Rejestracja
 Strona główna    Profil    Dodaj tekst   Katalog    Kontakt 
Menu
Menu główne
Strona główna
Tytułem wstępu
O fantasy
Autorzy
Recenzje
Zapowiedzi
Fragmenty
Wywiady
Artykuły
Opowiadania
Konkursy
Archiwum
Galeria
Poleć nasz serwis
Partnerzy

Katalog
Strona główna
Książki
Kategorie
Terminologia

Pomocne
Kontakt
Linki
Szukaj
FAQ
Mapa serwisu
 
Losowa pozycja
Wybraniec bogów
 
Katalog - dodano
 Ostatnia misja Asgarda
- Robert J. Szmidt
 Widelec, Wiedźma i smok
- Christopher Paolini
 Przeznaczenie Skrytobójcy (wyd.M)
- Robin Hobb
 Europa o świcie
- Dave Hutchinson
 Płacz
- Marta Kisiel
 
- skomentowano
 Vice versa
- Milena Wójtowicz
 Rozdziobią nas Loki, wrony
- Kevin Hearne
 Cress
- Marissa Meyer
 Kroniki Belorskie
- Olga Gromyko
 Dzikie dziecko miłości
- Aneta Jadowska
 
Patronujemy
 
Szukaj



powered by FreeFind
 
 

   Siedem minut po północy – Patrick Ness

W głowie Siobhan Dowd zrodził się pomysł na książkę. Niestety, nie zdążyła go zrealizować, ponieważ zmarła na raka. Być może sama choroba stała się impulsem do powstania tegoż pomysłu. Pomysłu na tyle świetnego, że szkoda było pozostawić go w zapomnieniu, dlatego też, za namową znajomych, Patrick Ness podjął się jego rozwinięcia. Tak powstało „Siedem minut po północy”. Podczas pracy Nessem kierowała jedna myśl: napisać książkę, którą polubiłaby sama Siobhan Dowd.
O wszystkim tym dowiedziałam się z przedmowy autora, którą opatrzył on książkę. Z samej zaś lektury dowiedziałam się paru innych, istotnych moim zdaniem rzeczy.

Koszmary powstają z naszych lęków, żywią się nimi… i nami przy okazji. Wyniszczają nas. Są jednak koszmary i Koszmary. Ojciec Conora porzucił rodzinę, kiedy ten był mały, jego matka umiera na raka, w szkole chłopiec jest „niewidzialny”, uwagę zwracają na niego tylko trzej koledzy – pastwiąc się nad nim. Jakby tego wszystkiego było mało, chłopcu noc w noc śni się przerażający koszmar.

Gdy budzi się pewnej nocy, zegar wskazuje siedem minut po północy. Tym, co go obudziło był głos wymawiający jego imię. Nie był to jednak głos mamy, lecz Potwora. Gdy chłopiec to sobie uświadamia, jego lęk znika, bowiem czym jest nawet najogromniejszy Potwór zza okna, w którego zmienił się ożywiony, rosnący dotąd na pobliskim wzgórzu cis, w porównaniu z przerażającym koszmarem z jego snów. Drzewo oznajmia chłopcu, że przybyło, aby opowiedzieć mu trzy historie i wysłuchać czwartej, którą opowie Conor. A będzie nią jego koszmar…

„Siedem minut po północy” to książka niebanalna. To książka, którą czyta się i przeżywa. Myślę nawet, że właściwszym będzie stwierdzenie, że przeżywa, a sam akt czytania jest raczej czyms zupełnie nie istotnym. Treść porusza do głębi, bo i jak tu nie przejąć się historią małego w sumie chłopca, który musi zmierzyć się z faktem, iż jego mama, a ma w życiu przecież tylko ją, umiera. Jeszcze się leczy, jeszcze walczy, wierzy, ale jednocześnie przeogromnie cierpi. A Conor… jest tylko małym chłopcem, który próbuje uporać się z największym koszmarem w swoim życiu, koszmarem, który z pewnością mógłby pokonać niejednego dorosłego. Osamotniony, wciekły na cały świat próbuje uciekać przed prawdą i rzeczywistością. I walka ta „wywołuje” Potwora, zjawiającego się siedem minut po północy. Godzinie, która jak się okaże, odegra swoją rolę w opowieści.

Ale to nie tylko sama tematyka książki tak porusza. Mój podziw wzbudziła bowiem rola, jaką autor przeznaczył dla Potwora. Zupełnie nieprzystającą do tej, do której przyzwyczaiły nas bajki, książki czy filmy. Potwór snuje opowieści pełne przewrotności. Ci, którzy mają być dobrzy, takimi się nie okazują. Nie są jednak również źli. A postacie złe, niby są złe, więc dlaczego „mają lepiej” niż te dobre… Z pozoru historiom tym brak morału, tylko jednak z pozoru. W całej zaś historii, jak się mamy okazję przekonać, problem polega na czymś innym, niż by się nam na wstępie wydawało.

Jak powiedziałam wcześniej, książki tej się nie czyta, lecz przeżywa na równi z głównym bohaterem. Podobnie jak i on, podczas lektury jesteśmy wściekli na cały świat, że tak potwornie beznadziejnie czasami jest urządzony, a my nie możemy nic na to poradzić. Zda się, że nie ma nadziei, że nic, tylko płakać. I przyznam, że płakałam, gdy czytałam…

Zastanawiam się do kogo skierowana jest ta książka, czy do dorosłych, czy też młodszych czytelników. Myślę jednak, że i jedni i drudzy odnajdą emocje na swoim poziomie doświadczeń życiowych, odnajdą piękno opowiedzianej historii, zachwycą się nastrojowymi ilustracjami, które upiększają praktycznie każdą stronę i idealnie wpisują się w treść książki, podkreślając jej nastrój posępnej grozy. Czy więc „Siedem minut po północy” jest powieścią smutną? Niezupełnie. To powieść piękna, nastrojowa, prowokująca do refleksji, czasem i refleksyjnego uśmiechu. Poruszając temat trudny, bo o śmierci, cierpieniu, samotności, nie jest mówić łatwo, czyni to jednak w sposób niebanalny, by nie powiedzieć piękny. Zdecydowanie polecam. Może dzięki tej książce uda się Wam pokonać własnego wewnętrznego potwora z koszmarów…


[Patrick Ness, „Siedem minut po północy”, Wydawnictwo Papierowy Księżyc 2013]



      Dodane: November 21st 2013
      Recenzent: Zuna
      Wynik:
      Link: Informacja o książce
      Odsłon: 589
      Język: polish

  

[ Powrót do indeksu recenzji | Komentarz końcowy ]





Wszystkie znaki na tej stronie są zastrzeżone. PHP-Nuke Copyright © 2006 by Francisco Burzi.
Komentarze, artykuły, szata graficzna należą do ich twórców.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej