z toporkami. Zanosiło się, że krasnoludy Pierumowa przypominać będą krasnoludy Sapkowskiego - sprośne, niesforne, autentyczne. Nic z tego. Mimo, że jednego z bohaterów-krasnoludów poznajemy w stanie delirium alkoholowego, już na następnych stronach zostaje on zrehabilitowany, ugrzeczniony i tak już niestety zostaje.
Język postaci też jest dość sztywny. Jak u mistrza. Żadnej stylizacji, nic. Nikt się nie jąka, nikt nie wyraża się brzydko, wszyscy mówią tym samym językiem, pięknie, podniośle: elfy, krasnoludy, ludzie, gdyby nie było napisane kto co mówi, nie sposób było by rozróżnić.
Teraz fabuła: cóż, liniowa aż do bólu, ale to akurat mi nie przeszkadzało, nie zawsze trzeba śledzić piętnaście wątków na raz by się cieszyć książką. Tu mamy więc tylko jeden wątek, w centrum wydarzeń zawsze jest wspomniany hobbit.
Walki. Doskonale opisane literacko. Jeśli ktoś lubi, będzie zachwycony. Ja nie znoszę, a i tak czytałem z przyjemnością. Jednak literackość niewiele znaczy, jeśli wkradają się niekonsekwencje. A wkradają się nagminnie. ''Dobrzy'' zawsze są dzielniejsi, bardziej bohaterscy, rozważniejsi, mądrzejsi, zawsze, nawet jeśli walczą w stosunku 1:20, albo wygrywają, albo uda im się jakoś uciec, albo nagle dołączają do nich posiłki. Nie zgadzają się też liczby. Armie, które powinne być wybite ni stąd ni zowąd odradzają się w pełnej sile, pogromy zamieniają się w niespodziewane zwycięstwa itd.
Kolejna rzecz, i chyba właśnie to mi najbardziej przeszkadzało, to pewna... naiwność, która się wkradła gdzieś w drugim tomie. Naiwność sytuacji, rozwiązań. Chwyty, które były wybaczalne powiedzmy u Dumas'a, ale tu przeszkadzają. Nie będę wchodził w szczegóły, bo oznaczałoby to mocne spoilerowanie, ale takich rozwiązań trochę na siłę jest niemało.
A jednak... nie wiem na czym polega magia książki, ale jak już napisałem na początku, czyta się świetnie, mimo wszystko wciąga. Tak jak przy pierwszej lekturze wciągał ''Władca Pierścieni'', jednak przez ''Władcę ...'', a konkretniej trzeci tom, nie zdołałem przebrnąć po raz drugi i sądzę, że ''Pierścienia Mroku'' też po raz drugi już bym nie zdzierżył. Jeśli ktoś lubi Tolkiena, powinien polubić również Pierumowa, bo tak naprawdę, to powieści bliźniaczo podobne, ten sam klimat, te same zalety i te same błędy.

[Nik Pierumow, '' Pierścień Mroku: 1. Ostrze elfów; 2. Czarna Włócznia; 3. Adamant Henny'', Prószyński i S-ka 2002]



      Dodane: September 29th 2006
      Recenzent: Jakub Mateja
      Wynik:
      Link: Informacja o książce
      Odsłon: 2392
      Język: polish

  

[ Powrót do indeksu recenzji | Komentarz końcowy ]





Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej